Blog
Punkt widzenia
Marek Jan Chodakiewicz
64 obserwujących 69 notek 421119 odsłon
Marek Jan Chodakiewicz, 24 lutego 2010 r.

Polska - nacjonalizm wyobrażony

1443 19 0 A A A

 

W swej książce z tezązawartąw tytule "Gdy nacjonalizm zaczął nienawidzieć" Brian Porter – historyk z Uniwersytetu Michigan zajmujący sięszczególnie XIX-wieczną  historią Polski  -  twierdzi, że polski nacjonalizm zaczął nienawidzieć dopiero wtedy, gdy część radykalnej inteligencji warszawskiej przestała wierzyć w możliwość osiągnięcia utopii postępu w świetlanej przyszłości.[1]Według niego myśliciele ci zastąpili wiarę w “postęp” wiarą w wydumaną “rzeczywistość”: ponadczasowy “naród” zmagający się od zawsze i na zawsze na przestrzeni dziejów z otaczającymi go wrogami. Z powodu rzekomego śmiertelnego zagrożenia ze strony “obcych” intelektualiści ci zdefiniowali “naród” w sposób raczej wąski. Wykluczyli z niego wszystkich, których nie dało się poddać autorytarnej dyscyplinie przywództwa powstającego pod koniec XIX wieku ruchu narodowo-demokratycznego. Nacjonalizm powstał aby “samonamaszczona elita” mogła kontrolować “nowo-zmobilizowane ‘masy’.”[2] 

 Według Portera endecy tworząc fałszywą “rzeczywistość” propagowali na masową skalę fałszywą świadomość, która oparta była na dialektyce nienawiści. Porzucając “czas historyczny” (“postęp”) endecy stali się więźniami swojej własnej, brutalnej wizji rzeczywistości oraz związanej z nią żarłocznej logiki walki z wrogami wewnętrznymi i zewnętrznymi.

           Porter odrzuca taki determinizm. Argumentuje, że wcale tak nie musiało być. Endecy po prostu dokonali wyboru. Wybrali nienawiść. Porter uważa, że narodowcy po prostu “wyobrazili” (imagined) sobie naród, w takiej formie, jaka była im najwygodniejsza, aby sprawować kontrolę nad ludem.

           Zanim przejdziemy do szczegółowej analizy tez Portera, warto zaznajomić się z samym autorem. Jest on zadeklarowanym wrogiem nacjonalizmu. Krytykuje nawet asymilizacjonizm, gdzie mniejszości etniczne ewolucyjnie przyjmowały model kulturowy większości i stapiały się z nią wzbogacając go swymi własnymi cechami. Właśnie taki model asymilacyjny propagowali polscy patrioci pokroju Zygmunta Miłkowskiego. Model ten wywodził się z I Rzeczypospolitej. Porter nie rozpoznaje tego, a raczej uważa, że model Miłkowskiego jest “modelem amerykańskim – to nie wizja równego partnerstwa w ramach wspólnej siedziby narodowej, ale wizja wybebeszonej różnorodności, która akceptowała lokalne dialekty oraz zwyczaje ludowe, by po pewnym czasie zasymilowano się w ramach ‘wyższej’ wspólnej kultury. To był model, który funkcjonował tak długo jak młodsi bracia mieli ochotę zaakceptować swoje wyznaczone role.”[3]

Naturalnie model ten Porterowi się nie podoba. Natomiast ciepło wyraża się o współczesnej “oświeconej wielokulturowości” (enlightened multiculturalism).[4] Twierdzi nawet, że “ideał wielokulturowości nie jest wynalazkiem amerykańskim z końca XIX wieku, lecz czystym marzeniem wschodnio-europejskim z początku wieku XIX.”[5] Jego osobistym marzeniem jest, by “wobrazić sobie Polskę, a nawet Europę – w XXI wieku, w ramach której państwo-narodowe nie będzie dłużej jednoznaczne z kulturalną homogenizacją.”[6]

Porter występuje więc w imieniu “różnorodności i pluralizmu” (diversity and pluralism). Deklaruje się jako orędownik „chłopów, robotników, kobiet, mniejszości etnicznych, oraz innych.” Obiecuje, że wychwyci ich głos ignorowany, bądź tłamszony przez innych historyków opracowujących „totalistyczną problematykę nowoczesności i nacjonalizmu”. Co więcej, Porter przyrzeka ukazać czytelnikowi siły i mechanizmy, które te głosy „tłamsiły (i tłamszą).”[7] Do sił takich należy naturalnie endecja.

Język oraz symbolika stosowana przez Portera są ważne o tyle, o ile pozwalają go umieścić na współczesnej liberalnej lewicy. Są oni samonamaszczonymi obrońcami post-modernistycznej koncepcji „Innego” (The Other). Na „Innego”, oprócz historycznego już proletariatu, składają się rozmaici „bezsilni” (powerless), a szczególnie tzw. mniejszości. Pozbawione głosu przez hierarchistyczny, patriarchalny, szowinistyczny świat chrześcijańskiego Zachodu, „bezsilni” rzekomo przemawiają ustami swych postępowych orędowników. Obrońcy uciśnionych wydają się wierzyć (albo przynajmniej z sympatią odnoszą się do wierzących), że trzeba walczyć o prawa „Innego”. W rezultacie walczą o osiągnięcie ziemskiej utopię powszechnej równość i sprawiedliwości, z amorficzną ludnością pod przewodem areopagu oświeconych.

Ideologia nacjonalistyczna jest zwykle zagrożeniem takiej wizji. Dlatego Porter deklaruje się otwarcie jako wróg nacjonalizmu. Logicznie uznaje też, że nawet komunizm to mniejsze zło. Według Portera, “wielu naukowców argumentuje, że socjalistyczne przekonanie o zdeterminowanej prawami dziejowymi przyszłości leżały u podstaw brutalności Związku Radzieckiego.”[8] Zadziwia tutaj dobór słowa: “brutalność”. Implikuje on przecież przesłanie autora. Mimo, że sowiecki socjalizm międzynarodowy jest odpowiedzialny za dużo więcej milionów ofiar ludzkich niż niemiecki socjalizm narodowy, to mało kto zdecydowałby się przecież nazwać rządy NSDAP delikatnie jako “brutalne” zamiast ludobójcze. Nazywając reżim komunistyczny zaledwie “brutalnym,” Porter może spokojnie skomentować utopijne źródła inspiracji tego najbardziej ludobójczego systemu w dziejach ludzkości: “może to i prawda [że wiara w utopię doprowadziła socjalistów do masowych mordów], lecz prorocze wizje mogą być jednakowo wyzwalające jak i zniewalające.”[9]

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Teresa Bochwic Post-kolonializm jest kluczem pasujacym, ale nie wszedzie. W wypadku Polski i...
  • Goście, czytelnicy& interlokutorzy Wszystkim, tak licznie mnie odwiedzającym serdecznie...
  • Goście, czytelnicy & interlokutorzy Wszystkim, tak licznie mnie odwiedzającym serdecznie...

Tematy w dziale Kultura