Niedawno red. Żakowski chciał badać Kaczyńskiego na wariografie. Nie wywołało to spodziewanego trzęsienia ziemi, nie zahamowało powodzi (powiadam raz jeszcze, tego dokonać może wyłącznie Stefan Niesiołowski wystawiony na wałach), nie pospadały regały w bibliotece Kongresu, nawet w trybie przyspieszonym, rzeklibyśmy ekstraordynaryjnym, nie wręczono red. Żakowskiemu Pulitzera. W dodatku nie zaszkodziło "miłemu starszemu panu", w którego przemianę red. Żakowski tak bardzo chciałby uwierzyć, tak bardzo, jak my chcemy wierzyć w to, że red. Żakowski chce wierzyć. "Miły starszy pan" nadal, lekceważąc wysiłki red. Żakowskiego, a to jest prawdziwe igranie z ogniem, "śmieszy, tumani, przestrasza". Z położeniem akcentu na "przestrasza". "Przestrasza" ludzi inteligentnych, kulturalnych, obytych, znających świat (zwłaszcza Burundi, kurort dla intelektualistów) i przez świat znanych (szczególnie w Burundi, które uwielbia prawdziwe elity, czyli elity elit).
Redaktorowi Żakowskiemu nikt nie śmie odmówić daru refleksu. Zreflektowawszy się więc najszybciej, jak mógł, red. Żakowski zaapelował do tych samych czytelników, ale uderzając tym razem w inne struny. Nie kryję podziwu dla red. Żakowskiego, obawiam się jednak, że z dobrotliwości serca chciałby widzieć w swych czytelnikach własne odbicie. Ładnie to z jego strony, ale niechcący zrzucił na ich barki ciężar, który może czytelników zmiażdżyć, a tego przecież red. Żakowski wolałby uniknąć. Prawda, na posterunku zostałby red. Wołek, ale to jakoś byłoby głupio: Wołek czyta Żakowskiego, Żakowski czyta Wołka. Czy wówczas nie lepiej od razu pisać do szuflady? Mniejsza z tym, w końcu nie nasza to sprawa. Zreflektowawszy się więc, red. Żakowski proponuje, żeby uwierzyć w przemianę Kaczyńskiego, czyli innymi słowy dać mu spokój. Nie, żeby tak od razu całkowicie, ale jednak. Uwierzywszy "miłemu starszemu panu" (czy aby red. Żakowski nie jest zbyt łatwowierny, czy przypadkiem nie zaciągnął się do "bojówek PiS-u", podpowiada mi red. Wołek, z którym mam kontakt telepatyczny - nic z tych rzeczy, red. Żakowski odkrywa bowiem prawdziwe intencje), stanął z kilofem w dłoniach i zaczął rozbijać "beton". "Beton" PiS-owski, jakiż inny mógłby rozbijać, skoro już od dawna innego "betonu" nie ma. Nie licząc zwykłego betonu, ale przecież tego betonu red. Żakowski nie będzie rozbijał, bo i po co miałby to robić? Redaktor Żakowski chciałby rozbić "beton" PiS-owski, ponieważ polubił "miłego starszego pana", a rozbijając "beton", mógłby mu pomóc. Dlaczego? Ależ to proste, jak teksty... każdy na własną odpowiedzialność wstawi odpowiednie nazwisko. Dlatego, że "beton" PiS-owski może się zbuntować przeciw Kaczyńskiemu, a to byłoby straszne, skoro Kaczyński nie jest już straszny. Redaktor Żakowski ma trudniejsze zadanie i jest tego w pełni świadom. Rozbijanie "betonu" może nie pomóc, do podniesienia buntu gotuje się również "ogłupiany latami elektorat". A bez elektoratu nie ma polityka. "Miły starszy pan", ten fajny "miły starszy pan", który tyle dobrego mógłby jeszcze uczynić, nie będzie miał okazji. "Ogłupiany latami elektorat" zawyje, bo on przecież nie mówi, tylko wyje, że Kaczyński "przeszedł na drugą stronę z jakichś niskich pobudek". Masz babo placek. Takiemu wyzwaniu nie podoła nawet red. Żakowski.
Może i nie podoła, ale może przecież zmienić zdanie. Ponownie się zreflektować. W trzeciej odsłonie otrzymamy "miłego starszego pana", którego wszyscy lubimy, jego partyjnych kolegów, którzy sami się rozbiją i przestaną być "betonem", stając się fajnymi politykami, elektorat, który nagle zmądrzeje, a "czarnym ludem" zostanie marszałek-prezydent, jego sotnią koledzy partyjni, a elektorat marszałka-prezydenta nieoczekiwanie zgłupieje. Czy ja się przypadkiem nie zagalopowałem?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)