Redaktor Wołek wpadł na pomysł, by podzielić się z rodakami swymi przemyśleniami o polityce (nikt go wprawdzie o to nie pytał, ale jak cię nie pytają, sam odpowiadaj - oto dewiza red. Wołka). Redaktor Wołek jest dziennikarzem nieprzewidywalnym. Wszyscy spodziewali się, że napisze o Kaczyńskim coś osobistego, coś jadowitego, jest bowiem jak żmija zygzakowata, takie ma trujące zębiska, słowem, że i tym razem napisze coś, co mógłby za niego napisać ktoś inny, znający jego myśli i styl. Niezbadane są jednak wyroki Boskie. Redaktor Wołek pisze bez urazów osobistych, pisze na zimno, analitycznie, z troską o Polskę, z potrzeby serca. Co tam z potrzeby. Pisze z przemożnej potrzeby, podejrzewając, że jeśli nie napisze o Kaczyńskim - "siewcy konfliktów", stanie się coś niedobrego. Jakiś szósty zmysł podpowiedział mu zresztą również, że naród tego jego pisania łaknie, że gotów się na red. Wołka obrazić za milczenie.
Oj, tego red. Wołek narodowi nie mógł uczynić. Nie mógł też dopuścić, by ktoś z Wielkiego Areopagu uznał jego milczenie za przejaw braku zaangażowania (gdzieś tam nad głową red. Wołka zaczął trzepotać transparent z napisem 'Pinochet"). Przykro by mu też było, gdyby przyszli badacze dziejów dziennikarstwa za sto lat nie dostrzegli w grupie osób ostrzegających przed Kaczyńskim jego nazwiska. Wszystko, tylko nie to, rzekł sobie red. Wołek. Rzekł i zasiadł do pisania. Na miejscu Kaczyńskiego wyjechałbym na przyspieszone wakacje do Egiptu. Na miejscu doradców prezesa PiS-u wykupiłbym cały nakład Rzeczpospolitej i przegryzł wszystkie łącza internetowe, by Kaczyński nigdy nie dowiedział się o tekście red. Wołka. Redaktor Wołek nie tylko bowiem ogłasza, że nie będzie na Kaczyńskiego głosował, ale ... i to już jest groźba większa od zmutowanej dżumy: "podejmie próbę odwiedzenia od tego zamiaru każdego, kto zechce [go] wysłuchać." Żarty się skończyły. Redaktor Wołek znany jest przecież z tego, że umie przekonywać tych, którzy chcą go słuchać. A jeśli, o zgrozo, posłucha go cała Polska! Ta groźba jest całkiem realna. Co wtedy? Co mogłoby się stać, gdyby Kaczyński nie otrzymał żadnego głosu? Redaktor Wołek może wszak przekonać nie tylko wszystkich dzisiejszych zwolenników Kaczyńskiego, ale jeśli w dodatku przekona również Kaczyńskiego. Nie dostać w wyborach powszechnych żadnego głosu, to gorzej niż wybrać się na polowanie z marszałkiem-prezydentem. Żeby nie mieć Kaczyńskiego na sumieniu, red. Wołek, z dobroci serca, sam musiałby na niego oddać głos.
Nie wiem, kim bardziej jawi się red. Wołek ze swoim epokowym tekstem: politologiem, moralistą, filozofem? Najcięższym grzechem Kaczyńskiego nie jest wcale, zdaniem red. Wołka, działalność polityczna, mimo że inaczej jak pustoszącą nazwać jej nie sposób. Redaktor Wołek o kilka długości wyprzedza innych analityków, widać mniej lotnych, którzy bez przerwy piszą i mówią wyłącznie o spustoszeniach politycznych. Kaczyński doprowadził "do fatalnego podziału w społeczeństwie", dotykając wszystkich "niemal dziedzin życia", "od kategorii etycznych poprzez estetykę i kulturę aż po najszerszą sferę cywilizacyjną". Czytając to, łapałem się za głowę. Boże drogi, powtarzałem, dzięki choć za to, że Kaczyński nie wywołał wojny światowej. Tego byłem pewien, ale nie byłem pewien, czy czasem to nie on podpalił Reichstag. I żeby tyle złego uczynić własnemu narodowi! Kultura, estetyka, cywilizacja. A więc to dlatego w Polsce nie ma autostrad, to dlatego nasz jazz gorszy jest od jazzu amerykańskiego, to dlatego Kandinsky nie urodził się w Polsce, a Conrad z niej wyjechał. Kaczyński wzbudził w rodakach tak złe emocje, że nie udało się to nawet komunistom w czasie stanu wojennego. Nie Kaczyński wszystko sam inicjował, to prawda, przyłożyli się też jego "pretorianie", ale ... "Wszelako nic nie działo się bez jego przyzwolenia." "Swoich oponentów traktuje nie jak przeciwników, ale jak wrogów, których należy zdyskredytować i - przynajmniej moralnie - unicestwić." Takich przejawów nienawiści, które Kaczyński wywołał, nigdy nie było w Polsce wcześniej, "bodaj od zamierzchłych czasów stalinizmu", dodaje red. Wołek, który często działa jak bąk. Nakręcony nie może się zatrzymać.
Redaktorze Wołek, Wielki Demaskatorze, naród z wdzięcznością pochyla czoła. Cóż, biedny, doświadczany przez los, uczyniłby bez red. Wołka. Musiałby go sobie wyimaginować. Taka imaginacja to dobra rzecz. Czasem jednak ... Kiedyś byłem przekonany, że Sołogub wymyślił sobie Pieriedonowa. Myliłem się. On go gdzieś musiał zobaczyć.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)