Ucieszyło się moje serduszko, gdy parę dni temu europoseł Nitras obwieścił, że parlamentarzyści PO stoją na wałach. Tak trzymać, mówiłem do siebie, nie zginiemy, powtarzałem, jeśli mamy takich parlamentarzystów. Postoją na tych wałach, wyjdzie słoneczko, zobaczywszy ich, uśmiechnie się do nich, uśmiechnie się do nas... i po powodzi. Entuzjazm nieco przybladł, gdy okazało sie, że rzecznik Graś, który zapewne na wałach również pełnił dyżury, nie wytrzymał i zamiast dalej stać, znów zaczął mówić. Tym razem podzielił się swoim niepokojem. Oznajmił, że czeka na "rzeczywistą przemianę Palikota". Powiało grozą. A nuż wykracze! A jeśli ten ostatni nieoczekiwanie, naprawdę przemieniony, zażąda, by premier podał się do dymisji, bo jest nieudolny, wykrzyczy, że marszałek-prezydent nie może zostać prezydentem, ponieważ zdarza mu się mówić "przyjełem"? No, jak prezydent może mówić "przyjełem", nawet, jeśli to tylko przejęzyczenie. A co, jeśli powie, że PO powinno zostać rozwiązane, bo się do niczego nie nadaje, nawet do tego, żeby być partią opozycyjną? A jeśli z rozpaczy pobiegnie z kanistrem benzyny i podpali siedzibę TVN, mówiąc potem, że pomylił ją z telewizją publiczną? A jeśli pokropi Kazimierza Kutza wodą święconą, wołając, że to "lany poniedziałek"? A jeśli sam siebie, za karę czy w celu odbycia pokuty, ześle do Burundi, nie zabierając ze sobą największego w Polsce znawcy tego państwa? Rzeczniku Graś, proszę zostawić Palikota w spokoju. Nie podcina się gałęzi, gdy jaskółka wiosny nie czyni, jak rzekłby minister Klich, przygotowujący nową, rozbudowaną edycję Wielkiej Księgi Przysłów Polskich.
Mam też pretensję do premiera Tuska. Powódź nie mija, mało, że nie mija, grożą następne uderzenia, a premier nie wysyła na wały prawdziwej Wunderwaffe. Dlaczego na wałach nie stoi, dlaczego bez przerwy na wałach nie stoi Stefan Niesiołowski? Wstyd, panie premierze. Stefan Niesiołowski, z braku poważniejszych zajęć, wciąż szuka zakonspirowanych agentów PiS-u. Bez trudu ich, oczywiście, znajduje i grzmi: "To jest cała lawina błotna kłamstw, pomówień, insynuacji, oszczerstw, a Kaczyński udaje, że tego nie ma, nie odnosi się do tego." A mógłby jednym pstryknięciem palców. Ot, pstryk i wyrzucamy Wildsteina, Sakiewicza i Pospieszalskiego, "symbole kłamstwa". Najpierw ich, a potem kolejne symbole. Pięknie, ale jest to ze strony Stefana Niesiołowskiego działanie nieproduktywne. Ludzie są gorsi od owadów. Nie suchają, owady też wprawdzie nie słuchają, ale z nimi łatwiej sobie poradzić. A przecież Stefan Niesiołowski mógłby tyle jeszcze dobrego zrobić dla Polski - produktywnie. Ma wszelkie zadatki na proroka. Refleksyjne spojrzenie, ascetyczny wygląd i myśl jak śnieg u Fałata. Ubrać go w szaty prorocze, założyć długowłosą perukę, wręczyć siatkę na motyle (kostur byłby zbyt natrętny, gotów go ktoś jeszcze pomylić z żebrakiem) i posłać na wały. Niech stanie na nich i woła: "O, ty wstrętna wodo, ty pohańbienie, ty oszczercza cieczy, ty tajfunie pomówień, kłamstw i insynuacji, ty zgnilizo moralna, wzywam cię, byś ustąpiła, nie przekroczysz wału, na którym stoję, odpłyń, odpłyń. Woda nie człowiek. Posłucha. A jeśli nie posłucha, to przynajmniej się nasłucha. Stefan Niesiołowski wreszcie poczuje się spełniony, pozostali parlamentarzyści będą mogli zejść z wałów (bo co niby mieliby robić w obecności Stefana Niesiołowskiego; ewentualnie mogliby krzyczeć: Stefanie, Stefanie, Kostku, Kostku, głośniej, głośniej), a Stanisław Tym napisze o tym tragikomiczny felieton.
Na wały, Stefanie Niesiołowski, na wały!


Komentarze
Pokaż komentarze