15.10.2011
http://www.bliskiwschod.pl/1318686572,0,al-kaida-po-bin-ladenie-a-przywodztwo-zawahiriego-ii
Dotychczasowa taktyka Zawahiriego unika radykalnych posunięć zasadzając się głównie na działaniach operacyjnych mających udowodnić organizacyjną ciągłość i operacyjną wydolność. Przejawem owej strategii były przeprowadzone pomiędzy wiosną a jesienią 2011 zamachy w Iraku i Pakistanie. Jak się jednak wydaje, strategia owa nie wystarczy dla budowania propagandy, która mogłaby wykroczyć poza tradycyjny zasięg. Al-Kaida wciaż ma ambicje pozostać organizacją kształtującą znaczenie i praktyczny wymiar współczesnego dżihadyzmu. Zawahiri będzie musiał zwiększyć propagandowy i operacyjny zakres oddziaływania tak by udowodnić globalną, przewodnią zarówno w sferze ideologii jak i praktyki rolę. To jakie decyzje podejmie bedzie kształtować linię frontu przyszłego dżihadu.
Alternatywy
Powrót na fronty lokalne.
Jedną z alternatyw mogłaby być próba neutralizacji problemu słabego przywództwa poprzez dokonanie zwrotu w kierunku regionalnym, tj. porzucenie założeń dżihadu globalnego na rzecz powrotu na lokalne fronty. W przypadku Zawahirego oznaczałoby to odnowienie koncepcji rewolucji w Egipcie.
Podobna decyzja nie byłaby niczym zaskakującym z ideologicznego punktu widzenia. Biorąc pod uwagę motywację, która pchnęła Zawahiriego do emigracji na front globalny jest to alternatywa zrozumiała i teoretycznie możliwa.
Powyższy problem był przedmiotem ożywionej dyskusji wraz z pojawieniem się fenomenu arabskich rewolucji. Część komentatorów zastanawiających się nad przyszłym losem bliskowschodnich zrywów wolnościowych była skłonna uważać, że pojawiająca się wraz z odejściem lokalnych dyktatorów i budowana poprzez konflikt na linii obywatele – władza luka automatycznie stanie się miejscem oddziaływania dżihadyzmu.
Biorąc pod uwagę narodowość dżihadystów al-Kaidy można było się bowiem spodziewać, że cześć z nich skorzysta na ogarniającym region chaosie i uaktywni się w krajach sobie właściwych. Wielu dżihadystów pochodzi bowiem z krajów, w których społeczne niepokoje przybrały szczególnie niepokojące rozmiary: Egiptu, Libii i Jemenu.
Ewentualność egipska jawiła się jako wyjątkowo niebezpieczna, gdyż pomimo wszczętego przez egipskie wojsko procesu transformacyjnego, kraj pogrążył się w chaosie. Otwarcie polityczne zdeterminowało możliwość partycypacji fundamentalizmu reprezentowanego przez Bractwo Muzułmańskie. Przez kraj przetoczyła się seria konfliktów na tle wyznaniowym. Przeżywający trudną transformację Egipt mógł łatwo przerodzić się w scenę islamskiej rewolucji.
Jak się jednak okazało, Al-Kaida nie przejęła wpływów nad egipską transformacją a obawy spodziewających się infiltracji analityków były przedwczesne. Mimo, że dalsze losy egipskiej demokratyzacji pozostają niewiadomą, to nawet jeśli skończą się one konfliktem z islamskim radykalizmem, to nie będzie on radykalizmem reprezentowanym przez Zawahiriego.
Zawahiri jako przywódca Al-Kaidy, a zapewne także jako przywódca islamizmu jako takiego, do Egiptu wrócić nie może. Pomijając względy natury logistycznej, dzieje się tak dlatego, że egipscy radykałowie Zawahirego nie chcą. Poprzez działalność w ramach Al-Kaidy jak i w skutek zaangażowania w skrajną interpretację dżihadu Zawahiri skazał się na alienację.
Nie bez znaczenia dla jego porażki było silne poparcie i współudział w organizacji zamachów 9/11, które przez wielu lokalnych dziahadystów były uznane za błąd. Środowisko niechętne Zawahireimu zarzuciło mu przekładanie własnych interesów politycznych, czy wręcz własnej, budowanej u boku bin Ladena kariery nad interes dżihadu czy islamizmu w ogóle.[46]
Zawahiri dodatkowo nadszarpnął wątłą w egipskich kręgach reputację poprzez próby ideologicznego usprawiedliwienia terrorystycznych zamachów. Szczególnie niepopularne z punktu widzenia egipskiego fundamentalizmu było zaangażowanie Zawahiriego w próby legitymizowania zamachów, w których giną współwyznawcy.
