capa capa
58
BLOG

Rostowski za Grasia, Graś za Rostowskiego

capa capa Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Minister Rostowski nie spełnia się na swoim stanowisku. To znaczy, on się na nim spełnia, ale właśnie dlatego, że się na nim spełnia, nie spełnia się na nim. Jest najlepszy, a jeśli jest najlepszy, znaczy to, że nie jest najlepszy. Tę regułę niektórzy znają. Minister Rostowski byłby jeszcze lepszym ministrem, gdyby był innym ministrem. Rząd z ministrem Rostowskim, ale ministrem Rostowskim w innym ministerstwie, byłby jeszcze lepszym rządem. Byłby rządem najlepszym. Nie tylko w Polsce. Minister Rostowski powinien zastąpić ministra Grasia. Nie dlatego, że minister Graś jest złym ministrem. Minister Graś jest dobrym ministrem i dlatego, że jest dobrym ministrem, powinien go zastąpić minister Rostowski. Nie mówię, że byłby lepszym ministrem od ministra Grasia, bo trudno sobie wyobrazić ministra lepszego od ministra Grasia, ale właśnie dlatego byłby ministrem lepszym od ministra Grasia. Nie byłby, oczywiście, ministrem najlepszym, bo ministrem najlepszym na miejscu ministra Grasia byłaby minister Pitera. Ale minister Pitera nie może być na miejscu ministra Grasia, bo byłaby lepszym ministrem od ministra Grasia. A to znaczy, że byłaby gorszym ministrem. Minister Graś nie powinien nie być ministrem. Minister Graś powinien zastąpić ministra Rostowskiego. Powinien go zastąpić z powodów wyłuszczonych powyżej. Brzmi to wprawdzie nie tylko bełkotliwie, brzmi również absurdalnie, ale jeśli tylko ktoś przyjrzy się funkcjonowaniu rządu, obiektywnie przyzna, że są to wyłącznie pozory myślenia absurdalnego. 

Minister Rostowski ma tak kolosalne zasługi dla finansów państwa, że są one dla zwykłych śmiertelników niezauważalne. Tak najczęściej się dzieje, gdy minister przerasta obywateli, gdy ich przerasta w tak niebywały sposób, że nie są oni w stanie podążać nie tylko za jego myślą, ale nawet za jego czynami. Osiągnięć finansowych ministra Rostowskiego możemy nie dostrzegać, umielibyśmy natomiast dostrzec jego talenty innego rodzaju. Funkcja rzecznika rządu, piekielnie trudna, należy do tego typu wyzwań, że wykonująca je osoba musi mieć dar przekonywania obywateli. Przekonywać musi prostymi metodami, najbardziej prostymi metodami. Rzecznik Graś czyni to w sposób mistrzowski. Byłoby z mojej strony niegrzecznością tłumaczyć, dlaczego tak się dzieje. Rzecznik Rostowski, o, to dopiero byłaby gratka. On umiałby ożenić prostotę z subtelnością, skromność z umiarem, obiektywizm z jeszcze większym obiektywizmem, profesjonalizm z dobrym mniemaniem o własnej wartości.

