Jestem "Dziennika" czytelnikiem. Uważam go za gazetę na polskim skromnym rynku dzienników mi najblizszą i światopoglądowo i jakościowo. Cezarego Michalskiego od czasu jak mu ugryzienie w dupę przez żubra przeszło uważam obok Jana Rokity i kilku innych za ulubionych publicystów. Jednak jedno mnie w "Dzienniku" drażni, obsesja Gazety Wyborczej.
Z Gazetą Wyborczą można się nie zgadzać, ja jako w talib w pewnych kwestiach światopoglądowych wyjątkowo nie zgadzam się z coraz bardziej jednostronnym modelem Nowej Moralności lansowanej przez jej proroków w osobach Piotra Pacewicza i Magdaleny Środy.
Gazety można nie lubić. Od czasu pamiętnego "odliczania" do możliwości przeprowadzenia aborcji przez pewna nastolatkę nie lubię jej wyjątkowo.
Jednak w obsesyjnych piruetach wokół tematu Gazety jakie wykonuje "Dziennik" nie dostrzegam zbyt wielu racji. Dziś piruety "Dziennik" wykonuje przy pomocy pióra szanownego Ryszarda Bugaja.
Zestaw zarzutów standardowy. Że Gazeta ma poglądy. A inne dzienniki nie mają? Że Gazeta odniosła sukces komercyjny. Jakby nie odniosła byłaby dobra? A dlaczego Ekspres Wieczorny czy Tygodnik Solidarność nie odniosły? Nie odniosły w imię czystości moralnej? Że dziennikarze Gazety dostali akcje. No i co? Że Gazeta jest lewicowa w potocznym znaczeniu tego słowa (czyli liberalna gospodarczo i lewicowa społecznie - czy to jest potoczne znaczenie? dla mnie osobiście lewicą jest gospodarczo lewicowy PiS- to tylko zdanie Bugaja) tak jakby Bugaj nie był twórcą najbardziej spośród poważnych polskiej partii lewicowej. Że Gazeta szukała kompromisu z postkomuną (a fe, ale to nie zbrodnia) tak jakby UP twór cokolwiek bugajowy nie był ufundowany na pomyśle takiego historycznego kompromisu. I tak dalej...
"Dzienniku" drogi oraz Szanowny Panie Ryszardzie. Walka na światopoglady to nie to samo co obsesja. Obsesja świadczy o słabości obsesjonata i nie jest najlepszą metodą wykładania racji.


Inne tematy w dziale Polityka