Były premier Cimoszewicz, ten nasz prawdziwy Cincinnatus, rzekł był kiedyś, że ludzie powinni się ubezpieczać. Jak ta historia się skończyła, każdy pamięta. Historia jest jednak kobietą, kobieta jest zmienna, a zmienność daje nadzieję na ponowny uśmiech fortuny. Nieraz się to sprawdza. W przypadku Cincinnatusa z zielonej wyspy się sprawdziło, o czym przekonują jego całkiem niedawne sukcesy sondażowe, jeśli w nie wierzyć. Ale ubezpieczeniowa przygoda Cimoszewicza nauczyła polityków trzymania języka za zębami, przynajmniej w sytuacjach kryzysowych.
Premier Tusk, który jest niezwykle pilnym uczniem, również przyswoił sobie zasadę powstrzymywania się od zbyt drastycznych komentarzy, szczególnie wówczas, gdy trzeba liczyć się z poparciem społecznym. Pilność premiera Tuska nie jest jedyną jego zaletą. Druga sprowadza się do zapamiętania raz wyuczonej lekcji. Uczeń bardziej krnąbrny lekcję również zapamięta, ale będzie wykorzystywał ją z umiarem, podejrzewając, że w życiu wszystko się zmienia, że nieraz trzeba skorygować wyuczony tekst, by pożądana treść zabrzmiała bardziej dobitnie, by efekt był współmierny do włożonego ongiś trudu. Łatwiej to wytłumaczyć na przykładzie pracy wytrawnego aktora. Opracowaną w czasie prób i zagraną podczas premiery rolę stara się podczas kolejnych przedstawień korygować, jeśli uzna, że można kreowaną przez siebie postać wzbogacić. Premier Tusk, uczeń przykładny, zadusił w sobie krnąbrność,jak Herakles lwa nemejskiego. Jak piechur, któremu kazano maszerować, postanowił maszerować bez chwili wytchnienia. A bez metafor? Jeśli już raz kazali się czegoś nauczyć, to trzeba tę wkutą lekcję recytować bez zająknięcia. Obojętnie gdzie, obojętnie kiedy i obojętnie w jakiej sytuacji. Podczas spotkań z ofiarami powodzi premier nie mógł zatem nikogo poszkodowanego urazić. Chwała mu za to.
Premier Tusk pobierał jednak więcej lekcji. To, czego się nauczył, umie zgrabnie zaprezentować. Powodzianom tłumaczył, że chce "wiedzieć co do sekundy, jak to było przeprowadzone" (sc. walka z żywiołem i akcja ratownicza). "Nie będę - mówił również - tolerował sytuacji, o których mówią tutaj ludzie", co odnosiło się do wszelkiego rodzaju zaniedbań i zaniechań. W końcu nie omieszkał dodać: "nie będę się litował". Nad tymi, którzy, z takich czy innych przyczyn, nie dorośli do pełnionych obowiązków. Czyż nie jest to żelazna konsekwencja? Ileż bowiem razy słyszeliśmy podobne słowa, co tam podobne, słyszeliśmy dosadniejsze, np. te o "wypalaniu żelazem".
A morał? Polityka to nie szkoła. Same słowa nie wystarczą, nawet jeśli nieraz starczają na długo. I jeszcze jedno. Sam też na brak pamięci nie narzekam, słuchając więc fraz premiera o braku litości, wypalaniu żelazem i polityce miłości, takie sobie zadaję pytanie: czy to jest sadyzm, czy to jest kochanie?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)