Imperium zła, kolebka komunizmu, państwo agentów, itd, itp. Tak często kojarzy nam się Rosja i Rosjanie. Czy słusznie..? Moze tak, może nie...
Opowieść pierwsza:
Wspominał przed laty znajomy dziennikarz swój pobyt w radzieckiej jeszcze Moskwie. Gdzie się biedak nie ruszył, tam miał za sobą parę "smutnych" panów. Nie dawało się żadnym sposobem urwać tej przyklejonej, niczym na butapren, eskorcie. Aż kiedyś, w pustej sali restauracji dla innostrańców, dwaj panowie usiedli daleko, na drugim jej końcu. Błąd, bo tuż obok stolika kolegi była i toaleta, i barek. Barek z wyjściem dla dostawców. Takiej szansy nie można było zaprzepaścić. Facet po zlożeniu zamówienia udał się spokojnie w kierunku toalety, i kiedy zszedł z pola widzenia "smutnych" skręcił za barek, wyskoczył bocznym wyjściem na ulicę i w te pędy pobiegł przez centrum Moskwy. Po kilkusetmetrowej 'ucieczce" dobiegł do zatłoczonego przystanku. Gdy był już tuż, tuż przy autobusie, jak długi bęc na chodnik. Po chwili jednak ktoś pomaga mu, obolałemu, podnieść się. To śliczna dziewczyna. Z zatroskaniem na twarzy i z uśmiechem mówi do naszego bohatera ; towariszcz redaktor, ni szto nie słucziłos?
Ta anegdotka oddaje to, co w Rosji było nie do zniesienia, ten wszechobecny świat szpiegów, różnej maści agentów i donosicieli. Ale to był przecież system. Czy ludzi, Rosjan, mozna utożsamiać z tym systemem?
Opowieść druga:
Pociąg z Warszawy do rumuńskiej Mangalii zatrzymuje się w małym przygranicznym Baduł Siriet. Czekamy na wymianę podwozi. Wychodzę z dwiema koleżankami zrobić zaopatrzenie w miejscowym sklepie monopolowym - w całym wagonie naszej zakładowej wycieczki zabrakło już trunków. Na drzwiach sklepu, niestety, tabliczka : nieczynne! Pukam mocno, nic. Próbuję od podwórka. Po kilku minutach otwiera jakiś mężczyzna i z wściekłością pyta czy nie umiem czytać. W środku słyszę gwar, odpowiadam, że jestem z Polski, ze tylko chciałem kupić trochę wódki. - Dzisiaj są urodziny ekspedientki Nataszy, nikogo nie wpuszczamy, tłumaczy mi facet. Nie odpuszczam, mówię, że za dwie godziny odjedzie mój pociąg i o suchym pysku cała wycieczka będzie jechała do Rumunii. - A ile tej wódki chciałeś, pyta już łagodniej. Mówię, że mam 100 rubli i kupię tyle, ile za to wyjdzie. Facet łapie się za głowę i każe wejść do środka. Tu kilkanaście osób, nawet miejscowy milicjant, Podają mi szklankę. Piję pierwszy toast, potem drugi, potem następny. Potem może też następny, chociaż tego już na pewno nie wiem.
Obudziłem się w Rumunii, na kolejnej stacji wymiany podwozi. Cała wycieczka popijała w najlepsze. Wszyscy gratulowali mi, ze mam nawet w ZSRR kumpli. Kumpli, którzy przynieśli mnie do wagonu razem z workiem ( od kartofli) wódki.
gabrielpiotr


Komentarze
Pokaż komentarze (241)