Z PSL-em jest jak z dzieckiem. Jeśli jest grzeczny, mamusia (wielogłowa, wieloręczna, wielojęzykowa złożona z wiedzących wszystko lepiej i lepszy od wszystkich mająca smak) głaszcze go po głowie. Może nie z największą czułością, ale głaszcze. Potem myje ręce, te wieloręczne ręce, ale głaszcze. Jeśli jednak PSL jest grzeczny inaczej, ta sama mamusia leje go po tyłku wielopasem. Leje, ile wlezie. A że jest mamusią naprawdę surową, nie tylko leje, nierzadko też upokarza. Przyznajmy, że to dziwna mamusia. Dziwna dlatego, że gdyby ją zapytać, czy wolno bić dzieci, a już tym bardziej, czy wolno je upokarzać, ofuknie każdego, rozdziera szaty w geście dezaprobaty (ten rym był niezamierzony), pokazując okazałe wdzięki, i woła: bić nie wolno, upokarzać tym bardziej. Dlaczego zatem czasami bije i upokarza PSL? Pewnie dlatego, że jest dziwna, choć niektórzy zamiast "dziwna" używają innego przymiotnika.
Jacek Fedorowicz, który, jak widać, choć nie chce się w to uwierzyć, także jest ręką (mikroskopijną wprawdzie, ale i tego mu inni zazdroszczą) mamusi, dał klapsa ministrowi Sawickiemu. Nie jest sadystą, nie zostawił na pupie ministra Sawickiego pręg, klapsnął go jedynie ironią. Polityk PSL-u zasłużył na karę, ponieważ odważył się nazwać Marka Belkę ("Belka nie Belka", jak mawia heroina nauk ekonomicznych Monika Olejnik) monetarystą. A, fuj (dla spragnionych nektarów erudycji - "Teruś, fuj"), otrząsnął się na wieść o tym Jacek Fedorowicz. Otrząsnął się, ale jeszcze próbował trzymać fason. Fason ironii. Ktoś mu kiedyś rzekł, że nie jest zwykłym satyrykiem, jest ironicznym satyrykiem, a to znaczy niemal to samo, co wytrawny humanista. Uchwycił się więc tego fasonu ironii i dodał, że z podobnymi kuriozami mieliśmy już do czynienia. Wtedy mieliśmy z nimi do czynienia, gdy liberałowie wyjmowali z lodówek zwykłych zjadaczy chleba całą ich zawartość. Jacek Fedorowicz ma jednak coraz słabsze dłonie, szybko puścił to, czego się uchwycił. Złapał się tego, co mu pozostało. Dowiedzieliśmy się, że dla PSL-u słowo monetarysta jest obelgą, a on sam, PSL, rzecz jasna, jest krzyżem, który musi dźwigać premier Tusk. Tego bardziej finezyjnie nie ująłby nawet rzecznik Graś.
Nie zabrakło również autoironii. Twierdzi bowiem Jacek Fedorowicz, że nie wie, czy Belka jest monetarystą, czy nim nie jest, bo przecież wiedzieć wcale nie musi. Nikt nie wie wszystkiego (dodajmy, że jest to najbardziej trafne spostrzeżenie całego tekstu Jacka Fedorowicza), ale Jacek Fedorowicz jest w lepszym od innych położeniu. On może się odwołać do opinii tych, którzy wiedzą. Którzy to ci wiedzący? Ależ to oczywiste. To "moi", mentorzy Jacka Fedorowicza. Jeśli oni powiedzieli Jackowi Fedorowiczowi, że Marek Belka byłby świetnym szefem NBP, to przecież Jacek Fedorowicz nie będzie tego kwestionował. Zwłaszcza że są to ludzie, którzy nigdy nie wstąpiliby do PSL-u. Już prędzej do Polskiego Związku Łowieckiego, ale do PSL-u - nigdy!
W zanadrzu Jacek Fedorowicz ma jeszcze coup de grace satyry. Gdyby Grzegorz Kołodko był przeciw Belce, Jacek Fedorowicz osiągnąłby pełnię szczęścia, utwierdziłby się w przekonaniu, że ma rację. Dziś, zgoda, ale jutro? A gdyby jutro jego mentorzy kazali mu uwierzyć w talenty Kołodki? Czyż to nie byłaby satyra? Prawdziwa satyra.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)