Wszyscy czekali na przemianę posła Palikota z równą ciekawością, jakby czekali na zaćmienie słońca albo wybuch wulkanu. Niektórzy z niedowierzaniem, inni z nadzieją, byli też tacy, którzy z obawy emigrowali na zieloną wyspę. Niegdyś zieloną, ponieważ obecnie zieloną jest nasza wyspa. Pewien osobnik zbliżony do kół dobrze poinformowanych twierdził nawet, że poseł Palikot zmieni nazwisko. To, co ujrzeliśmy, przerosło wszelkie oczekiwania. W związku z tym przyszła mi do głowy pewna myśl. Myśl spiskowa. Czy przemiana nie nastąpiła w związku ze spożywaną wspólnie z Tomaszem Jastrunem strawą? Nie widziałem Tomasza Jastruna, ale jeśli okaże się, że obecnie ma zielone włosy, chodzi w kontuszu i bez przerwy recytuje Tiutczewa, to sam chciałbym spróbować takiej strawy.
Poseł Palikot nie zmienił wprawdzie nazwiska, ale pokazał się w ciemnych oprawkach, albo więc pogorszył mu się wzrok, albo uznał, że w okularach będzie wygladał na jeszcze bardziej inteligentnego niż dotychczas, albo wyimaginował sobie, że w otoczeniu marszałka-prezydenta bez okularów nie powinien się pokazywać. Kto rozstrzygnie tę zagadkę, też będzie mógł uczestniczyć w wojażach marszałka-prezydenta. Poseł Palikot na jednym szczególe nie poprzestał, zmienił również uczesanie. Nie wzorował się na Tomaszu Jastrunie, co nieco osłabia hipotezę o znaczeniu wspólnej strawy, ale - któż by się tego spodziewał - zapatrzył się chyba w Roberta Gawlińskiego. Jeśli za jakiś czas zacznie śpiewać. otrzymamy potwierdzenie, że wskazany trop nie jest daleki od prawdy. Na razie na tych zmianach poprzestał, ale nie możemy wykluczyć, że wkrótce pojawi się w fularze, meloniku i z pejczem (a co, jak ekstrawagancja, to na całego).
Dotychczasowe zewnętrzne (ewentualnych wewnętrznych jeszcze nie ujawnił) zmiany posła Palikota udowadniają, że nie jest gorszym facecjonistą od marszałka-prezydenta. Fryderyk Jarosy naprawdę miał ogromne szczęście, że żył w innej epoce, bo z dwoma takimi tuzami na pewno by sobie nie poradził. Mimo poczucia humoru, znajomości języków i niepowtarzalnego talentu konferansjerskiego. Tylko Szczepcio i Tońcio mieliby jakieś minimalne szanse.
Jeśli, a przecież się przy tym nie upieram, na przemianę posła Palikota wpływ miała rzeczywiście spożyta w towarzystwie Tomasza Jastruna strawa, nie radziłbym (jeśli wolno cokolwiek radzić) marszałkowi-prezydentowi, by uczestniczył w podobnych strawach. Okulary już ma, modną fryzurę również, a innych eksperymentów w jego przypadku jakoś nie mogę sobie wyobrazić. Inna rzecz, że wyobraźnię mam raczej taką sobie. Za to premier Tusk mógłby spróbować. I jeszcze poseł Nowak. Obaj w okularach wygladaliby jak Mastroianni z "Osiem i pół" lub Gajos z "Kontraktu", czyli godnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)