capa capa
74
BLOG

"Wszystko jedno, Belka czy nie Belka"

capa capa Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Co czyni (niezręcznie byłoby napisać, że "robi") premier Tusk w czasie powodzi? Złośliwcy mówią, że naśladuje Edwarda Gierka, który lubił pokazywać się w udojniach, masarniach, masowych wylęgarniach i ze szczególnym zamiłowaniem u włókniarek. Ale tak mówią jedynie złośliwcy, ponieważ wiemy, że Gierek gospodarskie wizyty składał w czasach niekończącej się prosperity. Słuchał o takich ilościach mleka, że można by nim było zalać pół świata, podziwiał jajka, kurze jajka, które wielkością przypominały jaja dinozaurów (tak nam się, drodzy Rodacy, kiedyś wiodło!), a każdą włókniarkę, i tak uśpioną nieziemskim szczęściem raju, który przeżywała na ziemi, socjalistycznej ziemi, nie omieszkał zapytać o zdrowie i samopoczucie. Tak, wiecie, rozumiecie. Strzeżmy się złośliwców! Redaktor Wołek z pewnością by się ze mną nie zgodził. Jacy tam złośliwcy. To dzieło "bojówek PiS-u", a "bojówki PiS-u" mogą być zajadłe, ale przecież nie są złośliwe, bo nie ma złośliwości bez inteligencji. 

Inni twierdzą, inni, ale wywodzący się z podobnej kategorii, a może jeszcze gorszej, że powodzianom towarzyszą telewizja i premier Tusk. W takiej właśnie kolejności. Co należy rozumieć, że bez udziału telewizji premier Tusk rzadziej pokazywałby się wśród powodzian. Ci sami dodają, że obecność premiera niczemu nie służy, bo on niczego innego nie czyni ("robić" to sobie może Iksiński), tylko dyskutuje, co w tej specyficznej sytuacji oznacza, że odrywa wszystkich od pracy. Są jednak i tacy - niegodziwcy! - którzy dodają: gada, gada, a za łopatę nie chwyci, by choć w symboliczny sposób pomóc. Ze zgrozą wysłuchuję podobnych opinii, zwłaszcza że ludzie rozsądni bez przerwy w telewizji mówią, że zachowanie premiera jest jak najbardziej zrozumiałe, ponieważ rząd musi wykazywać zainteresowanie klęską, od tego przecież jest. Tak, ale rozsądnych słuchają jedynie rozsądni.

Premier Tusk wcale nie naśladuje, każdy powinien to sobie wbić do głowy, Edwarda Gierka. Zachowuje się jak rex ambulans. Monarcha podróżujący, taki, który nie zagrzewa nigdzie miejsca, bo na wszystko chce mieć baczenie. Wysyła wprawdzie swych urzędników w teren, by kontrolowali, zdawali relację, ale to zbyt mało. Zobaczyć coś samemu, na miejscu podjąć decyzję, choćby się jej nie podejmowało, zrugać terenowych oficjeli, innych dowartościować, rzucić hasło "kochajmy się", "zgoda buduje" (przepraszam, to repertuar w tym sezonie zarerwowany dla kogoś innego), dodać otuchy poddanym, prowadzić z nimi niekończące się rozmowy - to zadanie dla prawdziwego męża stanu. Tak czyni Donald Tusk. Obserwując jego działania, powinniśmy przemyśleć podstawy ustrojowe naszego państwa. Wydaje się bowiem, że prezydent wcale nie jest nam potrzebny. Chcemy monarchii. Monarchii miłości. Liberalnie nam panujący Donald I - oto, czego nam dziś, dziś i na wieki, potrzeba. Korzyści byłyby zresztą większe. Marszałek-prezydent przestałby być marszałkiem-prezydentem. Pomijając fakt, że zdjęto by z niego ciężar, nie musiałby czynić żadnych wyrzeczeń. Wielka Rada Bystrych kazała mu odrzucić dubeltówkę, w zamian wręczając aparat fotograficzny. Żebyż jeszcze kamerę filmową, wówczas z reżyserem Wajdą mógłby nakręcić "Domowymi sposobami pacyfikujemy wojnę domową". Ale aparat fotograficzny! Aż ciśnie się do mej spiskami napchanej głowy podejrzenie: czy Wielka Rada Bystrych nie sugeruje, że sam marszałek-prezydent do bystrych nie może być zaliczony? Drżę na samą myśl, a to znak, że w spiskowaniu posunąłem się do granic absurdu. Tak czy inaczej, gdyby koronowano Donalda Tuska, marszałek-prezydent mógłby zostać Wielkim Łowczym Królestwa. Mało tego, jak monarchia to monarchia, mógłby zostać Wielkim Łowczym i Wielkim Fotografem Królestwa. Król powinien mieć również nadwornego błazna. Gdyby król Donald I chciał poprzestać na jednym, miałby prawdziwy embarras de richesse. Gdyby zdecydował się na wielu błaznów, nie zawiódłby się na żadnym.

