132 obserwujących
158 notek
1212k odsłon
16836 odsłon

IDA, Oscar, diabeł, Irena Sendler i brytyjska scenarzystka.

Wykop Skomentuj277

W reakcji na Oscara dla „polskiego” filmu „Ida” wielu okazuje słabo zawoalowany brak sympatii dla reżysera  „powróconego na ojczyzny łono” Pawła Pawlikowskiego. Również wielu zwraca uwagę na fakt, iż scenariusz dzieła jest, łagodnie rzecz ujmując – niepojęty. Chodzi np. o wątek  chłopa, który przyznaje się przyszłej zakonnicy i jej „cioci z MBP” , że zamordował rodziców panienki (a kuzynów wszechwładnej policmajsterki) i pokazuje im miejsce pochówku, po czym zgodnie „trzy zainteresowane strony” dokonują nielegalnej ekshumacji.

 

Krytycy filmu „Ida” zapominają o drugiej ważnej osobie: o  autorce pierwotnego scenariusza pt. „Siostra miłosierdzia” – pani Rebecce Lenkiewicz. Trochę zainteresowało mnie to,  jak dyskretnie usuwa się w cień , przynajmniej  Polsce, druga najważniejsza twórczyni  filmu. I co ona ma napakowane do głowy, skoro tak bez żadnych zahamowań obeszła się z prawdą historyczną i zwykłą ludzką logiką zaciekle rysując polskich katolickich chłopów i polskie katolickie zakonnice jako odrażające postacie, nie zasługujące nawet na odrobinę szacunku i sympatii.

W Polsce jej nie widać, ale w Wielkiej Brytanii  udziela wywiadów.  W wywiadzie dla The Guardian pt. „Dramaturg Rebecca Lenkiewicz: Jako dziecko miałam diabelskie myśli” otwartym tekstem pokazuje  swoją „wiedzę” o  „polskim antysemityzmie”: „..Film, osadzony w Polsce w latach 60-tych opowiada historię zakonnicy, która odkrywa, że jest Żydówką. „Jest oparta na  WIELU PRAWDZIWYCH historiach”- mówi Lenkiewicz- „dzieci uratowanych z pogromów, wychowanych na katolików" W filmie, zakonnica odszukuje jej jedyną żyjącą krewną: ciotkę, która  była zamieszana w stalinowskie procesy pokazowe…”. Żadnej wojny, żadnej niemieckiej okupacji, tylko „pogromy”.  No kto by pomyślał. Jaka to „kompletna wiedza o II WW na terenach okupowanych przez III Reich”.

 I „jaka wyedukowana scenarzystka z polskim nazwiskiem” . Prawdziwa Polka czy prawdziwa Żydówka? Ani to, ani to.

 

Pani Lenkiewicz wbrew temu co sugeruje polsko brzmiące nazwisko – jest  stuprocentową Brytyjką bez jakichkolwiek związków z Polską, poza oczywiście przerabianiem swojego scenariusza „Siostra miłosierdzia” na scenariusz „Ida” – z panem Pawłem Pawlikowskim – urodzonym w Polsce Brytyjczykiem.

 Nazwisko Lenkiewicz nie jest nazwiskiem jej ojca, albowiem Robert Lenkiewicz nie był jej ojcem.  Nie był też Polakiem. Robert Lenkiewicz urodzony w 1941 r. w Londynie był  synem Żydów niemieckich, którzy uciekli przed wojną do Wielkiej Brytanii.

 

No i trzeba powiedzieć, że „życie i dzieło Roberta” okazało się sto razy ciekawsze niż najbardziej diaboliczna intryga kiepskiego scenariusza jego przyszywanej córki.

 

 Robert Oskar Lenkiewicz to malarz i wesoły miś, o którym biograf pisze, iż w ciągu stosunkowo krótkiego życia (zmarł w 2002 r. ) namalował ok. 10.000 dzieł,  miał  3000 (trzy tysiące, nie zmyślam) kobitek i 11 znanych mu dzieci z siedmioma babeczkami oraz zgromadził ok. 25.000 książek okultystycznych, satanistycznych, o czarownicach i takich tam. Prawdziwy „żołnierz pierwszej linii frontu” „swingującego Londynu” lat 60-tych, kiedy dopiero zaczynali Beatlesi, wchodziły minispódniczki i gniewni dramaturdzy pisali swoje kultowe sztuki.

 

Wbrew tym statystykom pan Robert nie był człowiekiem nieuporządkowanym czy niekonsekwentnym. Był konsekwentny aż do bólu: malował siebie, siebie z kobitkami w jednoznacznych sytuacjach, kobitki zasadniczo bez ubrań oraz „realizował projekty”  z wątkami: pornograficznymi, okultystycznymi lub  antychrześcijańskimi.  Bardziej niż samo malarstwo, sławę przyniosły mu ostentacyjne  i starannie wyreżyserowane skandale obyczajowe. Oto jednego roku dał ogłoszenie, że umarł, a tymczasem siedział sobie u swojego „przyjaciela” jakiegoś „9-go earla” czyli gościa z najwyższej półki, a dzieci, żony, kochanki i wierzyciele- w szoku, we łzach, w panice.

 

To była jednak tylko  szczeniacka zagrywka. Najlepsze, czym zasłynął, oczywiście poza nieograniczonymi możliwościami w rozpuście, to zakupienie w jakimś brytyjskim muzeum szkieletu czarownicy Ursuli Kemp powieszonej w XVII w. za czary, włożenie szczątków do trumny i wystawienie tej trumny ze szkieletem w „pokoju śmierci” w mieszkaniu, żeby sobie liczni znajomi i przyjaciele podziwiali. Do tego „dorzucił” jakiś „detal” rzekomo wywieziony w 1940 r. z KL Auschwitz.

 

Ukoronowaniem jego „kariery performera” było zakupienie nieczynnego (chyba) kościoła w Plymouth pod wezwaniem  Zbawiciela (St.Saviour) i przerobienie go na dom, pracownię malarską i bibliotekę okultystyczną. Kościół chyba raczej protestancki i zapewne nieczynny, ale nasz birbant i  seksualny kolekcjoner – nie poszedł mieszkać, do „byłej synagogi” czy „byłego meczetu”, tylko uczepił się chrześcijańskiej świątyni.  I pracowicie znosił tam wszelkie „pamiątki” okultystyczne, dzieła demonologiczne, opowieści o czarownicach i szkielety i inne czaszki.  I tam sprowadzał ( co ja mówię, one go oblegały) – modelki-kochanki, żony, dzieci ślubne i nieślubne. Bo on miał regularne żony też. Generalnie był bardzo rodzinny: robił portrety dzieci w różnym wieku. Dzieci swoich i dzieci swoich kochanek /żon – z innych związków.

Wykop Skomentuj277
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale