Cezary Krysztopa Cezary Krysztopa
25
BLOG

Prezydent z unijnymi bogaczami

Cezary Krysztopa Cezary Krysztopa Polityka Obserwuj notkę 57

   Sytuacja jest trudna. Polska pomimo względnej siły swojej gospodarki ciągnięta jest w dół przez przez swoje geopolityczne sasiedztwo. Szczególnie w tej sytuacji rację ma, uważam, Chłodny Żółw (abstrahując od różnicy pomiędzy retoryką i praktyką)  pisząc, że logiczną odpowiedzią na kryzys u którego źródła leży nadmierna dostępność kredytów nie jest jeszcze więcej kredytów ale raczej oszczędnościowa powściągliwość potwierdzająca powagę i gospodarczo - finansową odpowiedzialność państwa.

   Jednym z narzędzi utwierdzania rynków w tej wiarygodności jest deklaracja przystąpienia do procedury przyjęcia euro. Rację ma Prezydent mówiąc o ryzyku wiążącym się z ową procedurą, ryzyku które musimy podjąć min. z powodu braku determinacji w zakresie przyjęcia euro przez jego brata w czasie rządów PiS. Ryzyku niewątpliwym ale wyglądającym nieco inaczej niż chciałby to Prezydent przedstawić wpisując się nieco w logikę pt. "emeryci stracą po 300zł". Po pierwsze same negocjacje w sprawie przystąpienia do ERM2 nie są jescze obarczone ryzykiem. Potrwaja kilka miesięcy i w zależności od rozwoju sytuacji można je będzie np. zerwać. Po drugie, w sytuacji niskiego kursu złotego łatwiej go bronić niż kiedy kurs jest wysoki. Po trzecie, z tego co wiem (a moje informacje ograniczają się oczywiście jedynie do ogólnodostępnych) Europejski Bank Centralny obowiązany jest pomagać w utrzymaniu odpowiedniego kursu waluty aplikanta. Po czwarte same pogłoski o tym, że Polska negocjuje przystąpienie do euro zdaje się że złotówkę stabilizują. Dlatego choć znajduję zrozumienie dla sensownosci zwracania uwagi na niebezpieczeństwa związane z ERM2 to zupełnie nie rozumiem opozycyjnej retoryki Prezydenta zakłócającej konieczną dziś spójność przekazu (chyba, ze jest to metoda pt. retorycznie przesunęliśmy się do centrum więc musimy cos też dać skrajnemu skrzydłu bo znów się rydzykowcy burzą).

   W moim przekonaniu, co wyraziłem we wpisie poprzednim, uzasadnioną jest obawa o tą czy inną formę rozpadu Unii. Rozpadu, którego symptomy widać coraz wyraźniej szczególnie wzdłuż linii demarkacyjnej rozdzielającej strefę euro od reszty UE, a którego jednym z efektów (wcale nie tak mało prawdopodobnym jak dowodzi dzisiejszy "Dziennik") mogłoby być wypuszczenie euroobligacji co doprowadziłoby do dalszego spadku wartości polskich obligacji państwowych. Strefa euro ma oczywiście własne kłopoty (co powoduje, że sam fakt do strefy przystąpienia nie może być oczywiście postrzegany jako cudowny lek na kryzys a jedynie jako jedno z istotnych lekarstw) i wcale Polski nie ma specjalnej ochoty do swojego grona przyjmować ponieważ np. w przypadku realizacji pomysłu euroobligacji Niemcy i inne bardziej wiarygodne kraje Unii miałyby więcej krajów biedniejszych do podziału wlasnej, wyższej kredytowej wiarygodności. Dlaczego Prezydent wpisuje się w ich politykę w tym zakresie? Nie wiem.

   I wreszcie kwestia ostatnia. Stawiajac sprawe na ostrzu noża Prezydent jako dość silnie kojarzony z opozycyjnym zapleczem politycznym może sprawić, że sekwencja wyborów jakie mamy przed sobą poczynając od wyborów do Parlamentu Europejskiego może zamienić się w plebiscyt na temat euro. Czy rzeczywiście Prezydentowi i PiSowi na tym zależy? Bo chyba nie spodziewają się takiego plebiscytu wygrać.

p.s. Tradycyjnie uprzedzając niektóre komentarze: nie jestem ekonomistą ale jako obywatel mam prawo mieć zdanie w najprzeróżniejszych kwestiach:)

1

>>> Wypromuj również swoją stronę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (57)

Inne tematy w dziale Polityka