Wzorem szefa nie próżnują też inni. Europoseł Nitras powiadomił naród, że w związku z powodzią parlamentarzyści PO są na wałach. Nie zdradził wprawdzie, czy wszyscy parlamentarzyści, czy jedynie ich większa część (nikt nie wątpi, że o mniejszej nie mogłoby być mowy), ale są. W związku z tym pytam. gdzie jest, do stu diabłów, telewizja? Ta PO i ta "prawie" PO, jak rzekł był Andrzej Wajda, któremu powinniśmy podziękować za wylewność, ponieważ dotychczas nikomu nie przychodziło do głowy, że PO cieszy się poparciem jakiejkolwiek telewizji. Gdzie są obie te stacje (wiadomo, że pozostałe złośliwie przemilczają fakty), dlaczego nie pokazują parlamentarzystów PO na wałach? Chyba że Andrzej Wajda się pomylił? A może ktoś złośliwy (dobrze, dobrze, ktoś z "bojówki PiS-u") celowo wprowadził go w błąd? Andrzeja Wajdę!? To byłoby straszniejsze od powodzi!

Nie próżnują członkowie rządu. Na przykład minister Klich robi (w tym przypadku "robi" wystarczy) wszystko, by wzbogacić Wielką Księgę Przysłów Polskich. I wzbogacił. "Jedna bateria wiosny nie czyni" - rzekł był podczas powitania żołnierzy amerykańskich. W związku z tym zastanawiam się, czy minister Klich jest wystarczająco wykorzystywany przez rząd. Może premier powinien specjalnie dla niego utworzyć jakieś dodatkowe ministerstwo, żeby minister Klich był ministrem obojga ministerstw. Nie mogę podpowiedzieć - nie ta głowa - ale mogłaby to zrobić Julia Pitera. I na pewno zrobi, gdy tylko upora się z nawałem pracy.

A co z Belką? Nic. Marszałek-prezydent, może dlatego, że z nikim swej decyzji nie konsultował, nawet z premierem, nawet z Wikipedią, znów coś tam poplątał. A potem się dziwią, że czyhająca na wszelkie potknięcia rządu, PO i marszałka-prezydenta Monika Olejnik mówi: "Wszystko jedno, Belka czy nie Belka".  Swoją drogą, dziennikarz nie powinien być aż tak jadowicie złośliwy. 

"Belka czy nie Belka", ważniejsze są opinie ludzi nauki. Magdalena Środa mówi o dusznym Watykanie, ostrzega przed V kolumną katolików, o których już Locke powiedział, że bardziej służą Rzymowi niż własnemu państwu. Na miejscu Magdaleny Środy byłbym ostrożniejszy. Straszenie Polaków dotychczas było domeną PiS-u. Czyżby etyczka chciała, żeby red. Wołek i ją zaliczył do "bojówki PiS-u"? W sprawie ministra Klicha nie mogłem służyć radą, teraz zdobędę się na śmiałość. Trzeba dużo czytać, szczególnie wówczas, gdy się chce brylować erudycją. Podobne brednie wypowiadano na długo przed pojawieniem się Locka.         

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości