Co jakiś czas wybuchają afery o pobyt na stronie głównej. Tej niezwykle wytęsknionej i nobilitującej członka salonu. Nie być na SG to tak jak by przyjść na przyjęcie i pozostać w przedpokoju. Ba padają oskarżenia, że to długie macki PiS blokują prawdziwym mistrzom pióra o innej orientacji dostąpienia zaszczytu. (Pomijam tu „czerwonych braci” bo wicie oni tak z urzędu mają gwarancje).
Bo podobno są równi i równiejsi, ba wśród tych równiejszych są jeszcze najrówniejsi dostępujący chwały niezwykłej - pobytu w górnej części SG i niekiedy „wniebowstąpienia” na sam SZCZYT piramidy komentarzy. O tych to ostatnich wiersze piszą i premierzy ich wspominają. Jednym słowem raj tuski.
I w tym jest cały ambaras, bo oceny są całkiem zwyczajnie SUBIEKTYWNE i jak to w takich wypadkach bywa istnieje grono niezadowolonych. Tak niezadowolonych, jak Pitera Julia niezadowolona była z szefa CBA, i wylewających swoją frustrację w raporty salonowe, kłótnie i bluzgi.
Tak sobie myślę, że jedynym sensownym rozwiązaniem tego problemu było by zlikwidowanie Strony Głównej. Ot i po problemie, jak nie będzie SG to nie będzie pożądania.
Tylko co w zamian ?
Rozwinięta strona druga, posty pod naporem kolejnych znikają same przy braku zainteresowania. By zaoszczędzić nieco miejsca początkowy text powinien się rozwijać po najechaniu myszką. Te ciekawsze, które powinny być dłużej wystarczy przyszpilić na samej górze i ochronić przed zniknięciem. Tak to działa na portalu GW i się sprawdza.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)