W PiS dziś dochodzi do tarcia między Ziobrą a Kaczyńskim. Choć jeszcze wczoraj ten pierwszy zachowywał się, mimo podpuszczania go przez Bogdana Rymanowskiego na antenie WSI 24, bardzo lojalnie wobec braci Kaczyńskich, dziś pozwolił sobie na krytykę pisowskich spin-doctorów. W dużym stopniu słuszną. Niestety. Z jednej strony media od bardzo dawna liczyły na jakiś konflikt między trzymającym wszystko żelazną ręką Kaczyńskim, a popularnym Ziobrą i od razu wykorzystały okazję. Z drugiej sam Jarosław Kaczyński uznał zdaje się, że pora na wszelki wypadek przywołać młodszego polityka do porządku, co zrobiło raczej nieciekawe wrażenie. Nasze oddolne polemiki i analizy, w których niektórzy szukają błędów PiS (Rybicki) lub ich nie widzą (Jaku), inni zaś (FYM, Rewident) piszą o potrzebie zmiany przywództwa trochę niestety się wpisują w tę (tfu, tfu) narrację o nieuchronnym rozpadzie PiS. Niepotrzebnie. Ziobro ma 5 lat, by się otrzaskać w PE i wrócić. Dziś jest jeszcze za wcześnie, a jego pozycja w PiS nie jest wystarczająco mocna. Ewentualna - wcześniej czy później konieczna przecież - zmiana pokoleniowa musi dokonać się płynnie, nie zaś nagle i przeciwko komuś. Inaczej za chwilę ktoś znów okaże się kolejnym Rokitą, Dornem czy Markiem Jurkiem. Wielu poza głównym nurtem zdolnych indywidualistów bez realnej siły przebicia. Nie pisałem tego wcześniej, by nie mieszać dwóch spraw z innej zupełnie sfery, jednak przygnębiający był widok "nie znających się" i niezauważających się nazwajem Jarosława Kaczyńskiego i Ludwika Dorna na pogrzebie Jacka Maziarskiego.
Okresy powyborcze są, jak widzimy, dla PiS najtrudniejsze. Dyskusja nad kondycją i przyszłością Prawa i Sprawiedliwości jest potrzebna, niemniej nie powinna ona dostarczać satysfakcji wszystkim, czekającym na wszelkie potknięcia, kłótnie czy namiastki rozłamu. Myślę, że Ziobro o tym wie i na razie zajmie się tym angielskim. To, że kilka osób, które miały się dostać, się nie dostało - to dobrze. Mularczyk czy Poncyliusz moim zdaniem bardziej potrzebni są na miejscu, stąd świadomie nie głosowałem na pierwszego z nich, choć budził we mnie najwięcej sympatii z zaproponowanych kandydatów. Wyniki nie są najgorsze, dlatego trzeba je zdyskontować dalszą pracą (rząd nam w niej pomoże na miarę swoich możliwości podwyższając podatki i zawalając kolejne sprawy), jednak trzeba pilnować, by teraz, gdy sprawy nie idą najgorzej, nie potknąć się na niewielkiej głupocie. A na razie tym tylko jest różnica zdań między Ziobrą a Kaczyńskim. Walka o skłócenie tej dwójki będzie ostra i bezkompromisowa. Ziobro nie jest kukiełką w stylu Marcinkiewicza, ma swoich zwolenników i swój pomysł na Polskę. Z kim jednak miałby do zrealizować, gdyby odszedł z PiS? Z Markiem Jurkiem? Bo przecież nie z Ludwikiem Dornem, z którym był tak silnie skonfliktowany. Przy okazji, choć bardzo lubię Ziobrę, przypominam jego zwolennikom, że miał on duży udział w zastąpieniu Dorna Kaczmarkiem, czemu zawdzięczamy moim zdaniem całe to bagno, w którym tkwimy od jesieni 2007.
Tak więc choć wybory okazały się nie być kubłem zimnej wody na głowy wyborców i polityków PiS, sądzę, że dziś ten kubeł zaczyna być potrzebny. Trzeba punktować nieprawidłowości i zaniedbania, dobijać się o docenienie wreszcie internetu i dopuszczenie nowych osób do planowania działań promocyjnych (zaangażowanie Kurskiego było bardzo dobrym posunięciem), poszukać pomysłów na nie choćby w sieci, pracować dobrze w PE i odbudowywać pozycję w kraju. Ludzi, którzy nadają się do mediów pokazywać w mediach, ludzi, których żywiołem jest praca w strukturach - wykorzystywać tam. To przecież proste. Nowe otwarcie? Tak, ale nie poprzez demolkę, na którą nasi najwięksi nieprzyjaciele przybiegną z kamerami.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)