capa capa
152
BLOG

Niesiołowski, czyli mimetyzm

capa capa Rozmaitości Obserwuj notkę 3

Wśród mnogości wesołków i kabareciarzy, zawodowych i amatorskich, trudno znaleźć poczucie humoru, które byłoby prawdziwym darem Niebios. Na ogół wszystko to jest jakieś takie wymuszone, zamówione, wypocone z obserwacji tendencji panujących w środowiskach uznanych za wiedzące lepiej i więcej od pozostałych. Ani to mądre, ani odważne, ani oryginalne, ani - tym bardziej - dowcipne. Nikt, kto ma choć odrobinę poczucia humoru, pradziwego poczucia humoru, oglądając podobne występy, nawet się nie uśmiechnie. Rechoczą jedynie ci, którzy prezentują poziom podobny do wykonawców. Ci rzeczywiście rechoczą, spadając z krzeseł, i wołają "bis". Moglibyśmy z tego powodu rozdzierać szaty, gdyby nie istniał Stefan Niesiołowski.

Stefan Niesiołowski ma krystalicznie czyste poczucie humoru. Oglądając lub słuchając jego występów, z krzeseł spadają najbardziej wyrafinowani odbiorcy. Siła humoru Stefana Niesiołowskiego tkwi (oprócz, rzecz jasna, wrodzonego talentu) w śmiertelnej powadze, z jaką wypowiada swoje teksty. Taki polski Buster Keaton. Od normy, czyli - paradoksalnie - czegoś nieosiągalnego dla konkurencji, nie odbiegał wczorajszy kabaret, w którym w roli tła wystąpiła, także obdarzona subtelnym poczuciem humoru, Monika Olejnik. Zaczął nasz Buster Keaton od dobrego wzorca. Naśladował Hitchcocka, na początku musi być trzęsienie ziemi (w tym przypadku komiczne trzęsienie ziemi) a potem trzęsienia międzyplanetarne. Zaczął od swego stałego repertuaru. Od "nieszczerej", "nieprawdziwej" przemiany Kaczyńskiego, od "kłamstw", "insynuacji", "wyzwisk", "wycia", "opluwania", "łobuzów" i "pogardy". Dla zaczerpnięcia powietrza dodał, że Kaczyński to "trzeciorzędny opozycjonista, który ma kompleksy", ponieważ "zazdrości pierwszorzędnym opozycjonistom". Omal nie osunąłem się pod stół, zanosząc się huraganowym śmiechem. Nie miałem czasu na wytchnienie, gdy Stefan Niesiołowski ze śmiertelną powagą stwierdził, że "bardzo wysoko ceni" posła Nowaka, a o sobie rzekł: "zawsze prowadzę i prowadziłem kampanię merytoryczną". W tym momencie nie wytrzymałem i rozpłakałem się do łez. Mój wybuch śmiechu słychać było chyba w Burundi. Nie zdążyłem się uspokoić, a każdy, kto słucha występów Stefana Niesiołowskiego, wie, że jest on tak bardzo wymowny, że nie daje czasu na wytchnienie, gdy usłyszałem, że "Kaczyńskiemu nic nie rośnie", chociaż "na Smoleńsku się trochę pożywił". Nie rosną mu chyba te posadzone dęby, ale tego nie byłem pewien, a dalsze słowa naszego Bustera Keatona nie pozwoliły mi na zebranie myśli. Po Kaczyńskim przyszła kolej na ludzi Kaczyńskiego, których cechuje "bezmyślna fascynacja anachronicznym" przywódcą. Charakteryzuje ich "bagienny bulgot, bełkot". I ponownie cudowne przejście od zwolenników do samego Kaczyńskiego. Rzekł bowiem Stefan Niesiołowski, że gdyby Kaczyński "zrobił coś przyzwoitego", bardzo by się zdziwił, ale skoro niczego takiego nie zrobił, "niczemu się nie dziwi". Gdy już umierałem ze śmiechu, Buster Keaton dobił mnie pchnięciem miłosierdzia. O gafach marszałka-prezydenta powiedział, że są "drobnymi potknięciami", "nic z tego nie wynika poważniejszego." Życie uratował mi sam Stefan Niesiołowski, kończąc swój występ kabaretowy. 

Występy kabaretowe Stefana Niesiołowskiego to tylko część jego pracy. Jako polityk musi zajmować się również rzeczami poważniejszymi. Jest przy tym niemal mężem opatrznościowym, bo jak napisałem niedawno, tylko on wystawiony przez premiera na wałach może powstrzymać wodę. W polityce tkwi Stefan Niesiołowski od lat. Inni tkwią w niej w sposób konserwatywny. Wstępują do jakiejś partii i w niej pozostają. Jeszcze inni zmieniaję partie, ale w innych nie zawsze znajdują spełnienie, a nawet jeśli znajdują, pozostaje w nich coś starego. Stefan Niesiołowski i pod tym względem jest fenomenem. Ma niespotykany dar przystosowania. Wyrzuca z siebie siebie, jeśli wcześniej miał w sobie siebie, i staje się kimś zupełnie innym, takim, jakim powinien być w nowym środowisku. Klasyczny syndrom Zeliga. W ZChN-ie atakował, z furią atakował komunistów, nie odpuszczał też sojusznikom komunistów. Rzucał wyzwiskami, pienił się, krzyczał, nie znał umiaru. Za grosz nie znał umiaru. "Nasze" media (zawsze bowiem są jakieś "nasze" media) w nagrodę uczyniły go postrachem dzieci. Każdy bachor na najmniejsze wspomnienie o ludożercy Niesiołowskim stawał się aniołkiem. W PO Stefan Niesiołowski, nie zmieniając metod, zmienił jedynie obiekt ataku. Zdaje się zresztą, że z wiekiem zradykalizowały się również metody. "Nasze" media uczyniły z Niesiołowskiego gwiazdę pierwszej wielkości. Grzecznym maluchom przedstawiły wujka/dziadka Stefana jako idealnego opowiadacza bajek przed zaśnięciem. Opowiadacza kojącego.

Jutro Stefan Niesiołowski może się znaleźć w PSL-u. Cóż robiłby w PSL-u? Bez przerwy chodziłby w mundurze strażackim i z laptopem pod pachą, twierdząc, że Waldemar Pawlak wynalazł internet, Donald Tusk jest największym szkodnikiem w dziejach ludzkości, który szkolił się na prywatnych kursach u Heroda, a marszałek-prezydent jest aż tak wielkim ignorantem, że w Burundi mógłby być co najwyżej cieciem. Gdyby zapisał się do Samoobrony, chodziłby do solarium i twierdził, że Andrzej Lepper jest drugim ... Witosem(?), Piłsudskim (?) - nie wiem. Nie mam aż tak wielkiej wyobraźni. W klubie "Tęcza" Stefan Niesiołowski śpiewałby do zamkniętej szafy razem z Jarząbkiem: "łubu, dubu, łubu, dubu ..." 

    

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości