Wiosna roku 1980 nie różniła się od poprzednich. Słońce świeciło, jak zawsze, trawa zieleniła się, ptaki radośnie śpiewały. Ustrój totalitarny, zwany szumnie "socjalistycznym", zapadał się jednak coraz bardziej. Idiotyczne zasady zarządzania państwem przynosiły kolejne katastrofy, skrywane przed społeczeństwem lub przedstawiane jako celowe działanie (pamiętacie genialną kwestię Winnickiego (Gajosa) z filmu "Alternatywy 4"? ) Kiedy nadchodził poważny "dół", podejmowano nieco bardziej skomplikowane działania.
Ot, choćby puszczano plotkę, że żywność zdrożeje o 30%. I kiedy naród zaczynał się burzyć, kiedy szeptano o wybuchu strajków a ludzie chcieli wyjść na ulicę - oficjalnie reżimowa TV ogłaszała, że podwyżki wyniosą 10%. I ludzie się cieszyli! Bo tylko 10%, a nie 30. Takie już czerwone świnki sposoby na ten naród miały.
Ale czasem i to nie pomagało. Wiosna 1980 się skończyła, zaczęło się lato. Tym razem sytuacja była tak krytyczna, że musiano, cytuję "rozszerzyć sprzedaż komercyjną mięsa". Kiedyś oznaczało to mniej więcej tyle, co nazistowskie "planowe skracanie frontu". W praktyce oznaczało to znaczącą podwyżkę cen, by załatać dziurę budżetową (zbieżność z obecnymi działaniami PO niestety nie jest przypadkowa).
Pierwszy stanął Lublin i Świdnik. Po nim kaskadowo kolejne zakłady. Jednak w całym kraju najważniejsze wydarzenia miały miejsce w Gdańsku.
To tam domagano się od przestępczego rządu prawa do wolności słowa. To tam domagano się, by Polak mógł iść do sklepu i kupić coś więcej niż butelkę octu. To tam domagano się, by pracownikami kierowali ludzie kompetentni, a nie partyjni. By soboty były wolne, służba zdrowia przyjazna pacjentowi a renty pozwalały żyć, nie wegetować. No i najbardziej kontrowersyjny postulat - utworzenie związków zawodowych. Kontrowersyjny, ale i postępowy - zrzucający dyktat partyjny i pozwalający na zabranie pracownikom głosu w ich własnej sprawie.
Wielu z czytelników zbyt młodych jest by pamiętać czasy, kiedy ceny towarów ustanawiało państwo a w sklepach była tylko sprzedawczyni (Słynny dialog: [klient]:"Co jest?" [sprzedawczyni]:"Czynne do osiemnastej!"). Postulaty sierpniowe były przełomem na miarę upadku Muru Berlińskiego. I ku zaskoczeniu wszystkich, trwający ponad dwa tygodnie protest zakończył się sukcesem. Połowicznym sukcesem - PZPR (podobnie zresztą jak kontynuatorzy ich linii ideologicznej - SLD, SdRP i inne takie z pogranicza) zaczęła mataczyć, tłumaczyć, że czarne jest w rzeczywistości białe i stosować inne, wytrenowane przez lata sztuczki. Tym niemniej powstania Solidarności powstrzymać nie mogła. W ciągu roku powstała kilkumilionowa, prężna propozycja, której nie można było już mamić obietnicami, z którą trzeba było się liczyć. I choć w ostatnim akcie desperaci próbowano powstrzymać ją pewnego grudniowego wieczoru karabinami i pałami - tsunami wolności rozlało się po Polsce.
Dziwią mnie ludzie, którzy nazywają obchody rocznicy wydarzeń sierpniowych jako "celebrę żenującej rocznicy", tak jak wiceprzewodniczący SLD w Olsztynie:
http://familie.pl/Blogi-2-13/b189,Bartlomiej-Jasinski-Wiceprzewodniczacy-SLD-w-Olsztynie.html
Gdybyż to jeszcze jakiś emeryt... Ale młodzież? Dla takich osobników można mieć tylko określenie - człowiek rycerski.
Czyli zakuta pała.
279
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)