capa capa
58
BLOG

Ci-devant

capa capa Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Tadeusz Bartoś zatroszczył się o "ludzkie sumienia" zagrożone "butami" Rady ds. Rodziny polskiego episkopatu. ">Sanktuarium ludzkiego sumienia<" zostało zgwałcone wydanym przez Radę komunikatem w sposób niecywilizowany, nieestetyczny, wręcz prostacki. "Jakby brakowało elementarnej wrażliwości, podstaw dobrego wychowania" - dodaje Tadeusz Bartoś. Wniosek jest prosty, jak cała zresztą argumentacja Tadeusza Bartosia - Kościól nie może odmawiać Komunii św. zwolennikom in vitro. To najważniejszy i zarazem pierwszy, jak go określa autor, aspekt problemu. 

Tadeusz Bartoś  tak dalece przesiąkł postępowym wolapikiem, że niepostrzeżenie zatracił umiejętność cieniowania myśli. Jakże to ułatwia życie. Inni  muszą się nagłowić, żeby w jakiejś ważnej sprawie wyrazić własne zdanie, wypośrodkować wszelkie "za i przeciw", znaleźć najcięższe argumenty dla podtrzymania wyrażonego stanowiska, zwłaszcza gdy jest kontrowersyjne - Tadeusz Bartoś nie musi. Tadeusz Bartoś przyswoił sobie (bądźmy uczciwi, niespecjalnie skomplikowany przecież) pewien zasób emocjonalno-sloganowych pojęć i tak uzbrojony może walczyć nawet w husarii. A husaria - wiadomo - była niezwyciężona. Dziś "ludzkimi sumieniami" można wszak, na zasadzie psychologicznego szantażu, przygwoździć Augustyna, Akwinatę, Bellarmina, każdego. Nawet Arystoteles musiałby podkulić ogon. Duchowni "powinni podejmować dyskusje" z wiernymi, "a nie wydawać" im "nakazy", twierdzi Tadeusz Bartoś. Gdybyż to jeszcze było odkrywcze! Pal sześć, czy wartościowe, ale gdyby przynajmniej było oryginalne. Nad nowościami można dyskutować. Nawet dzieciom nie odmawia się dyskusji, gdy plotą androny. 

Kościół w ujęciu ściągaczek, z których korzysta Tadeusz Bartoś (nie odmawiam mu prawa do wyrażania własnych przekonań, ale nie powiem przecież, że sam to wymyślił), powinien być zatem, jak to określiłem w innym tekście, kołem swobodnej wymiany myśli. Naprawdę swobodnej i idealnej. Mówimy o wszystkim, niczego nie narzucamy, unikamy skrajności, bo skrajności jak niezgoda rujnują, i dochodzimy do wspólnych przemyśleń. Najlepiej, jeśli zwycięzy punkt widzenia, który uzyskał największą ilość głosów. Jeśli przypadkiem zwycięży niewłaściwy punkt widzenia, ot na przykład taki, który depcze "ludzkie sumienia", przeprowadzamy reasumpcję głosowania. 

Na zarzut, że to, co piszę, nie dorównuje poziomowi argumentacji Tadeusza Bartosia, a więc jest prostackie, odpowiem: jest w pełni wystarczające. By to stwierdzić, wystarczy wczytać się w tekst Tadeusza Bartosia. Tadeusz Bartoś udaje bowiem (a może jedynie zapomniał), że to, czego go kiedyś uczono, nie istnieje. Pisze bowiem: "co ktoś uważa lub nie uważa nie jest przedmiotem grzechu w teologii katolickiej. Złe lub dobre moralnie są czyny." Bardzo to pokrętne, bo sugeruje, że dyskutujemy o tym, czy należy zakazać sprzedaży bez. Rzeczywiście, jedni je lubią, inni nie, a jeszcze inni wiedzą, jak je jeść. Problem in vitro do podobnych dylematów jednak nie należy. "Złe moralnie są czyny", mówi Tadeusz Bartoś, ale w takim razie co zrobić ze sławną frazą o grzechu popełnianym myślą (MYŚLĄ właśnie), mową, uczynkiem i zaniedbaniem? Tego Tadeusz Bartoś nie zdradza.

Na tym nie koniec. Tadeusz Bartoś w komunikacie Rady ds. Rodziny episkopatu dostrzegł również drugi aspekt. Rzec można, drugie dno. Ten drugi aspekt to "podejrzenie", że mamy do czynienia ze stanowiskiem "bardziej politycznym niż etycznym". Kto się jeszcze nie domyślił, o co chodzi, służę cytatem: "Biskupi pośrednio więc celują w kandydata PO, wskazują na jego słaby punkt." Czyżbyśmy dopłynęli do Itaki? "Ludzkie sumienie" "ludzkim sumieniem", wolapik wolapikiem, ale nieraz bardziej liczy się nakaz chwili. "Nakaz" brzmi dwuznacznie, a od wszelkiej dwuznaczności jestem daleki, prostuję więc: ale nieraz bardziej liczy się głos własnego sumienia.  

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości