Wzruszył mnie red. Żakowski. Inaczej to powinienem rozpocząć. Redaktor Żakowski po raz kolejny mnie wzruszył, a jeszcze dokładniej - red. Żakowski nieustannie mnie wzrusza. Tym razem wzruszył mnie w podobny sposób, w jaki wzruszyła mnie Magdalena Środa. Nie w ten sam sposób, wszak red. Żakowski jest zbyt wielkim indywidualistą, żeby mógł wzruszać na wzór innych. Podzielam nie tylko wzruszenie red. Żakowskiego, razem z nim tęsknię do wariografu. Redaktor Żakowski chciałby zajrzeć w psychikę Kaczyńskiego, by przekonać się, czy "miły starszy pan", jak go sympatycznie nazywa, zmienił się naprawdę, czy tylko zmianę markuje. Ja zaś chciałbym dorwać się do wariografu przede wszystkim dlatego, żeby dociec, czy red. Żakowski zawsze jest naprawdę tak bardzo dowcipny, jakim się zdaje, czy tylko zdaje się dowcip markować. Problem red. Żakowskiego jest poważniejszy. Nie zamierza on, przynajmniej na razie, kandydować na prezydenta, a to oznacza, że moja ciekawość związana z jego osobą może spokojnie uzbroić się w cierpliwość. "Miły starszy pan" jednak kandyduje, a red. Żakowski z ochotą oddałby na niego swój głos, gdyby tylko miał pewność, że nie zostanie wprowadzony w błąd. Doznałby strasznej traumy, gdyby "miły starszy pan" okazał się mimo wszystko krzykliwym starszym panem albo - na samą myśl o tym aż drżę z trwogi - miłym starszym panem z nożem w zębach.
Wariograf w jakis sposób red. Żakowski pewnie zdołałby zdobyć, ale niewielka byłaby z tego korzyść, ponieważ "miły starszy pan" na pewno nie zgodziłby się poddać badaniu. A nawet, gdyby się zgodził (bo może rzeczywiście zmienił się w człowieka ulegającego wszelkim prośbom), najprawdopodobniej zasugerowałby, żeby podobnym badaniom poddali się również jego rywale w wyścigu do pałacu prezydenckiego. Ten wykoncypowany przeze mnie domysł mógłby służyć jako dowód na niekorzyść intencji "miłego starszego pana", bo wszak red. Żakowski nie jest ciekaw życia wewnętrznego pozostałych kandydatów. Jeśli ja na to wpadłem, tym bardziej wpadł na to red. Żakowski, zatem jego sceptycyzm i dociekliwość nie powinny nikogo dziwić.
Skąd wiem o tym sceptycyzmie? Niestety, wcale się go nie domyśliłem. Przewidując to, red. Żakowski postanowił wyłożyć kwestię wprost. Niczego przy tym nie zgadywał, niczego "miłemu starszemu panu" nie imputował, po prostu wyciągnął logiczne wnioski z dokonanych obserwacji. Skoro, pisze red. Żakowski, "miły starszy pan" nie reaguje na antenowe "paranoiczne brednie o mniemanych spiskach", które zaprzątają głowę Anicie Gargas, wątpliwości być nie może. A kimże jest A. Gargas? "Jego [>miłego starszego pana<] starą medialną wypustką". Nie jestem, co łatwo stwierdzić, czytając moje teksty, biegły językowo, dlatego nie mam pewności, czy nie popełniono błędu w korekcie. Może red. Żakowski napisał, że jest ona "jego starą chustką"? Nie, oba warianty są w odniesieniu do red. Żakowskiego, dżentelmena w każdym calu, niewyobrażalne. W następnym numerze GW autor zapewne wyjaśni nieporozumienie. Gdyby mnie ktoś spytał o zdanie i poprosił o szczerość, odpowiedziałbym, że do redakcji zakradł się (jasne, że w przebraniu, może nawet przebrany za samego red. Michnika) "miły starszy pan" i dokonał dywersji. Wracajmy do meritum. "Miły starszy pan", kontynuje red. Żakowski, nie tylko nie reaguje na "paranoiczne brednie" A. Gargas, nie reaguje też na "wciąż zionących agresją, pomówieniami, nienawiścią [swych] medialnych wyznawców i rękodajnych", nie prosi, by pani Gargas i panowie Karnowski, Ziemkiewicz, Rydzyk (o. Rydzyk nie jest ojcem red. Żakowskiego, więc red. Żakowski pisze o nim per pan), Pospieszalski i Wildstein "odrobinę się uspokoili, żeby uszanowali powagę tragedii i emocji rodzin". NIe reaguje, choć mógłby, a gdyby zdecydował się zareagować, wszystkie wymienione przez red. Żakowskiego osoby na pewno natychmiast by się podporządkowały życzeniom "miłego starszego pana".
Wszystko, o czym pisze red. Żakowski jest porażające, ale najbardziej przerażająca jest myśl, że "miły starszy pan" ma tak niewyobrażalną władzę nad wymienionymi i jeszcze wieloma niewymienionymi osobami. Jakaż siła tkwi w tym człowieku! Bardzo byłbym ciekaw, dlaczego tak się dzieje. Szkoda, że red. Żakowski tego nie dopowiada. Zdany na własne domysły stawiałbym na hipnozę albo kocią sotnię "miłego starszego pana", znanego hodowcy zwierząt futerkowych. Któż może zaręczyć, że nie wyhodował jakiejś monstrualnej odmiany kota? Na razie zastrasza zwolenników, ale nikt przecież nie zaręczy, że brygada monstrualnych kotów któregoś dnia (dajmy na to o 5.00) nie zadrapie w drzwi oponentów. Radzę, by wszyscy oponenci (o zwolennikach nie ma co wspominać, bo oni może jednak zostali zahipnotyzowani, są więc na straconych pozycjach) już teraz zaczęli hodować monstrualne psy, które odstraszą monstrualne koty "miłego starszego pana".
Redaktor Żakowski podsumowuje swoje rozważania stwierdzeniem, że skoro "miły starszy pan" na wszystkie wyłuszczone bezeceństwa nie reaguje, zachowując milczenie, do czego ma, oczywiście, prawo, jak wcześniej miał prawo zatrudnić panów Leppera, Giertycha, Ziobrę i Macierewicza, "nie powinien liczyć na to, że ktokolwiek sensowny uwierzy w jego rzeczywistą przemianę".
Dobrze, że przynajmniej red. Żakowski nie milczy. Ośmielę się twierdzić, że na wymowność red. Żakowskiego przemożny wpływ mają spożywane przez niego "jajka bez cierpienia", o których wspomniała w tym samym numerze GW Ewa Siedlecka.


Komentarze
Pokaż komentarze