Kto nie jest przekonany, niech żałuje, że nie wysłuchał wywiadu, jakiego minister Rostowski ostatnio udzielił. Na prośbę o komentarz do stwierdzenia marszałka-prezydenta, że Polska powinna wejść do strefy euro dopiero wówczas, gdy gospodarka europejska będzie się rozwijała szybciej od polskiej, odpowiedział, że o wiele gorzej byłoby, gdyby prezydent Kaczyński obraził Niemców stwierdzeniem, że w UE wszystkim rządzi niemiecki bank centralny. Gdyby chodziło o inną kwestię, Kaczyński na pewno obraziłby Niemców w inny sposób. Na przykład, wzorem nieśmiertelnego Parysa, wykradłby Angelę Merkel i przywiózł ją do Polski. Następstwa byłyby oczywiste. Statki całej Europy pod banderami Niemiec wpłynęłyby polskimi autostradami do naszej kochanej zielonej wyspy i doszłoby do wojny. Wojna ta trwałaby zapewne krócej, ale musiałaby się skończyć podobnie jak trojańska. Na prośbę o skomentowanie innego stwierdzenia marszałka-prezydenta, tego o Polsce jako płatniku netto, rzecznik in spe wraca do... wiadomo, wraca do Kaczyńskiego. Gdy dziennikarka próbuje go zbić z tropu, mówiąc, że Kaczyński podobnej bredni nie wypowiedział, ministrer Rostowski daje do zrozumienia, że mógłby ją przecież wypowiedzieć. Co mógłby powiedzieć? Zgadujmy. Mógłby powiedzieć, że Polska sprawuje pełną kontrolę polityczną nad Niderlandami, które leżą w Azji środkowo-wschodniej i zamierza w niedalekiej przyszłości podbić afrykańską Portugalię, której walutą jest jen, jen portugalski. Zażartowałem. Tak mógłby argumentować rzecznik Graś, minister Rostowski rzecz ujmuje inaczej: "Mamy oczywiście kandydata, który popełnia wpadki, i mamy kandydata, który wpadek nie popełnia, bo nie udziela wywiadów..." Salomonowe rozstrzygnięcie! Wieża w Pizie jest prosta, chociaż jest krzywa, ale gdyby nie była krzywa, byłaby przecież prosta, a że jest perfidna, stoi krzywo, nie jest więc prosta, ale gdyby tylko przestała być perfidna, ewidentnie byłaby prosta. Rzecznik rządu powinien być wzorem obiektywizmu. Czyż minister Rostowski nie byłby wzorem obiektywizmu? Ależ byłby, szczególnie we fragmencie: "Mamy oczywiście kandydata, który popełnia wpadki..." Biedny ten marszałek-prezydent. Czy w ogóle jest jeszcze ktoś, poza samym marszałkiem-prezydentem, kto dostrzega w nim właściwego kandydata?

Ale wróćmy do ministra Rostowskiego. Minister Rostowski boi się zwycięstwa Kaczyńskiego. Na szczęście dla siebnie nie jest odosobniony. Najgorzej, jeśli nie ma braterstwa strachu. Zwycięstwo Kaczyńskiego byłoby, domyślamy się tego, gorsze od okrętów europejskich na polskich autostradach. Żeby minister Rostowski mógł przestać się bać, powinien zwyciężyć marszałek-prezydent. "To nareszcie będzie prezydent - uświadamia nas minister Rostowski - z którym będzie można wreszcie merytorycznie współpracować, chronić Polskę przed tymi zagrożeniami, które czyhają." Na taką myśl rzecznik Graś, przyznajmy to, nigdy by nie wpadł. Sam zacząłem, przekonany przez ministra Rostowskiego, zacierać ręce. Jakaż to będzie wspaniała Polska, jakaż to będzie wspaniała Europa, jakiż to będzie wspaniały świat, gdy wszyscy zaczną  "merytorycznie"  współpracować z marszałkiem-prezydentem. Żeby tylko marszałek-prezydent nagle nie stracił głosu, bo wówczas nici z "merytorycznej" współpracy. W ogóle wspaniale będzie mogło być dopiero wtedy, gdy marszałek-prezydent zwycięży, a PO wygra następne wybory, biorąc 100% mandatów. Wówczas przeszkadzać mogłyby tylko żywioły (np. ból zęba ministra Rostowskiego, błąd fryzjerki minister Pitery), ale miejmy nadzieję, że one się przeciw nam nie sprzysięgną.

Apeluję zatem do premiera, którego w kręgach literackich zainteresowanych polityką nazywają Wielkim Mamamuszim, by powołał ministra Rostowskiego na stanowisko rzecznika rządu. Apeluje również, by na miejsce ministra Rostowskiego powołał ministra Grasia. Minister Graś nie jest wprawdzie ... 

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości