capa capa
64
BLOG

"Nie czuję się politycznym brojlerem"

capa capa Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Marszałek-prezydent nie traci kontaktu z rodakami. Dla tych obywateli, którzy mogliby go nie zapamiętać z "naszej" telewizji, wystosował list. List do Obywateli Rzeczpospolitej Polskiej. List ma przekonać obywateli do głosowania na marszałka-prezydenta. Słuszna idea. Patrzący na nas ze zdjęcia marszałek-prezydent zachwala swą "wiarę i odwagę" w działalności opozycyjnej, przypomina wysoką cenę, jaką trzeba było płacić "za wierność ideałom". Jego dobre prawo. Każdy, kto nie jest posłem Nowakiem, nie będzie, co oczywiste, zadawał zbędnych pytań.

W wolnej Polsce wskazuje marszałek-prezydent na swój "umiar i odpowiedzialność, zdolność do zawierania porozumień i kompromisów". Stwierdza również, że potrzebne były "doświadczenie i umiejętność pracy na rzecz państwa". Cóż, to zdanie marszałka-prezydenta. Są tacy, którzy te czasy wspominają nieco inaczej. Owszem, przypominają sobie marszałka-prezydenta zawierającego kompromisy, ale przypominają sobie jednocześnie wiele gestów i słów, które z kompromisem nie miały nic wspólnego. Gdyby zatem marszałek-prezydent chciał być w swym liście bardziej dokładny, powinien był przypomnieć, z kim kompromisy chciał zawierać, z kim zaś zawierać ich nie chciał z całą pewnością.

Całą pierwszą część przesłania do obywateli, mimo różnic zdań, uznać można za przekaz poważny. W drugiej dało o sobie znać niepohamowane poczucie humoru marszałka-prezydenta i jego sztabu. Marszałek-prezydent chce (chce, nie marzy - to ważne), by Polska była państwem "nowoczesnym, sprawnym, stabilnym i dostatnim". Zgadzamy się z marszałkiem-prezydentem. Każdy chciałby tego samego, ale w końcu nie każdy ubiega się o urząd prezydenta. Marszałek-prezydent, by urzeczywistnić proponowany program, będzie dążyć do zmniejszenia podatków i skłonienia urzędników, by "dobrze nimi gospodarowali, skupiając się na wspieraniu edukacji, nauki i kultury, służby zdrowia i zapewnieniu wszystkim poczucia bezpieczeństwa". W tym katalogu zabrakło wprawdzie popierania polskiej kosmonautyki, ale nie bądźmy zbyt wymagający, ten postulat marszałek-prezydent może zaproponować, ubiegając się o reelekcję, jeśli, rzecz jasna, zwycięży w tegorocznych wyborach. Program marszałka-prezydenta jest dowcipny, ale, jak to bywa z opowiadającymi dowcipy, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Oto bowiem marszałek-prezydent stwierdza, że będzie "mobilizował Rząd do usuwania barier krępujących przedsiębiorczość", będzie "walczył o jak najlepsze wykorzystanie środków unijnych, przeznaczonych na rozwój naszej infrastruktury i modernizację wsi." Cudownie, ale czy to oznacza, że dotychczas o to nie zabiegał? Że to go nie interesowało? Że nie miał - jako marszałek - czasu, by się tym zająć? Czy może oznacza, że dotychczas nie był świadom, że to, co proponuje dziś, było aktualne już wczoraj? Gdybyśmy odpowiedzieli twierdząco na choć jedno z tych pytań, okazałoby się, że marszałek-prezydent nie ma elementarnych (podkreślmy - ELEMENTARNYCH) kwalifikacji do zajmowania się polityką. A skoro wszyscy popierający marszałka-prezydenta twierdzą, że jest on Kopernikiem polityki, musimy założyć, że z nas żartuje, że swym listem po raz kolejny chciał nas jedynie rozbawić. 

W tej samej konwencji dowcipu utrzymany jest następny akapit. Dzięki UE, której jesteśmy członkiem (marszałek-prezydent nie dodaje, czy takim samym członkiem jak Norwegia, ale darujmy to, list nie jest przecież popisem erudycyjnym), możemy budować "nowoczesne drogi, lotniska, stadiony, remontować szkoły i modernizować biblioteki".  Za to odpowiedzialny jest wprawdzie rząd, przytomnie zauważa marszałek-prezydent, ale "Prezydent musi wspierać te działania, pilnować, by nikt nie utrudniał marszu ku normalności, ku rozwojowi". I marszałek-prezydent jako prezydent tego dopilnuje. Zwłaszcza że będzie współpracował z rządem Donalda Tuska, którego osiągnięcia w wymienionych przez marszałka-prezydenta dziedzinach są przecież spektakularne.

Jeśli ktoś sądzi, że to koniec jest w błędzie. Marszałek-prezydent wytrwał w konwencji halnego poczucia humoru do ostatniej kropki. Polska potrzebuje "zgody i współpracy", prezydent musi "wznieść się ponad podziały polityczne", musi "umieć porozumiewać się nie tylko z Rządem, ale także z opozycją". Albo więc, pisze dalej marszałek-prezydent, wybierzemy "drogę sporów, kłótni i podziałów", albo wybierzemy jego, czyli drogę "rozsądnej i stabilnej współpracy na rzecz rozwiązywania polskich problemów". Niczego nie wymyśliłem. Marszałek-prezydent twierdzi, że będzie prezydentem zgody narodowej, że będzie doskonale współpracował z opozycją. Dlaczego tak twierdzi? Najpewniej dlatego, że jako marszałek słynął/słynie z idealnej współpracy z opozycją. Nie będzie dzielić, będzie łączyć. Zapewnia nas o tym.

Może jestem człowiekiem zbyt małej wiary, ale treść listu marszałka-prezydenta mnie nie przekonała. Już chwytałem się za głowę, myśląc, że to koniec, że Polska wejdzie na drogę "sporów, kłótni i podziałów", bo przecież podobnie jak ja mogą marszałkowi-prezydentowi nie uwierzyć też inni. Zgnębiony nie znajdowałem sobie miejsca, gdy nieoczekiwanie usłyszałem, że marszałek-prezydent powiedział o sobie: "Nie czuję się politycznym brojlerem". I to mnie przekonało. Nie chciałbym, żeby moim prezydentem był "polityczny brojler". Wolę brojlera niepolitycznego. A poza tym, jak to będzie wspaniale brzmieć, gdy marszałek-prezydent, witając się z inymi głowami państw, zacznie od powitania: Nie jestem politycznym brojlerem, a potem dopiero uraczy ich swą wiedzą o świecie i wysublimowanym poczuciem humoru.

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości