W polityce po staremu. Kaczyński się nie zmienił, dopóki ktoś nie zadekretuje, że jest inaczej, przy tej wersji będziemy musieli trwać. A jak on się, biedaczek, może zmienić, skoro znany genetyk, akademiki Schetyna, odkrył w nim, prowadząc badania lotnicze, czyli z lotu ptaka, "gen agresji". Jest to, według miarodajnych opinii wszystkich uczonych mężów, przypadłość najgroźniejsza ze wszystkich. Groźniejsza od raka, solitera a nawet, to ci dopiero niespodzianka, gorszy od homofobii. Poza tym, informuje nas akademik Schetyna, jest to przypadłość nieuleczalna. Może gdyby pacjent był trochę młodszy, młodszy o jakieś pięćdziesiąt lat, może wtedy dałoby się coś zrobić (zresztą bez pewności, że kuracja się powiedzie), ale w wieku Kaczyńskiego jest już za późno na jakąkolwiek pomoc. Dziękujmy Bogu, że mamy takich genetyków, zdecydowanie najlepszych na świecie, bo strach pomyśleć, co działoby się, gdyby nie istnieli specjaliści od podobnych przypadłości. Gen genem, ale kto to z całą pewnością może wykluczyć, że choroba nie jest jednocześnie zakaźna. Przenoszona drogą elektroniczną czy jak się to tam nazywa. Przecież mogło się zdarzyć, że Kaczyński swym przesłaniem do braci Rosjan mógł ich (może nie wszystkich, ale jednak) zainfekować. Braci Rosjan! Skutkli dla państwowych stosunków polsko-rosyjskich byłyby opłakane, do tego stopnia opłakane, że nawet mogłaby nie pomóc sławna w świecie nasza rodzima dyplomacja. Cała nadzieja w tym, że to jedynie czarny scenariusz, ponieważ akademik Schetyna na temat przenoszenia choroby się nie wypowiedział. W zamian podkreślił, że od najmłodszych lat nie przepadał za nowościami techniki, wystarczały mu książki, które połykał czy wręcz pochłaniał. Jak, nie przymierzając, Polifem połykał towarzyszy Odyseusza. Zazdroszczę i jestem pełen podziwu.
O swoim poczuciu humoru nie pozwala nam zapominać marszałek-prezydent, który na pytanie o ewentualne zmiany w ordynacji wprowadzone przed wyborami odpowiedział, że wszystko byłoby w porządku, PO nie potrzebuje się martwić o frekwencję, martwić się powinien Kaczyński, który wysyłał Polaków na wakacje do Egiptu, "więc to jest raczej problem PiS-u". Ma całkowitą rację minister Rostowski, gdy twierdzi, że Komorowski się nie zmienił i "nie potrzebuje się zmieniać". A dlaczego? Kaczyński, zdaniem Rostowskiego, jest "wycięty z telenoweli", a marszałek-prezydent widocznie, czego już minister nie dopowiada, zapewne dlatego, że mniej w młodości czytał książek od genetyka Schetyny, "wycięty został z greckiej tragedii". To byłby koncept. Doskonały materiał na plakaty wyborcze: "Bronisław Komorowski - nasza odwieczna Antygona". Gdyby zaś Sławomir Nowak skonsultował pomysł z genetykiem Schetyną, mógłby się może nawet popisać bardziej dogłębną znajomością literatury greckiej (np. "Wierny Jazon").
Jednego wszak PO powinno się wystrzegać: natrętnych zwolenników. Odezwał się bowiem były premier, który, niewykluczone, że po konsultacjach z jakąś poetką, wymyślił koncept: Komorowski jest "liderem-harcerzem". Można by to rozwinąć w canzonę, którą w blasku księżyca lub promieniach słońca były premier wykonywałby na wiecach wyborczych.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)