Marszałek-prezydent w niezwykle subtelny sposób, jest wszak personą nad wyraz subtelną, czemu niejednokrotnie dawał dowód, miejmy też nadzieję, że i w przyszłości nie zawiedzie, odniósł się jednocześnie do swego prezydenckiego konkurenta i do posła Palikota. Dlaczego dziś nie piszę - pana Palikota? Bo dziś jest sobota i nie ma dziś miejsca na pana Palikota. Marszałek-prezydent zasugerował ... A może wcale nie zasugerował, tylko powiedział to wprost, a ja, matołek, wziąłem to za sugestię? Może podświadomie kierowałem się tęsknotą za prawdziwym intelektualizmem. Fajniej jest przecież zrozumieć czyjąś sugestię, zwłaszcza że to tak przejmująco intelektualne słowo, niż coś, co jest powiedziane wprost. Wprost, czyli tak, że może to zrozumieć każdy bałwan. Marszałek-prezydent widocznie jednak niczego nie zasugerował, bo po pierwsze, nie zrozumiałbym tej sugestii, po drugie zaś, nie wydaje mi się (nie przypominam sobie - tak brzmi bardziej salonowo), żeby marszałek-prezydent cokolwiek kiedykolwiek sugerował.
Ale ad rem, ad rem, jak mawiają ludzie wykształceni, czyli elektorat niepisowski. Wypowiadając się w sprawie ewentualnej przemiany posła Palikota ... Niech mi będzie jednak wolno spowolnić tok narracji, ponieważ mam coś ważnego do powiedzenia. Poseł Palikot przeszedł albo mógłby przejść przemianę. Jakże to wspaniale brzmi, tak, rzekłbym nawet, brzmi zdecydowanie książkowo, literacko, co tam literacko, brzmi epicko a nawet ociera się o, jeśli nie tragedię, to na pewno o dramat. Przemieniamy się (stop, drodzy Czytelnicy, użyłem wprawdzie l. mn., ale to nic nie znaczy, nie obiecujcie sobie po tym zbyt wiele, zbyt szybko nie starajcie się wpisać we wzorzec, który jest, niestety, dostępny jedynie wybranym) z powodu wstrząsu albo z powodu refleksji intelektualnej. Zdaję sobie sprawę, że co chwila powtarzam to słowo w różnych odmianach (czy w ogóle można tak powiedzieć?), ale cóż na to poradzę. Giętkości językowej mam tyle, ile "Tygodnik Powszechny" czytelników. Ta pierwsza przemiana, wracamy bowiem do wspomnianych przemian, jest prosta jak drut, nie ma powodu się o niej rozpisywać. Druga, o, to już, Kochani, rzecz naprawdę poważna i głęboka. Żeby w ten sposób można się było przemienić, trzeba stoczyć ze sobą straszną, apokaliptyczną niemal walkę. Jest to wojna najgorsza z wojen, ponieważ trzeba w niej zwyciężyć nie byle kogo, tylko samego siebie. Ale nie w jakiś zwyczajny sposób, ale intelektualnie (no, masz, znów!), a to prawie gwałt na materii. Poseł Palikot mógł, oczywiście, doznać zwyczajnej przemiany, ale moim zdaniem doznał przemiany dramatycznej, traumatycznej, somatycznej, postmodernistycznej, a nawet postmodernistyczno-narratywistycznej (nie można wykluczyć udziału jeszcze innych przymiotników, ale gdybym chciał je zgłębić i opisać, też pewnie uległbym przemianie, nie wiem tylko, czy byłaby to przemiana na korzyść). Trochę mógł w tym posłowi Palikotowi - intelektualnie, rzecz prosta - pomóc Tomasz Jastrun, nadwiślany Owidiusz, w którego towarzystwie poseł Palikot spożywał strawę. Brzmi, jak brzmi, ale nie napiszę przecież, że wspólnie się posilali albo że wspólnie jedli. Co to znaczy jedli, tak po prostu (?), tak po prostu to ja mogę jeść, ale nie oni.
A teraz wracamy do "adremu" (wstawiłem cudzysłów, bo a nuż ktoś mógłby pomyśleć, że nie wiem o tym, że nie pisze się "wracać do adremu", a nie chciałbym się wydać większym głupkiem, niż jestem w rzeczywistości). Wypowiadając się o ewentualnej przemianie posła Palikota, marszałek-prezydent, pomińmy niuanse i szczegóły tej wypowiedzi, zrównał go z Jarosławem Kaczyńskim. Stawiano już posła Palikota w jednym rzędzie z posłem Kurskim, ale jak dotąd, chyba że coś przeoczyłem, nikt nie pokusił się o postawienie go obok Kaczyńskiego. Różnie można oceniać intencje marszałka-prezydenta, moim jednak zdaniem w grę wchodzi jego, tak przeze mnie podziwiane, huraganowe poczucie humoru. Hemar, Tuwim i Słonimski to przy nim chłopcy w bardzo, bardzo przykrótkawych spodenkach. Gdyby w przedwojennych kabaretach wykonywano teksty marszałka-prezydenta, Jarosy mógłby obawiać się o posadę, bo nie mam pewności, czy zdołałby się ze swoją konferansjerką wpasować w konwencję.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)