Jak wszyscy krakowianie o prawicowych poglądach mam po I turze uczucie dyskomfortu jako, że wyłoniła ona dwie osoby z prawicą raczej nie kojarzone. Z jedną z nich sprawa jest prosta: reprezentuje ona to samo środowisko co odwołany właśnie w referendum prezydent, którego działania doprowadziły w krótkim czasie krakowian do szewskiej pasji. Pozostaje zatem opcja nie pójścia na wybory, albo zagłosowania na kandydata niezupełnie z najbardziej ulubionej bajki. Ja jednak zagłosuję, z następujących powodów.
1.To prawda, że dr Łukasz Gibała w przeszłości frekwentował salony raczej lewicowe. Wszelako teraz już tego od dobrych kilku lat nie czyni, idąc własną drogą. To godne zauważenia, bowiem wszak wygodniej byłoby dlań płynąć nadal z głównym prądem. Nie wiadomo wprawdzie co zdziała, to dopiero przyszłość odsłoni z jakiego jest on kruszcu (używając słów W. Gadowskiego), ale już teraz wiadomo, z jakiej substancji została ulepiona jego przeciwniczka.
2. W programie p. Gibały jakoś nie znajduję jakowychś nierozsądnych propozycji, to w wielu punktach program, który mógłby ogłosić kandydat prawicowy. Szczególnie zjednywa mnie propozycja oddania sprawy SCT pod głos mieszkańców. Jak rzekł Otto v. Bismarck: Brak skłonności lewicowych za młodu dowodzi braku serca, ale brak skłonności prawicowych w wieku dojrzałym dowodzi braku rozumu”.
3. Ponieważ znowu podniosły się głosy o tym, iż jest to kandydat majętny, zwracam uwagę, że jest to argument co najmniej obosieczny – majętność (podobnie jak dobre wykształcenie) bywa gwarantem niezależności myślenia i działania.
4. Na znów odgrzebane argumenty o rodzinnych powiązaniach deweloperskich można odpowiedzieć: no, to w najgorszym razie (gdy okaże skłonności nepotyczne), będzie miał do wykarmienia tą rodzinkę, nikomu więcej nic nie jest winien. Ale jego kontrkandydatka będzie miała do wykarmienia cały aparat małopolskiej Koalicji Obywatelskiej i do tego ZSL, a to są dwie potężne głodne armie kolesi.
5. Jako kandydat wyniesiony do stanowiska przez referendum będzie miał zawsze z tyłu głowy, że i on może być w ten sam sposób zmieciony gdy zawiedzie (syndrom drugiej żony). Natomiast jego kontrkandydatka gdy wygra, takich obaw nie będzie miała, albowiem jej wygrana stanie się dowodem na nieskuteczność referendum. Będzie więc wyczyniała co tylko jej się spodoba.
6. Rok temu miałem sposobność poznać p. Gibałę. Przyjął mianowicie moje zaproszenie na mój wykład poświęcony ustawie o referendum lokalnym (zaznaczam że wtedy jeszcze nikomu w Krakowie o referendum się nie śniło), okazał się osobą uczynną, był bardzo dobrze przygotowany i przez ponad godzinę prowadził ze studentami bardzo ciekawą dyskusję. Zdecydowanie zyskuje przy bliższym poznaniu.
7. Zaś poza wszystkim, zagłosuję mając na uwadze prestiż mojego Grodu, który bardzo urósł po wygranym referendum. A byłoby niewątpliwie ogromnym obciachem, gdyby w końcowym efekcie wszystko wróciło do punktu wyjścia, czyli do rządów kolejnej przywiezionej w teczce osoby.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)