Niemiecki pijany rowerzysta
Dzisiejszy wpis pisany będzie stylem potocznym.
Niemcy to dziwny kraj. Na przykład można sobie siedzieć w parku i pić piwo, a policja przechodząc nawet nie zwróci uwagi. W Niemczech nie ma zakazu spożywania w miejscach publicznych.
W Polsce wiadomym jest, że gdy służby złapią delikwenta na rowerku po dwóch piwkach, to ten zgnije w mamrze. Jak ten cały problem społeczny wygląda natomiast za Odrą?
W Niemczech poziom dopuszczalnego alkoholu we krwi to 0,5 promila dla kierowcy auta, 1,6 promila dla rowerzysty. Niemcy zastanawiają się nad obniżeniem poziomu dla rowerzystów.
Na konferencji niemieckich federalnych ministrów spraw wewnętrznych jej przewodniczący, Pistorius z SPD, takiego niemieckiego SLD, powiedział w wywiadzie prasowym, że jest bez sensu obniżać dopuszczalny dla rowerzysty poziom alkoholu na 0,5 promila, czyli taki, jaki obowiązuje dla kierowców. Powiedział także, że konieczne są konsultacje z ekspertami. . Sama konferencja odbędzie się dzisiaj.
Według niemieckich badań, sam problem dla bezpieczeństwa w ruchu drogowym sprawia już 0,3 promila. Rowerzyści mający taki poziom alkoholu we krwi uczestniczą w zauważalnie wyższej liczbie wypadków niż trzeźwi. Potem liczba pijanych powoli wzrasta, do około 1,1 promila, gdzie rozpoczyna się ostra jazda w górę i tematem będzie między innymi omówienie propozycji niemieckiego klubu samochodowego, ADAC, by ustanowić granicę legalnej jazdy pod wpływem alkoholu na poziomie 1,1 promila. Przypomnijmy, poziom powyżej którego grozi zabranie prawa jazdy, to 1,6 promila dla rowerzysty.
Niesłychaną rzecz powiedział inny uczestnik konferencji, że obniżenie zanadto dopuszczalnego poziomu alkoholu doprowadzi do problemów z akceptacją w społeczeństwie, i co więcej, może doprowadzić do niewprowadzenia poprawki prawa w życie.
A w Polsce, jaki jest pijany rowerzysta, każdy widzi.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)