centaurek centaurek
60
BLOG

Chichot historii

centaurek centaurek Polityka Obserwuj notkę 0

Wczorajszy zjazd rocznicowy Solidarności uświadomił mi jedno - z tego ugrupowania, bardziej społecznego niż politycznego, nie zostało już nic. Fakt, czasy się zmieniają, ale mieliśmy możliwość oglądać i wysłuchać tych samych ludzi, którzy wtedy właśnie tworzyli historię. Wtedy...

Wtedy Polska był czarno-biała. Na szczycie władzy byli ONI - władcy Polski a jednocześnie rosyjskie pachołki, niezdolne do samodzielnego podjęcia decyzji bez wskazówek z centrali w Moskwie. Czerwona hołota, przeświadczona o swojej bezkarności i traktująca ludzi jak bydło. Bo i czegóż mieli się obawiać? Rozstrzelali ludzi w Poznaniu, Gdańsku i innych miastach - rozpłynęło się po kościach. Ważniejsze było, że jesteśmy dziewiątą potęgą gospodarczą świata - takie zamydlenie oczu, skądinąd dobrze znane sprzed kilku dni (stare tradycje propagandy nie giną).

Po drugiej stronie bieguna stali ci szarzy, niedoceniani ludzie - tłamszeni, bici, wykorzystywani, czasem, gdy stawali się niewygodni, mordowani. Niezorganizowany tłum, zdolny tylko do rozmów o polityce przy piwie w brudnej knajpce, a i to we dwójkę, bo ten trzeci mógł być konfidentem. Donosicielstwo, szantażowanie i kupowanie ludzi zapewniło IM władzę. Zgodnie ze starą zasadą, którą świetnie ujął szef policji Ludwika XVI, Gabriel de Sartine: "Kiedy zbiera się czterech spiskowców, dwaj z nich to moi ludzie".  W takim na przykład Związku Literatów Polskich krążyła anegdotka: "Co zrobić, by zostać członkiem ZLP? Wydać dwie książki i jednego kolegę!".

Tak, sieroty Wielkiego Brata, mając wszędzie swych ludzi, były bezkarne. Przynajmniej tak się czuli.

Bo społeczeństwo dojrzewało. Dojrzewało do buntu, dojrzewało do krzyku, do wyciągnięcia pięści. Dość już mieli pustek w sklepach, podwyżek cen, represji, utajonych zbrodni w imię "jedynego sprawiedliwego ustroju". Ustroju, w którym tylko orwellowskie świnie miały się dobrze. I chyba po raz pierwszy, przekonani że obietnicami podwyżek zażegnali wybuch, zaspali...

Zapalną iskrą okazały się wydarzenia, które swój początek miały w Mielcu, Ursusie czy Sanoku, a skończyły się wielkim i mającym gigantyczne konsekwencje strajku w Stoczni Gdańskiej.  Tam właśnie narodził się bunt w postaci "Solidarności". Po raz pierwszy Polacy, ci zwykli, szarzy Polacy, przemówili jednym głosem. I to nie sto, nie tysiąc - choć "Solidarność" w szczytowym momencie liczyła półtora miliona zarejestrowanych członków, ze związkiem sympatyzowało ich przynajmniej siedem razy tyle. Był to bezprecedensowy niepodległościowy zryw. Naród wystąpił w obronie swej suwerenności i przeciwko dotychczas wszechwładnym czerwonym okupantom.

Co z tego zostało po trzydziestu latach? Zjazd pokazał, że nic. A właściwie nie zjazd, ale osoba, która swoim wystąpieniem przyćmiła krzykaczy, pieniaczy, gwizdaczy i dupowłazów. Czyli, jak to juz zdążono ją nazwać, "jedyna na sali osoba z jajami"  - Henryka Krzywonos. Jedna z tych, celowo lub nie, zapomnianych lub przemilczanych legend. Osoba, która jest dla mnie synonimem prawdziwej "Solidarności" - nie tej Tuska, Borusewicza, Kaczyńskich czy Wałęsy. Tej "Solidarności" ludzi walczących o siebie, o zwykłą godność i przyszłość swoją i swoich dzieci. Tych, którzy oparli się czerwonej bandzie i podnieśli głowę.

To z "Solidarności" Pani Krzywonos jestem dumny. To wczorajszej "Solidarności" się wstydzę.

I na koniec - dziś przemknęła przez media informacja o umorzeniu przez Sąd Najwyższy m.in. śledztw przeciwko bandytom w mundurach, pod szyldem milicji katujących ludzi. Przeciwko mataczącym w sprawie morderstw Pyjasa i Przemyka. Przeciwko niszczącym dowody zbrodni i zdrady. No i - oczywiście - przeciwko śmiejącemu się nam w twarz spiritus movens zbrodni na polskim narodzie - gen. Kiszczakowi.

I to chyba dobitnie pokazuje, kto tak naprawdę jest wygranym Porozumień Sierpniowych i później Okrągłego Stołu.

centaurek
O mnie centaurek

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka