centaurek centaurek
209
BLOG

Pacynki

centaurek centaurek Polityka Obserwuj notkę 0

 

Pacynki - ot, laleczki bez głosu, którymi można dowolnie manipulować. Kiedy trzeba, pomachać radośnie, kiedy trzeba, skarcić... Pacynki nie mają osobowości, są sterowane przez ich władców. Wydawać by się mogło, że pacynki występują tylko w teatrze. Nic bardziej błędnego - też jesteśmy pacynkami. I w zasadzie też bierzemy udział w teatrze. Mimo, iż wydaje nam się, że jesteśmy widzami, tak naprawdę sterują nami. Bezwzględnie, złośliwie, bezlitośnie.

Wiadomo było, że ten moment nadejdzie. Nikt jednak nie spodziewał się chyba, że po przekazaniu Rosjanom poprawek do raportu n/t katastrofy w Smoleńsku otrzymamy tak szybko odpowiedź. Twardą odpowiedź, pokazującą, w którym miejscu Rosjanie nas mają (i nasze uwagi). Nasi wschodni sąsiedzi mogli napisać suchy raport, przedstawić profesjonalne symulacje. Ale nie - Anodina i spółka pokazały pacynkom, kto pociąga za sznurki. I jak pacynki są niegrzeczne, to im się wbija szpileczki.

Sensacyjką medialną raportu był wynik analizy krwi gen. Błasika. Szpileczka, złośliwość na przekór niepokornym pacynkom. Nie miało to żadnego wpływu na katastrofę. Ale poszło w świat. Poważne zdawałoby się gazety grzmiały: "Pijany generał sprawcą katastrofy!". Cóż za wspaniały tryumf Anodiny i spółki! Manipulacja iście godna podziwu - jednym wyolbrzymionym faktem (niewątpliwie) nic nie wnoszącym w rozwiązanie zagadki katastrofy ośmieszono Polskę i polskie wojsko. Prawdziwe przyczyny usunięto skutecznie w cień. Nigdzie w raporcie nie ma ani słowa o tym, że gen. Błasik w jakikolwiek sposób wpłynął na przebieg feralnego lotu. Ale szpila została wbita.

Od miesięcy trwała bezlitosna medialna nagonka na gen. Błasika. Oczywiście niebezpodstawnie - skoro pachołki na usługach dostały za zadanie opluć, to opluwały. Wszystko po to, by uprawdopodobnić tezę, że jednym z ogniw katastrofy jest generał. Czytaliśmy więc, jak to dowódca samodzielnie pilotował Jaka-40, zganiając pilotów z fotela. Jaki to miało związek z katastrofą smoleńską? Absolutnie żaden - ale pacynki trzeba przekonać, że gen. Błasik był apodyktyczny, że przejmował dowodzenie samolotem, że nie liczył się z pilotami, że miał ułańską fantazję... A to już krok do hipotezy, że wypiwszy sobie trochę generał usiadł za sterami (bo przecież tak czynił!) i przykozaczył, sadzając Tu-154 w bagnach Smoleńska.

Na nic wyjaśnienia, że gen. Błasik i owszem, za sterami Jaka-40 mógł zasiąść, bo uprawnienia do pilotowania miał. W przeciwieństwie do Tu-154, do pilotowania którego uprawnień nie miał i którego nigdy nie pilotował. Na nic wyjaśnienia, że obecność generała w kabinie mogła mieć zupełnie inne znaczenie, niż przypisał mu MAK. Że generał obecny był nie po to, by wywierać presję, ale po to, by w trudnych warunkach nikt tej presji nie wywierał. Czyż nie było tak, że widząc kursowanie p. Kazany do kabiny pilotów zniecierpliwiony generał wiedząc, jak ryzykowne jest lądowanie w takich warunkach stanął w drzwiach, by nikt pilotom nie przeszkadzał? Słowo kontra słowu - mamy obecność ciała gen. w kokpicie i stenogramy rozmów z których wynika, że Błasik nie wtrącał się ani słowem w pracę pilotów. Mamy również sytuację, w której gen. Błasik odznaczył pilotów, którzy sprzeciwili się decyzjom Prezydenta i odmówili lądowania.

Którą wersję wybiorą pacynki?

Druga szpila, wbita nam przez MAK jest okrutna. Ohydna. Obrzydliwa.

Na konferencji przedstawiono film, pokazujący przebieg podejścia do lądowania prezydenckiego samolotu. Nałożono na niego zapis rozmów z czarnych skrzynek. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, iż zapis głosowy na prezentacji trwa do samego końca. Oczywiście można było wyciąć ostatni, przerażający krzyk śmierci załogi. Ale pozostawiono go - z premedytacją. Złośliwość władców, pokazujących pacynkom kto tu rządzi, kto manipuluje, bez liczenia się z uczuciami rodzin, z uczuciami Polaków...

Z uczuciami pacynek.

Pacynki muszą znać miejsce w szeregu, by nie odważyć się przypadkiem pytać, dlaczego samolot sprowadzano po kursie kolizyjnym z terenem (zamiast na lotnisko), dlaczego rosyjskie władze nakazywały (nie zakazywały) sprowadzić samolot jak najniżej, jaką rolę w katastrofie odegrało oświetlenie przed lotniskiem (a prawdopodobnie odegrało kluczową), dlaczego samolot zaczął spadać zamiast odlecieć, dlaczego piloci zachowywali iście stoicki spokój niemalże aż do samego momentu zderzenia jakby nie wiedzieli, gdzie się znajdują...

Pytania pozostały. Oczywiście można, wzorem MAK uznać, że polscy piloci to idioci, który w gęstej mgle schodzą potężną maszyną na wysokość kilku metrów, by "szukać ziemi", nie wymieniając żadnych uwag, żadnych obaw, ba! nie podejmując nawet żadnej decyzji o lądowaniu!

Ale przecież pacynki nie są od myślenia. Pacynki mają słuchać swych władców i potakiwać.

Cokolwiek władcy powiedzą.

 

centaurek
O mnie centaurek

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka