Andrzej Czuma całe życie szedł pod prąd. Syn Ignacego Czumy, przedwojennego prawnika i współautora konstytucji kwietniowej i rosyjskiej księżniczki nijak nie chciał pasować do komuszej sztancy. Razem z braćmi wbrew rozsądkowi i bez oglądania się na konsekwencje lał na ustrój który uważał za durny i zbrodniczy. Zakładał podziemne organizacje, manifestował swój sprzeciw i piórem, czynem i więziennym świadectwem.
Za zasługi Andrzeja Czumę spotkało niewiele nagród. Nie potrafił wzorem wielu zdyskontować chwalebnej przeszłości. Późno został posłem a w końcu zrządzeniem losu również ministrem. W tej roli został Czuma poddany próbie wyjatkowej. Próbie polskiego piekła. I tego zza oceanu niemogącego znieść jego wzlotu i tego krajowego śmierdzącego w tym samym stopniu poczuciem zagrożenia interesów co tanią i płytka sensacją.
Pewna reporterka RMF twierdzi, że tej próbie Andrzej Czuma nie podołał. Tusk ma już jego następcę. Nie wiem, może i słusznie, może Andrzej Czuma nie nadaje się na ministra. Z pewnością jednak nadaje się, co na polskiej scenie politycznej jest wyjątkiem, na człowieka do którego warto mieć szacunek. I ja taki mam.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)