http://www.bliskiwschod.pl/1320490330,0,suwerennosc-iraku-o-tym-jak-wchodzic-tylnymi-drzwiami
05.10.2011
Michał Ziemowit Buśko
Zapowiadane przez prezydenta Obamę wycofanie z Iraku może się okazać fikcją. Amerykanie pozostaną, choć ich obecność będzie miała innych charakter. Suwerenność Iraku jest jedynie teorią.
Wycofanie amerykańskiej armii zostało ogłoszone 21 października, kiedy to prezydent Obama zapowiedział zakończenie 9-letniej wojskowej obecności. Zgodnie z planem, 39 tysięcy żołnierzy USA ma opuścić Irak do końca tego roku. (Czytaj więcej o wycofaniu - tutaj).
Mimo, że deklaracja Obamy jest wypełnieniem kluczowej obietnicy z czasu kampanii wyborczej jak i finalizacją zawartego w 2008 roku porozumienia pomiędzy Białym Domem a rządem premiera Malikiego; to kategoryczna zapowiedź wycofania była zaskoczeniem. Miesiące poprzedzające decyzję Obamy upłynęły bowiem pod znakiem spekulacji na temat ewentualnego przedłużenia misji.
Pertraktacje początkowo wskazywały ewentualność renegocjacji zawartego w 2008 roku układu - Amerykanie wielokrotnie wyrażali chęć kontynuacji misji w postaci utrzymania niedużej ilości oddziałów wspierających wojska irackie, Bagdad z kolei zapowiadał chęć dalszej współpracy obawiając się pogorszenia sytuacji bezpieczeństwa w kraju.
Trwające przez cały rok 2011 negocjacje załamały się jednak, kiedy amerykanie uzależnili kontynuację misji od wyłączenia swych wojsk spod jurysdykcji sadów irackich. Warunek okazał się zbyt kosztowy, Maliki nie mógł się zgodzić na postulat, który w obliczu anty-amerykańskich resentymentów ewidentnie osłabiłby jego pozycję.
Nie należy jednak zakładać, że porażka negocjacji to koniec amerykańskiej obecności. Wbrew bowiem zapowiedziom Obamy Amerykanie pozostaną, ich misja będzie miała jednak inny charakter. Amerykanie, jak sami twierdzą, zakończyli ‘sukcesem’ dwa dotychczasowe etapy irackiej interwencji - wygrali wojnę oraz przeprowadzili nadzór nad polityczną transformacją. Ostatnim etapem będzie konsolidacja i rozbudowywanie wpływów. By ostatni etap interwencji zakończył się kolejnym sukcesem Amerykanie potrzebują nowej armii – armii biurokratów, dyplomatów i ‘ludzi interesu’ którzy zadbają o właściwy kierunek rozwoju powojennej modernizacji kraju, a jednocześnie zabezpieczą polityczny i militarny interes Białego Domu.
Kto zostaje ?
Amerykański korpus dyplomatyczny w Iraku to armia sama w sobie. Ambasada USA w Bagdadzie to największa ambasada na świecie. Jak informują statystyki amerykańskiego Departamentu Stanu liczebność personelu podległego ambasadorowi w Bagdadzie wyniesie około 17 000. Dodatkowe jednostki dyplomatyczne – konsulaty w Basrze, Mosulu i Kirkuku będą zarządzały ponad trzytysięczną kadrą.
Dyplomatyczna ‘armia’ ma jedną podstawową zaletę – posiada immunitet. Jest to szczególnie istotne uprawnienie w przypadku tysięcy wykonawców, trenerów i specjalistów w dziedzinach wojskowości i bezpieczeństwa. Jak się należy spodziewać, w momencie kiedy ostatni amerykański żołnierz opuści Irak, w kraju przybędzie prywatnych zleceniobiorców, którzy, pracując dla dyplomatycznych misji, będą korzystać z przywileju immunitetu. Problem jest szczególnie istotny w przypadku zatrudniania ‘prywatnych armii’ – firm ochroniarskich.
Jak informował powołujący się na zapowiedzi szefa firmy Teda Wrighta Wall Street Journal, do Iraku wróci zapewne niechlubna ‘Blackwater’, znaną aktualnie jako ‘Xe’. Backwater okryła się złą sławą we wrześniu 2007, kiedy jej ochroniarze bezzasadnie otworzyli ogień na Bagdadzkim placu Nisour. Zginęło 12 cywilów. Incydent wywołał polityczną burzę i eskalację antyamerykańskich nastrojów. Iracki rząd zaś miesiącami starał się o wydalenie objętych immunitetem ochroniarzy. Ostatecznie stało się to w styczniu 2009, kiedy premierowi Malikiemu udało się pozbyć firmy, zakazując jej działalności na terenie kraju.
Działalność najemników jest przedmiotem głębokich kontrowersji. Jak się powszechnie komentuje największym problemem jest ich status. Ochroniarze nie są armią, ale prywatną instytucją, co z punktu widzenia prawa międzynarodowego rozmywa ich odpowiedzialność. W praktyce ich odpowiedzialność nie jest ani mniejsza, ani większa niż odpowiedzialność najemników zatrudnianych na przykład przez afrykańskich watażków. Jak informuje Wall Street Journal, Departament Stanu podaje, że wraz z wycofaniem wojska w Iraku zostanie zatrudnionych co najmniej 5 tys. ochroniarzy.
W 2008 Amerykanie i Irakijczycy podpisali porozumienie, w ramach którego instytucje ochroniarskie współpracujące z armią miały być pozbawione immunitetu. Umowa nie objęła jednak swymi warunkami firm pracujących dla amerykańskiej dyplomacji. Ironią losu jest, że rząd Malikiego, który stracił obecność wojskową USA, starając się o poddanie żołnierzy amerykańskich jurysdykcji irackich sądów, będzie musiał w konsekwencji przyglądać się bezkarnej i praktycznie niczym nie skrępowanej działalności ochroniarzy.
Inną choć zapewne mniej kłopotliwą ‘armią’ będą oddziały dyplomatów, urzędników i trenerów zaangażowanych w sprzedaż broni. Jak podaje Stop the War Coalition, pomiędzy Bagdadem a Waszyngtonem zawarto do tej pory około 400 kontraktów na handel bronią, a ich łączną wartość szacuje się na 10 miliardów USD. Kolejne 110 kontraktów o wartości 900 milionów USD czeka na realizację. Większość z już zawartych bądź planowanych kontraktów będzie wymagała obecności wojskowych doradców, trenerów i techników, którzy będą pracować w specjalnie powołanym urzędzie (Office of Security Co-operation) podległym Pentagonowi. Jak informował cytowany przez CNN Dov Zakhein (członek Commission on Wartime Contracting) do Iraku ma przybyć nawet 17 tysięcy różnego rodzaju wykonawców.
CZYTAJ DALEJ NA:
http://www.bliskiwschod.pl/1320490330,0,suwerennosc-iraku-o-tym-jak-wchodzic-tylnymi-drzwiami


Komentarze
Pokaż komentarze (1)