centaurek centaurek
234
BLOG

Dojenie społeczeństwa AD 2012

centaurek centaurek Polityka Obserwuj notkę 1

Wybory wygrane, czas zrzucić maski i przystąpić do pracy. Czyli kolejnej części rządowego eksperymentu „jak bardzo można przykręcić śrubę”. A można jeszcze bardziej. I bardziej. I bardziej…

Zaczęło się od lekarzy i aptek. Lekarze zastrajkowali (słusznie), apteki częściowo odbijają piłeczkę, a zdezorientowany pacjent dostaje po tyłku. Słynne pieczątki  „do refundacji przez NFZ” to najbardziej znana część problemu, ale nie jedyna. Apteki bowiem nie dość, że dostały jednolity cennik (tak – nie mogą już stosować rabatów i promocji na leki refundowane) to jeszcze odgórnie narzucono im marżę, jaka mogą stosować (7%). Kto za to zapłaci? Wiadomo.

Socjalistyczna Unia Europejska zwiększyła akcyzę na olej napędowy. Jeszcze efektu nie widać na stacjach, ale cena litra oleju napędowego w detalu może wzrosnąć o 20 groszy. A Wy, posiadacze silników benzynowych, nie cieszcie się i nie patrzcie złośliwie na dieslowych kolegów. Stacje benzynowe podwyższą także cenę benzyny, żeby różnica nie była taka duża. Wszystkim po równo, towarzysze!

Rodzice na pewno ucieszą się z podwyżki VAT na ubranka dziecięce – z 8 do 23%. To zapewne ta słynna „polityka prorodzinna”, tylko w takiej rządowej, hardcorowej wersji. Bo przecież komu dowalić VAT-em , jak nie dzieciom? One z kijami na ulice nie pójdą, a jak wyjdą protestować rodzice to się zastosuje metodę znaną z Marszu Niepodległości – skopie się ich, zagazuje i wsadzi do aresztu za atak na władzę.

Komu tu jeszcze? A, lud pracujący! A więc, ludu pracujący, i ty się dołożysz! Składka rentowa rośnie bowiem o 2%. Co prawda po stronie pracodawcy, ale przecież wiadomo, że im więcej pracodawca  płaci podatkowego haraczu, tym mniej ma na wypłaty dla robotników. Z tym, że robotnika można zawsze zwolnić, a dobroczyńców narodu powinno się, trzeba i należy karmić i o nich dbać, bo tam, za rogiem, czai się ten straszny Kaczyński.

A kiedy lud pracujący wraca do domu, lubi sobie odpocząć, coś zjeść, obejrzeć TV, potem posprzątać i wyrzucić śmieci. Właśnie, śmieci! Za dużo firm się za to wzięło i koszty pozbijali, a przecież Polak śmiecić musi, a jak musi, to dlaczego mają mieć z tego zyski jacyś prywaciarze? Niedoczekanie! Hop-siup i już niczym królik z kapelusza pojawia się ustawa, która jest nie tylko korupcjogenna (przetarg na wywóz śmieci w gminie wygrywa jedna firma – coś fantastycznego!) ale również obciąży kieszeń przeciętnego Kowalskiego, bo oczywiście gmina musi zarobić, a firma, która wygrała, odbić sobie koszty, że tak powiem, skutecznego lobbingu. I wszyscy są zadowoleni. No, może poza gospodarzem, któremu zwiększą się nieco wydatki, ale wybrałeś, Polaku, więc nie narzekaj! (Bo tam, za rogiem…)

Nie zapomniano oczywiście o jednym z głównych sponsorów budżetu, czyli palących. O nie! Ta grupa jest wdzięcznym celem naszego umiłowanego rządu, bo przecież Polak dymka puścić musi i nic go od tego nie odstraszy. Nawet podwyżka akcyzy o kilkanaście złotych (na 1000 sztuk papierosów, cygar i cygaretek lub kilogram tytoniu).

A jak się pomysły skończyły, zawsze można wymyślić coś nowego. Na przykład podatek od miedzi (a dobrze tak tym lubińskim krwiopijcom, pasożytom – takie zyski mieć i się z rządem nie podzielić?) czy srebra. I ten najbardziej kuriozalny – od węgla.

Myślicie, że jak chcecie kupić teraz węgiel to idziecie, płacicie i bierzecie (lub Wam dowożą)? O nie, czasy, kiedy było tak łatwo, odchodzą do przeszłości. Teraz żeby kupić węgiel należy się wylegitymować (!), wypełnić odpowiednie dokumenty – do jakich celów kupuje się węgiel, gdzie będzie się węglem paliło, ile worków/ton jest kupowane, co się będzie ogrzewać itd. Następnie trzeba podpisać się pod czterema kopiami umowy dostawy węgla i już. Proste, prawda? Towarzysz Gierek w grobie się przewraca z żalu, że nie mógł uścisnąć dłoni tak wielkiego reformatora jak nasz premier.

Kiedy to piszę, jest piąty stycznia. Pięć dni w tym roku ledwie minęło, a już rozpoczął się bezpardonowy skok na kasę. Magicznym słowem „kryzys” wycierane są gęby wszelakie, a Polak ma tylko płakać i płacić.

Oczywiście, jest inna możliwość. Zamiast dociskać śrubę obywatelom szukać wpływów do budżetu tam, gdzie jest duża dziura, przez którą wszystko wycieka.

Wprowadzić kasy fiskalne dla prawników i lekarzy prywatnych, wywalić na bruk połowę urzędników maści wszelakiej (choćby losowo wybranych – podejrzewam, że nikt by nawet nie zauważył, że ich nie ma), ustanowić jednakowy dla wszystkich wiek emerytalny (koniec czterdziestoletnich byczków-emerytów), skończyć z dopłatami z budżetu do KRUS-u, zdecydowanie obniżyć koszty pracy, jednocześnie ostro rozprawiając się z szarą strefą…
 
Najpierw powinno się zminimalizować obciążenie dla budżetu a dopiero później brać się za szukanie większych wpływów.

A jak się zaczyna robotę od d..y strony, jak to robi obecny rząd, to nic dziwnego, że kryzys.

 

centaurek
O mnie centaurek

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka