67 obserwujących
69 notek
439k odsłon
  763   0

Polska - nacjonalizm wyobrażony, cz. II

Deterministyczna wizja rewolucji oznaczała przyzwolenie na chaos. Jednak chęć „czynu” w teraźniejszości dyktowała konieczność zachowania dyscypliny w polskich szeregach. Powoli wynurzały się dwa stanowiska: za porządkiem i dyscypliną albo za rewolucją społeczną. Wciąż jednak patrioci utrzymywali, że niepodległość musi iść w parze ze sprawiedliwością społeczną. Nawet po przekształceniu Ligi Polskiej w Ligę Narodową, byłe środowisko niepokornych współpracowało ze sobą: patrioci z socjalistami.

Do ostatecznego zerwania stosunków doszło dopiero w 1898 roku. Powodem było to, że socjaliści „chcieli natężyć ‘sprzeczności klasowe’ w społeczeństwie polskim, zasiać niepokój, przyśpieszyć apokalisę.”[7] Przyczyna rozłamu była więc bardzo podobna jak przy wcześniejszej kłótni patriotów z internacjonałami. Gdy marksista Ludwik Krzywicki głosił zwycięstwo mitycznego proletariatu w ramach przyszłej rewolucji i doradzał aby nie przejmować się chłopstwem polskim, które i tak przeznaczone jest na zniszczenie, patrioci odparli, że mało obchodzą ich deterministyczne opowieści o przyszłości. Chcieliby pomóc ludowi tutaj i teraz. Palili się do czynu.[8] Podobnie w debatach z narodowymi socjalistami, patrioci doszli do wniosku, że Polacy potrzebują „solidarności narodowej” a nie walki klas.

Ale komu pomóc? Z kim pracować? Odrzuciwszy definicje historyczne (naród jako szlachta) i romantyczne (naród jako idea spełniająca się w czynie), patrioci zwrócili się do spóścizny pozytywistycznej. Zdefiniowali naród jako zjawisko socjologiczne. Taka definicja zjawiska miała pomóc w przeprowadzeniu mobilizacji masowej – siły narodowej. Za jej pomocą chciano odzyskać niepodległość. Aby mobilizacja masowa udała się, potrzebna była jedność. Jednak jak twierdzi Porter, patrioci tacy jak Zygmunt Balicki i Roman Dmowski rozumieli, że „lud nie koniecznie jest oddany sprawie narodowej.”[9] Aby uzyskać jedność, trzeba było wypracować dyscyplinę i organizację. Trzeba było umieścić „lud” w ramach „narodu”. W rezultacie, „autorytaryzm ruchu narodowo-demokratycznego nie był konserwatywną reakcją na modernizację polskiej kultury politycznej; a był to produkt tej modernizacji.”[10]

Jaki był cel endeckiego autorytaryzmu? O zgrozo, narodowcy chcieli uświadomić lud przez edukację. Świadomy przedstawiciel ludu mógł (ale nie musiał) wybrać bycie Polakiem. W endeckiej teorii bowiem Polak nie miał wyboru, gdy rodził się Polakiem, zawsze miał nim być. Automatycznie więc stawał się narodowcem. W praktyce endecy uznawali jednak możliwość wemancypowania się z polskości przez renegactwo: zostanie jurgielternikiem zaborców, rewolucjonistą, albo „kosmopolitą”.

Jeśli jednak uświadomiony przedstawiciel ludu zdecydował się zostać Polakiem, endecy liczyli, że będzie on narodowcem. W tym sensie endecy dawali ludowi możliwość wyboru swego własnego przywództwa. Przywódcy endecy mieli nadzieję bowiem za pomocą demokratycznych metod zdobyć dobrowolne masowe poparcie uświadomionych dla stworzenia władzy narodowej dążącej do odzyskania niepodległości kraju. Porter uznał to za podłą sztuczkę mającą na celu przejęcia władzy nad ludem: „oświecony chłop uznał autorytet wewnątrz swojej [polskiej] społeczności narodowej a nie poza nią. Wzywanie do demokracji stało się sposobem na umieszczenia ‘ludu’ pod władzą ‘rządu narodowego’, podporządkowując lud pod nową hierarchię.”[11]

Argument ten czysty moralny relatywizm. Zastosujmy tą samą intelektualną ekwilibrystykę do czasów II wojny światowej. Wtedy musielibyśmy przyjąć, że Delegatura Rządu na Kraj oraz Armia Krajowa pod płaszczykiem „demokracji” dążyły do tego aby „oświecony chłop uznał autorytet wewnątrz swojej [polskiej] społeczności narodowej a nie poza nią.” Chodziło więc o otumanienie „ludu”, o to aby chłop odrzucił „rząd” Hansa Franka w Generalnym Gubernatorstwie i zwierzchnictwo Adolfa Hitlera, a wybrał „rząd narodowy”. Naturalnie dla takich jak Porter działania edukacyjne i organizacyjne Polskiego Państwa Podziemnego (1939-1945) to dowód, że „wzywanie do demokracji stało się sposobem na umieszczenie ‘ludu’ pod władzą ‘rządu narodowego’, podporządkowując lud pod nową hierarchię.”

Moralny relatywizm to czysty nonsens. Nowa hierarchia, nawet endecka była przecież lepsza od zabroczej, szczególnie moskiewskiej czy pruskiej. Słowa wolność i niepodległość mają tylko sens o ile założymy, że w każdym wypadku jest lepiej gdy rządzą nami wybrani przez nas samych Polacy niż okupanci, który nasz kraj podbili. Oczywistość tej propozycji powinno uznać nawet większość liberalnych naukowców.

W każdym razie dokładnie na takim założeniu oparli swoją działalność narodowcy. Endecy byli przekonani, że tylko w wolnej i niepodległej Polsce będzie można rozwiązać kwestię chłopską i robotniczą, poprawić los ludu. Aby dojść do niepodległości, najpierw trzeba było karnie zewrzeć szeregi. Oznaczało to poddać się samodyscyplinie organizacyjnej oraz ufać kierownictwu. Jak pokazała historia, udział w ruchu narodowym był masowy i dobrowolny. Przecież nikt do endecji nikogo na siłę nie zapędzał. Duża liczba rozłamów sugeruje nie tylko, że przeciętny członek miał prawo dać veto kierownictwu, ale też, że czyniły to całe grupy. Działo się to zwykle bez większych konsekwencji dla dysydentów, bez względu na rzekomo „totalitarny potencjał” ruchu narodowego. Odwrotnie niż w organizacjach rewolucyjnych lewicy, szczególnie socjalistycznych, gdzie od początku mordowano się na wzajem za „zdradę”. Po zdobyciu władzy przez bolszewików mordy przybrały charakter nie tyle masowy co stały się modus operandi tej formacji, w której Porter widział zarówno „zniewalające jak i wyzwalające elementy.”

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura