Wiadomości
Prezydent Jemenu, Ali Abdullah Saleh, sprzeciwia się przekazaniu władzy i oskarża opozycję o torpedowanie procesu mediacyjnego. Klanowe walki intensyfikują się, część wojskowych otwarcie popiera przeciwnych Salehowi reprezentantów klanu Ahmar. Jednocześnie, coraz aktywniejsi są demonstranci, którzy zapowiadają kolejne protesty.
W udzielonym w czwartek wywiadzie Saleh ostrzega, że zaproponowany przez Radę Współpracy Państw Zatoki Perskiej (RWPZP) plan transformacji może stać się wstępem do wojny domowej. Jak podaje The Washington Post, Saleh sprzeciwia się proponowanemu przez RWPZP rozwiązaniu, zgodnie z którym przekazanie władzy miałoby się odbyć na podstawie wyborów, umożliwiających wolną i w pełni otwartą rywalizację. Główną obiekcją Saleha jest możliwość uczestnictwa gen. Ali Mohsena al-Ahmara, byłego współpracownika, który od niedawna pozostaje w sojuszu z rewolucjonistami, mierzącymi w obalenie dyktatury.
Jeśli w wyniku procesu transformacyjnego przekażemy im (rewolucjonistom) władzę, będzie to oznaczać, że ugięliśmy się pod naciskiem puczu (…) konsekwencje mogą być niebezpieczne. Jeśli ci ludzie (rewolucjoniści) pozostaną u władzy w kraju wybuchnie wojna domowa.
Wywiad był pierwszym prasowym wystąpieniem Saleha od momentu powrotu do kraju. Prezydent wrócił do Jemenu w piątek, 23 września. Przez ostatnie kilka miesięcy przebywał w Arabii Saudyjskiej, gdzie poddany był leczeniu, które zostało zaaplikowane jako konsekwencja obrażeń poniesionych w czerwcowym ataku rakietowym na jego pałac w stolicy kraju, Sanie.
69 – letni prezydent wielokrotnie odmawiał podpisania negocjowanego przez RPWZP porozumienia. Plan zakłada przekazanie władzy, zgodnie z którym Saleh miałby zrzec się urzędu na rzecz wiceprezydenta Abdrabuha Mansura Hadiego, za cenę osobistej nietykalności.
Prezydent winą za przeciągający się kryzys obarcza opozycję i oskarża o sztywne stanowisko negocjacyjne.
Powrót Saleha na nowo zaognił konflikt. Walki trwają głownie w stolicy kraju, Sanie oraz położonym na południu portowym Taiz. Trwa konflikt klanowy pomiędzy rodami Saleh i popieranymi przez rewolucjonistów opozycję z rodu Al-Ahmar. Oba klany są skupione w ramach plemienia Haszed.
We czwartek w godzinach wieczornych armia zaatakowała namiotowe miasteczko demonstrantów w Taiz. Jedna osoba zginęła, pięć odniosło obrażenia. Wojsko użyło ostrej amunicji.
W Sanie starły się dowodzone przez syna Saleha, Ahmeda, oddziały Gwardii Republikańskiej oraz pozostające pod dowództwem gen. al-Ahmara jednostki Pierwszej Dywizji Pancernej – jednostki, która od tygodnia broni protestujących w stolicy opozycjonistów.
Wielu mieszkańców opuściło domy obawiając się intensyfikacji walk.
Jak informowało biuro reprezentujące gen. al-Ahmara w walkach zginęło jego dwóch ochroniarzy, kolejnych kilkunasto zostało rannych.
Do innego incydentu doszło na południowych przedmieściach miasta – dzielnicy Ibb, gdzie służby bezpieczeństwa użyły broni palnej by rozpędzić demonstrację dzieci i małoletnich. Nieletni zorganizowali protest domagając się identyfikacji i osądzenia odpowiedzialnych za śmierć zabitego z zeszłym tygodniu 10 – miesięcznego dziecka. Dziecko zginęło z trakcie ulicznych protestów.
Jak donosi agencja AFP rewolucyjni liderzy protestujący na ulicach Sany zapowiadają intensyfikację demonstracji...
Czytaj dalej na
http://www.bliskiwschod.pl/1317485773,0,w-jemenie-wciaz-goraco


Komentarze
Pokaż komentarze