Taktyka spotkała się między innymi z dezaprobatą byłego mentora Zawahiriego i wpływowego szefa Egipskiego Islamskiego Dżihadu, Immama Adela Azziza. W październiku 2007 Azziz opublikował książkę, w której skrytykował Al-Kaidę za aplikację strategii ataków na ludność cywilną. Skomentował taktykę jako przejaw słabości i słusznie zinterpretował ją jako desperacką i skazaną na niepowodzenie. W swej publikacji Azziz oskarżył Zawahiriego o błędną interpretację dżihadu, która wyrządza islamowi nieodwracalne szkody. Jednocześnie, wezwał Al-Kaidę by zaprzestała swej działalności i w obliczu słabości skupiła się na dżihadzie większym.[47]
Krytyka Azziza była jednym z wielu głosów krytyki radykalnych imamów. Głównym argumentem była wspomniana destrukcyjna taktyka zamachów. Sam Zawahiri problem dostrzegł i w odpowiedzi na krytykę Azziza opublikował listę nazwisk 19 immamów, którzy jakoby ciągle wspierali Al-Kaidę. Żaden z wyszczególnionych duchownych nie jest wpływowy poza wąskimi grupami wojujących dżihadystów.[48]
Brak szerszego poparcia ze strony imamów jest odzwierciedleniem braku poparcia dla Al-Kaidy w ogóle. Organizacja traci na popularności nie tylko wśród islamskich duchownych, ale przede wszystkim, wśród islamskiej ulicy. Problem unaoczniły między innymi arabskie rewolucje, w których Al-Kaida udziału nie wzięła, właśnie ze względu na brak społecznej bazy. Stało się tak między innymi w Egipcie, gdzie reżim Mubaraka upadł obalony rękoma świeckiej klasy średniej.
Można zaryzykować stwierdzenie, że dotychczasowy przebieg rewolucji w Egipcie jest nie tylko porażką Al-Kaidy, ale również osobistą klęską Zawahiriego. Jeśli wziąć pod uwagę wysiłek intelektualny i organizacyjny jaki Zawahiri poniósł celem wzniecenia rewolucji, która mogłaby Mubaraka obalić; to fakt, że w dużej mierze upadł on pod ciosami ruchów liberalnych świadczy o złudności i utopijnym charakterze założeń dżiahadyzmu.
Kariera polityczna Zawahiriego zaszła do momentu, w którym nie ma już odwrotu. Kiedy wraz z końcem lat 90-tych Zawahiri uświadomił sobie, że ze względu na brak społecznego poparcia dla rewolucji konieczne będzie przeniesienie dżihadu na przestrzeń globalną, nie spodziewał się zapewne, że w skutek tego kroku do Egiptu już nie powróci.
Zawahiri nie ma zatem wyjścia, jak szukać wzmocnienia swojego przywództwa w ramach decyzyjnych kręgów Al-Kaidy, tak by móc dokonać ponownej ekspansji w kierunku globalnym.
Cios w cel miękki.
Inną opcją może być zamach na cele cywilne w jednym z krajów uczestniczących w koalicji antyterrorystycznej. Jest to prawdopodobnie jedna z prostszych alternatyw. Kraje zachodnich demokracji są bowiem w dużej mierze bezbronne względem ataków wewnętrznych, na tzw. „cele miękkie”. Dowodem owej bezsilności jest chociażby seria zamachów przeprowadzonych w latach 2001 – 2010, a więc w okresie, kiedy zaaplikowane po zamachu na WTC procedury bezpieczeństwa stały się powszechnie obowiązującymi metodami prewencji terroryzmu.
Jednocześnie jednak, idea ataku na cele cywilne państw zachodnich nie koniecznie musi się spotkać z aprobatą całości decyzyjnych kręgów Al-Kaidy. Część decydentów ruchu może bowiem sprzeciwić się koncepcji ze względu na konsekwencje pociągające intensyfikację wysiłków zmierzających w likwidację organizacji. Podobna dyskusja miała miejsce w obliczu planowania zamachów 9/11. Wtedy to przeciwko zamachom opowiedziała się część Szury z Saifem al-Adelem na czele. Ostatecznie koncepcja Bin Ladena została przeforsowana. Stało się to jednak możliwe tylko dzięki osobistej charyzmie przywódcy. Sam Bin Laden zresztą, był przekonany, że cios ostatecznie pokona amerykanów. Planując zamach zwykł bowiem powtarzać „Ameryka nie jest w stanie przetrwać dwóch czy trzech silnych ataków.” Odnosząc się do zamachów już dokonanych (zamachy na ambasady USA w Afryce oraz zamach na USS „Cole”) spodziewał się, że zamach 9/11 stanie się ostatecznym kresem USA. Bin Laden zwykł ponadto określać USA mianem „papierowego tygrysa”.[50]
W przypadku Zawahiriego próba przeforsowania podobnego procesu decyzyjnego zakończyłaby się zapewne porażką. Zakładając, że decyzje Zawahiriego są motywowane chęcią integracji, promocja kontrowersyjnych planów operacyjnych nie jest scenariuszem prawdopodobnym.
Należy jednakże podkreślić, że pomimo kontrowersji, koncepcja ataku na cywilne cele państw zachodnich jest wciąż bardzo prawdopodobna. Wiele zależy bowiem nie tylko od samego Zawahireigo ale od reszty członków Szury. Jeżeli decydenci Al-Kaidy zdecydują się na takowe rozwiązanie, będzie to zapewne zamach na jeden z krajów, gdzie możliwe będzie wywarcie tzw. „efektu madryckiego”, polegającego na skutecznym szantażu strachu, który mógłby skłonić rząd danego państwa do wycofania się z koalicji antyterrorystycznej. Biorąc pod uwagę powyższą alternatywę koncepcja staje się szczególnie istotna dla bezpieczeństwa Polski.
Mimo, że sama organizacja komórki terrorystycznej w Polsce jest zagadnieniem trudnym, to jak się można domyślać ewentualny atak doprowadziłby zapewne do pożądanego rezultatu – wycofania Polski z koalicji anty-terrorystycznej i załamania tzw. "solidarności atlantyckiej”....
Czytaj dalej na ...
http://www.bliskiwschod.pl/1318686572,0,al-kaida-po-bin-ladenie-a-przywodztwo-zawahiriego-ii


Komentarze
Pokaż komentarze (1)