Trudno mi ocenić wczorajsze przemówienie Tuska pod względem merytotycznym tak aby nie zostać rozjechanym przez salonowych ekonomistów:) Pozwólcie zatem, że poczynię ta poczatek standardowe zastrzeżenie. Jeżeli piszę coś o ekonomii robię to z punktu widzenia laika i szarego obywatela, który ma prawo mieć na ten temat zdanie:)
Premier w swoim wystąpieniu poprzedzonym przygotowaniem artyleryjskim Rostowskiego mówił o rzeczach trudnych. O konieczności oszczędności co wydaje mi się rozwiązaniem lepszym od zwiększania deficytu przy pomocy pożyczania na lichwiarski procent co może skutkować zwiększeniem bezrobocia, o konieczności artykulacji jasnej deklaracji odnośnie przyjęcia euro co jest w obliczu zachwiania naszej wiarygodności konieczne ale nie mam pojęcia w jakim stopniu realizowalne w zakresie utrzymania widełek kursowych złotego.
Mówił o rzeczach koniecznych takich jak utrzymanie poziomu inwestycji za unijne pieniądze co mam nadzieję oznacza deklarację sprawniejszego ich wykorzystania.
I okrasił to szczyptą wrażliwości społecznej w postaci propozycji działań osłonowych wobec tych którzy kryzys odczują silniej niż pozostali.
To do jakiego stopnia jest to mowa-trawa a do jakiego stopnia rzetelne expose na kryzysowy czas to się okaże. To co jednak można dziś powiedzieć to to, że premier nie sprawia wrażenia trwania w defensywie wobec ofensywy opozycji. Premier podnosi rękawicę i co ciekawe proponując de facto bolesne społecznie rozwiązania liberalne potrafi to sprzedać w sosie społecznej wrażliwości i co tu obijać w bawełnę pewnego populizmu wygłaszając rodzaj orędzia. Wróży mu to moim zdaniem nieco lepiej niż ś.p. księgowym z UW.




Komentarze
Pokaż komentarze (26)