Czasami jest tak, że jakiś urzędas, by pokazać, że po coś jest potrzebny, wymyśla przepis. Głupi? Głupi. Ale co z tego, że głupi, skoro racjonalizatorski. Ów urzędas bierze za to oczywiście premię, a ludzie psioczą, zastanawiając się, co za kretyn to wymyślił. Naturalne jest również, że obie strony, których ustawa dotyczy, robią, co mogą, by wytwór chorego umysłu omijać z daleka. Ale Narodowy Fundusz Zdrowia nie patrzy na głupotę swych urzędników, tylko na zasobność portfeli podatników.
Kolejki do lekarza to rzecz niestety normalna. Nic dziwnego, że ludzie tacy jak np. ja nie zajmują miejsca w kolejce chorym, tylko po receptę na comiesięczną/kwartalną porcję leków składają po prostu zamówienie i następnego dnia zgłaszają się po odbiór.
Troskliwie dbający o dobro i wygodę pacjenta NFZ (sarkazm, gdyby ktoś nie zrozumiał) wpadł na kolejny pomysł, jak zatruć życie lekarzom i pasożytom. Przepraszam, pacjentom. Otóż, aby wypisać receptę, lekarz musi najpierw obowiązkowo przyjąć pacjenta. Osobiście i we własnym gabinecie. Jeśli bowiem recepta będzie wypisana, a w dokumentach nie będzie śladu wizyty pacjenta, NFZ domaga się od lekarza zwrotu kosztów refundacji leków.
Wszystko przez ustawę z roku 2007, która mówi:
"(...) recepta stanowić może wyłącznie rezultaty porady lekarskiej (...). Wystawianie recept bez osobistego zbadania pacjenta, tj. nie w ramach porady lekarskiej, w trakcie której lekarz przeprowadza i dokumentuje powyższe czynności, stanowi generowanie nienależnej refundacji ze środków publicznych, których dysponentem jest Narodowy fundusz Zdrowia".
Oczywiście, można by zachować obowiązujące status quo i mieć przepis w głębokim poważaniu, niestety kolejni nadgorliwi, by się wykazać, że jednak po coś są potrzebni, zarządzili kontrolę. Rezultat?
Tylko w jednej skontrolowanej mazowieckiej lecznicy lekarzom kazano oddać prawie 200 tysięcy złotych. Teraz efekt jest łatwy do przewidzenia. Zamiast przyjmować pacjentów potrzebujących doraźnej pomocy lekarze zmuszeni będą, pod groźbą kary, przyjmować ludzi nie potrzebujących porady tylko recepty. Kolejki oczywiście się wydłużą, czego rezultatem będzie zwiększona zachorowalność a być może nawet tragedie, za które oczywiście nikt nie odpowie.
Bo przecież NFZ działa za pieniądze pacjenta dla dobra pacjenta.
A szpitale mają maszynę, która robi "PING".


Komentarze
Pokaż komentarze (8)