Zapiski zagubionego
"To see a world in a grain of sand/ And a heaven in a wild flower". -- William Blake
16 obserwujących
70 notek
54k odsłony
  128   0

Krótka refleksja na temat pluralizmu w życiu społecznym

Zdjęcie ilustracyjne: emanacje Ego.
Zdjęcie ilustracyjne: emanacje Ego.

Kolejna uwaga trochę z głupia frant. No, przepraszam najmocniej, jeśli ktoś to czyta, ale teraz przyszedł taki czas, że sporo rozliczam się z przeszłością, a właściwie: że różne przeszłe wydarzenia i obserwacje do mnie wracają -- zazwyczaj bez mojej woli. I w takich momentach dosłownie mi się przelewa, i po prostu muszę coś skrobnąć.

Taka mała sprawa: oto natrafiłem w sieci na fajny artykuł, w którym pewien znany na prawej stronie redaktor próbuje znaleźć w sprawie polityki międzynarodowej porozumienie ponad podziałami z Rogerem Watersem, człowiekiem (jak to wiadomo wszystkim wtajemniczonym) o poglądach radykalnie lewicowych. I piszę to zupełnie bez ironii: naprawdę tak jest, wszystko na serio i szczerze. Natomiast (i na to chciałem tutaj zwrócić uwagę przede wszystkim), bardzo interesujący jest SPOSÓB, w jaki to robi, a konkretniej, język, jakiego używa. I tak czytamy na przykład: "Można na Watersa – i słusznie – słać gromy za jego lewackie wybryki, ale w tym utworze sprzed 30 lat ujął znakomicie problem naszej sytuacji, w której nie jesteśmy – wbrew tromtadracji niektórych – podmiotem, a tylko przedmiotem gry".

Popatrzmy uważnie: lewackie WYBRYKI byłego lidera Pink Floydów. Wybryki. Doprawy, czasami więcej mówi o naszych wewnętrznych postawach taki niby-to przypadkowy dobór słów, niż całe stronice logicznego wywodu. Przecież to język, który zazwyczaj mówi się w odniesieniu do dziecka, no -- może nastolatka. I nie chodzi mi o znaczenie słownikowe, ale o uzus, o praktykę. Wybryki młodości -- przecież każdy zna to określenie. Zresztą, nawet gdyby trzymać się definicji ściśle logicznej, sprawa wygląda podobnie, bo (jak nas poucza SJP), "wybryk" to "postępek odbiegający od przyjętych norm zachowania się", czyli tu też jest jakaś, z Gombrowiczowska mówiąc, pupa. W każdym razie: formułując swoje zdanie w ten sposób, wyraźnie stawia się rzeczony publicysta PONAD Rogerem Watersem, którego lewicowe poglądy traktuje jako coś -- nie wiem: infantylnego, dziwnego, niepoważnego, takiego (jakkolwiek by to precyzyjniej nazywać), co może i powinno podlegać ocenie, dość protekcjonalnej, ludzi poważniejszych i lepiej przystosowanych.

Z mojego doświadczenia wynika, że w Polsce istotnie tak to właśnie wygląda. Stanowi to zresztą j jeden z naczelnych problemów naszej debaty publicznej. Poglądy przeciwników ideowych (posługuję się tutaj przykładem z prawa, bo tam się lepiej orientuję, ale z tego, co widzę, w odniesieniu lewicy do prawicy da się zauważyć dokładnie takie same tendencje) nie są u nas traktowane z szacunkiem, ze zrozumieniem, nie dostrzegamy ich racjonalności i nie rozumiemy, nie staramy nawet się zrozumieć, powodów za nimi stojących -- ale wyszydzamy je, infantylizujemy, traktujemy protekcjonalnie, umniejszamy ich sensowność, no bo (przecież-wszak!) NASZE poglądy są prawdziwe i tylko jakiś skończony zdziecinnialec może tego nie dostrzegać.

To zagadnienie zazębia się zaś ładnie z tym, o czym napomykałem na tym blogu jakiś czas temu, mianowicie: wynika dokładnie z przekonania, że nasze poglądy na życie mają naturę ściśle racjonalną, że wynikają z rozumowania. No a pogląd ten, jest w oczywisty sposób bzdurny. Oczywiście, nie umniejszam roli rozumowania i intelektu, i logiczne myślenie bez wątpienia stanowi ważne narzędzie nie tylko artykulacji naszych idei, ale także często gra pewną rolę w samym dochodzeniu do nich, tym niemniej w znaczniejszej mierze wynikają one (i tutaj trzeba przeprosić się z np. z Williamem Jamesem, Bergsonem i innymi "irracjonalistami") z rzeczy zupełnie innych: z doświadczeń osobistych, z subiektywnego "przeświadczenia", z temperamentu, z chęci -- no i wreszcie, po prostu, nie wiadomo z czego, z owej przedziwnej tajemnicy życia, którą w zenie nazywa się zen, gdzie indziej inaczej, a czasami w ogóle się jej nie nazywa. Budowa ludzkiej tożsamości, także intelektualnej, to proces niezwykle złożony -- i nawet jeśli się z kimś nie zgadzamy, wypadałoby dołożyć wszelkich starań, aby zrozumieć ten fakt i oddać mu sprawiedliwość. Bez tego bowiem, nie ma i mowy być nie może o prawdziwym pluralizmie. Owszem, można mieć pluralizm -- sztuczny, wyuczony, oficjalny, pluralizm dokumentów i papierków, ale zabraknie pluralizmu duszy i intencji, tego jedynego, który może realnie zmieniać konkretne relacje między ludźmi, stanowiące przecież esencję życia społecznego.

I, taka uwaga na koniec, nie ma ta sprawa żadnego zgoła związku z kwestią prawdy czy relatywizmu. Nie ma potrzeby wyrzekać się (jak jakowyś pomyleniec) roszczenia do obiektywności i znajomości rzeczy. Wystarczy, nawet uznając, że ktoś jest w błędzie, zrozumieć naturę i przyczyny tego błędu. Nie ma w tym nic sprzecznego, jednej, najmniejszej nielogiczności. A jeśli ktoś ją widzi, to najpewniej, jak to zauważył z humorem Maritain, więcej to mówi o nim, niż o sprawie.

Tak, w każdym razie, przedstawia się ta krótka myśl, którą się chciałem tutaj podzielić -- myśl dotycząca koniecznego warunku budowy prawdziwego pluralizmu w polskiej debacie publicznej, którą to budowę daj nam, Panie Boże, amen.

No, albo i nie daj.

Maciej Sobiech

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo