Cóż, rozumiem, że Ci Niemcy skądś (od kogoś) dokładnie wiedzieli, gdzie jest wspomniana ziemianka i gdzie ukrywają się Żydzi?
Czy taki wniosek powinien się nasuwać? (pytanie do Mavericka)
Załóżmy, że tak.
Ale były też takie miejsca, takie wioski, takie kamienice, gdzie wszyscy wspólnie pomagali uciekinierom i ufali sobie nawzajem.
Co więc było tym czynnikiem, który wyznaczał granicę pomiędzy miejscem, gdzie wrzucono granaty, a miejscem, gdzie przeżyli ludzie? Moim zdaniem - sąsiedzi, najbliższe otoczenie. [oczywiście, były przypadki czystych wpadek, kiedy okupanci natykali się na jakieś znaki czy też prowadzona była jakaś masowa akcja poszukiwawcza na danym terenie]
Dlatego ważne dla mnie jest zadanie sobie pytania - czy gdybym ja sam znalazł się w podobnej sytuacji (mógł podjąć decyzję o pomocy uciekinierom), czego, tak naprawdę, obawiałbym się najbardziej? Kontakty z kim mogłyby stanowić największe zagrożenie? Żyją jeszcze wśród nas ludzie, którzy to robili w czasie wojny. Żyją też Ci, którzy to robili w czasie stanu wojennego. [wiem, porównanie nieco przesadzone, bo ryzyko zupełnie nieporównywalne, ale innego okresu nie było, na szczęście] Co stanowiło dla tych ludzi największe zagrożenie? Przed kim musieli się najbardziej kryć?
Jeśli każdy odpowie na to pytanie, szczerze odpowie, że to NIE byli, lub nie byliby, sąsiedzi, wtedy nie będziemy mieli problemu, o którym pisze Gross. Ale to też powinno oznaczać, że skala pomocy udzielanej uciekinierom Żydom w czasie wojny, powinna być znacząco większa. Czemu nie była? Czy nie właśnie z powodu strachu przed najbliższymi sąsiadami, Polakami?
Nie chodzi mi tutaj o otrzymanie odpowiedzi, ale o to, żebyśmy sami sobie zadali pytanie - co ja bym zrobił? czy ufałbym sąsiadom? a jeśli nie, to czemu nie?
rjl
27
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze