Brun
Brun brun brun
9 obserwujących
88 notek
45k odsłon
435 odsłon

Ratownictwo ekstremalne - hobby

Wykop Skomentuj35

Przed nowym sezonem żeglarskim.

image

Jak się głośno krzyczy A, to potem przyzwoitość nakazuje powiedzieć zdecydowanym głosem B. Wyjazd karetki pogotowia do chorego następuje na mocy opłaconego  ubezpieczenia(NFZ). Omnipotencja państwa ma z tym tyle wspólnego, że jak się w  szpitalu okaże, że nie masz ubezpieczenia to to państwo naśle na Ciebie  państwowego (albo i nie) komornika, cobyś za wyjazd karetki zapłacił. Zupełnie  inaczej wygląda to w sytuacjach niezwyczajnych, np. w górach. Ponieważ powszechne  ubezpieczenie zdrowotne jakoś nie bardzo moralnie przewiduje ratowanie kogoś, kto  z własnej i nieprzymuszonej woli poszedł tam gdzie nie ma żadnej drogi, wisi na  linie z kilkusetmetrowej ściany, złamał nogę i wzywa pomocy. W naszym  socjalistycznym kraju na "śmiałka" składa się sklepowa z Pcimia Górnego wespół  zespół z emerytem z Białegostoku. Kto płaci? Pan płaci, pani płaci i tamten pan  też płaci. A helikopter krąży nad górami, prądy powietrzne zakręcone w kotlinach,  odbite od szczytów, nabierające prędkości w przełęczach spychają maszynę w dół,  kołyszą na boki. Jest ciemna noc, kamera termowizyjna patrzy w dół. Operator  wśród cieni i majaków usiłuje dostrzec potrzebującego pomocy. Wydaje mu się, że  coś widzi. Jeden z pilotów stara się uspokoić maszynę. Stapia się z nią w jedno,  ręka, dźwignia zmiany skoku, obroty, nie ma nic ponad to by nie uderzyć maszyną o  górę, którą widzi tylko czasami w drgającym świetle reflektora. Drugi pilot  kontroluje parametry śmigłowca, pozycję w przestrzeni i pracę urządzeń. Łomot  silnika, łomot powietrza rozcinanego łopatami śmigieł. Z tyłu otwierają drzwi,  śnieg wiruje we wnętrzu maszyny, jeden z ratowników, przypięty uprzężą do  helikoptera wychyla się głęboko by chwycić hak wyciągarki. Przez intercom ma kontakt z drugim pilotem, który zwalnia hamulec i koniec liny można przenieść do wnętrza maszyny. Drugi z ratowników przypina się do liny i skacze w dół. Pod nogami ma czarną czeluść a na głowę sypią się mu kawałki lodu z bębna wyciągarki. Wisi niczym jakieś wahadło na kilkunastometrowym kawałku liny, szarpany huraganowym wiatrem od śmigieł, w łomocie w którym nie słyszy bicia swojego serca. W tym czasie pilot delikatnie usiłuje przemieścić śmigłowiec, wraz z dyndającym ratownikiem, nad miejsce katastrofy. 

image

Polski śmigłowiec SAR (Search And Rescue, poszukiwania i ratownictwo)  W3RM Anakonda, nad lotniskiem w Babich Dołach

http://pzlswidnik.wp.pl/artykul/w-3rm-anakonda-smiglowiec-do-pracy-na-morzu



  Praca w pogotowiu ratunkowym jest pracą pożyteczną bardzo, odpowiedzialną i  stresującą. Wiem, bo przepracowałem kiedyś półtora roku jako sanitariusz na  OIOMie neurologicznym PSK Nr 1 w Gdańsku. Z niebezpieczeństw to można dostać w  mordę od pijanego pacjenta, którego się ratuje wbrew jego woli w ramach  ubezpieczenia.  

Jak napisałem wcześniej, w naszym kraju taki transport lotniczy z wysokich gór do szpitala w dolinie jest traktowany podobnie jak przewóz chorego z ostrym  wyrostkiem na oddział ratunkowy najbliższego szpitala. Ale to tylko na razie, bo  mówi się głośno o odpłatności za tego rodzaju nadzwyczajne świadczenia. Tak jak  to jest w innych krajach UE, nie wiem czy mniej socjalistycznych, za to bez  epizodu demokracji ludowej i z o wiele większym doświadczeniem w ratownictwie  ekstremalnym. Bo ono jest ekstremalne nie ze względu na ekstremalną niekiedy  nieodpowiedzialność ratowanych, ale ze względu na ekstremalne niebezpieczeństwo  grożące podążającym na pomoc ratownikom. 

    Ze względu na ową moralną dwuznaczność oraz ponieważ sto lat temu uważano, że państwo nie ma obowiązku pochylać się nad każdym indywidualnym obywatelem, wręcz  obowiązkiem państwa jest trzymanie się z dala od obywatela, a to ku jego wolności  i swobodzie. Z drugiej strony było oczywiste że jakiś ratunek dla ekstremistów jednak by się przydał. Zajęły się tym, zarówno w górach jak i na morzu,  organizacje charytatywne czyli OCHOTNICZE. W górach problem kosztów coraz  bardziej specjalistycznego sprzętu i wyszkolenia ratowników rozwiązano w  najprostszy sposób pobierając od ratowanych, lub ich ubezpieczycieli, stosowną  opłatę, na morzu zaś udzielono koncesji ratownikom na porzucone mienie - pod  warunkiem oczywiście, że rozbitków pozostawili przy życiu.  

   Generalnie tak pozostało do dzisiaj; państwo albo koncesjonuje organizacje ochotnicze, w zamian za ratowanie życia na morzu dając im zarobić w innym  miejscu, albo każe się ubezpieczać i wówczas do tegoż ratowania życia używa  państwowych organizacji paramilitarnych typu wojsk ochrony pogranicza, lub  wojska.  

   Wojsko jest najgorszym z możliwych rozwiązań. Dlaczego? Dlatego, że o ile Coast Guard pływa tam gdzieś sobie w pobliżu base line, ją kontroluje, lata i śledzi  ewentualnych przemytników to wojsko ma sprzęt i czuwa. Największą wprawę ma w  czuwaniu.   

Wykop Skomentuj35
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości