65 obserwujących
69 notek
429k odsłon
916 odsłon

Anatomia tzw. buntu czyli nasz triumf i neo-Matrix

Wykop Skomentuj22

Nastąpił pewien poważny przełom w wykładni historii w Polsce. Jest to zasługą przede wszystkim środowiska konserwatywnego. To ono cierpliwą archeologią pamięci – wbrew potężnemu terrorowi intelektualnemu post-komunistów i ich apologetów -- odgrzebało paradygmat Prawdy i ponownie mozolnym wysiłkiem wzniosło polskie ramy odniesienia naszych dziejów. Instytut Pamięci Nardowej jest ukoronowaniem tego tradycjonalistycznego dzieła. Ale nie będę tutaj opisywać wysiłków rodem ze środowisk Arcanów czy Glaukopisu, które po wielu latach zaowocowały logocentrycznym ukierunkowaniem IPN i wybuchem niezależnych badań.

Sam sukces IPN miał naturalnie zaczny wpływ na ten przełom w polskiej historiografii. Ale chciałbym przełom ten opisać nie tylko od strony tradycjonalistycznej, empirycznej, logocentrycznej, konserwatywnej, ale także od strony przeciwnej. Praca historyków niezależnych spowodowała bowiem, że utrwalacze spuścizny PRL znaleźli się w defensywie. Celniej: wolność badań, którą głównie wyzyskała strona konserwatywna, spowodowała, że PRLowcy i ich apologeci zaczęli sami odchodzić od oryginalnej, dusznej, czerwonej, kremlowskiej Matrix. Poczęli oni gorączkowo poszukiwać nowej formuły na utrzymanie aprioristycznej fikcji, której hołdują. Chodzi mi o to, że strona tzw. „postępowa” coraz bardziej przestaje udawać, że jest kimś innym niż rzeczywiście, coraz mniej się kryje ze swoimi poglądami, coraz rzadziej zaprzecza faktom.

W związku z zachodzącym od ponad 20 lat triumfem wolności słowa, badań i szerokiego dostępu do archiwów, dzisiejsi tolerancjoniści (a wczorajsi marksiści) przestali kłócić się z podstawowymi faktami. Ale zaczęli je naturalnie fryzować w odpowiednio moralno-relatywny sposób, w desperackim wysiłku aby utworzyć neo-Matrix politycznej poprawności dla historii Polski. Wystarczy przyjrzeć się manewrom historyka Andrzeja Friszke, szczególnie jego ostatniej pracy o marcu 1968 r., która jest apologią komandosko-rewizjonistycznej frakcji wyznawców komunizmu (Anatomia Buntu: Kuroń, Modzelewski i komandosi (Kraków: Znak, 2010), czy też wysiłkom grupy radykalnych feministek z Uniwersytetu Warszawskiego, które posunęły się tak daleko, że wynajdują Ubeków pokroju Stanisława Suproniuka aby ronić etno-socjo-antropologiczne łzy nad „wykluczeniem” jego i jemu podobnych zbrodniarzy jako „Innych,”  relatywistycznie zrównując przy tym walkę o wolność przeciw komunizmowi z antyżydowskością. Odniesiemy się do tych spraw później.

           Zacznijmy jednak od opisu naszej metody. Żyjemy w czasach intelektualnych mód będących zaprzeczeniem arystotelejskiego logocentryzmu; mód, które odrzucają metodę logiczną zwaną brzytwą Ockhama (Ockham’s Razor). Według tej metody prostsze i bardziej spójne wytłumaczenie danego zjawiska należy zwykle faworyzować ponad bardziej zawiłą wykładnię opisującą tą samą rzecz (entia non sunt multiplicanda praeter necessitatem). Można lubić Ockhama albo nie. Generalnie, jako twórca nominalizmu odpowiedzialny jest częściowo za podtrzymywanie ponurej tradycji moralnego relatywizmu. Ale metoda „na brzytwę” ma swoje pożyteczne zastosowania.

           Żelazna logika pozwala nam bowiem unikać postępowego rozmemłania i socjal-liberalnych wygibasów czy post-komunistycznych apologii. Żelazna logika pomaga nam wzmocnić metodę empiryczną niezbędną do żmudnego zestawiania faktów, skwapliwego odkrywania niuansów, czy wnikliwego rozpatrywania nieznacznych różnic badanych zjawisk. To wszystko naturalnie w metodzie naukowej jest bardzo ważne. Jest to wręcz podstawa metodologii tradycjonalistycznej, która jest kontynuacją dzieła odkrywania Prawdy zapoczątkowanego w naszym kręgu cywilizacyjnym przez Arystotelesa, Platona, Sokratesa, a następnie z mozołem popychanego przez św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu.

Dzięki nim mogliśmy na przestrzeni wieków z eklektycznych prądów intelektualnych wyciągnąć i zachować co najlepsze i wypracować metodę naukową zharmonizowaną z podstawowymi zasadami kunsztu historyka. Potrafimy opisywać „jak to naprawdę było.” Potrafimy uchwycić niuanse badanego zjawiska. A ponadto – wbrew obowiązującym obecnie trendom – stać nas też na jednoznaczność sądu. Logocentryzm oparty o Trancendentalny Ład Moralny (Transcendental Moral Order) pozwala nam bowiem Zło nazwać po imieniu, a Dobro pochwalić. Ten szlak wiedzie do Prawdy.

Metodę taką naturalnie odrzuca strona socjal-liberalna, tzw. „historiografia postępowa.” Do niedawna jeszcze epatowała absolutami walki klas i ras (marksizm, pozytywizm, etc.) Ale dzisiaj woli post-modernistyczną dekonstrukcję i moralny relatywizm. Są to świetne narzędzia intelektualne do kamuflarzu i apologii zbrodni postępowców. No bo przecież wyznawcy doktryn komunistycznych i im pokrewnych powinni przyznać się do winy i przeprosić nie tylko za ich głoszenie, ale również za zbrodnie z nich wynikające. Elementarne poczucie przyzwoitości wymaga wyznania odpowiedzialności za współuczestnictwo w takich ideologiach.

Wykop Skomentuj22
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale