Żałoba minęła, wszystko wraca do rzeczywistości. Tylko z krzyżem nie wiadomo co zrobić. Czasy pokoju się skończyły, prezydent został wybrany - czas więc wrócić do naszego piekiełka.
Z jednej strony słychać, że to symbol, że trzeba być niewdzięcznikiem, sługą szatana, bezbożnikiem, ruskim pachołkiem (w innej wersji - agentem), balwierzem, cyklistą i (oczywiście!) Żydem, żeby szargać się na świętość. Oczywiście gromko krzyczący zapominają, że żyjemy w państwie świeckim, a miejsce symboli religijnych jest na cmentarzach, w świątyniach tudzież domach. Belweder zaś żadnej z tych funkcji nie pełni. Presja na utrzymanie krzyża jest tak wielka, że nawet kuria nie potrafi wykrzesać z siebie jakiejś sensownej decyzji. Nic to, że w katastrofie zginęli ludzie różnej orientacji religijnej (bądź ateiści). Nic to, że krzyż przez wieki kojarzony był jako symbol władzy i dominacji. Pojawiają się tysiące "obrońców krzyża" pokroju K.Świtonia, który zresztą wybiera się osobiście bronić także tego spod Belwederu.
Druga strona używa podobnych, "błotnych" argumentów. "To jest kolejny przykład niebywałej obłudy [...] Tam jest spektakl nienawiści i kłamstwa" - grzmi polityczna chorągiewka, czyli poseł Niesiołowski. Tak, ten sam Niesiołowski, który kiedyś jako członek partii przez Ch pisanej (ZChN-u) tak zaciekle bronił wartości chrześcijańskich. A teraz taki z niego liberał (i kto tu jest obłudny, swoją drogą?). Obecny Prezydent nie ukrywa, że zamierza krzyża się pozbyć. Oczywiście odważył się powiedzieć to dopiero po wyborach, procenty sondażowe były ważniejsze niż krzyż.
Jedynym argumentem, przemawiającym za obecnością krzyża pod Belwederem jest dobrze znane z PiSowskiej retoryki - "Bo tak!". Wartość tego argumentu jest jednak znikoma. Fakt faktem, krzyż stoi na tym terenie nielegalnie, jest zatem "samowolą budowlaną". Nie powinno być zatem problemu z usunięciem go przez właściciela - i to byłoby najprostsze rozwiązanie. Tego samego zdania są zresztą ci, którzy krzyż ustawili - harcerze. Jednak zaciekle walczący przeciwnicy polityczni tego nie dostrzegają - jakaż zresztą korzyść z prostego rozwiązania, kiedy można sobie tak fajnie poskakać do oczu? Tak się fajnie powyzywać? Połamać sobie łopatki, potłuc foremki, zniszczyć wzajemnie babki z piasku?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)