capa capa
131
BLOG

Ogary ponownie spuszczono ze smyczy

capa capa Rozmaitości Obserwuj notkę 3

Największy z cudów polityki miłości (niezapowiadany zresztą, choć jedyny, jaki się, niestety, spełnił) dotyczył wizerunku medialnego PiS-u. Partię tę uznano nie tylko za populistyczną do szpiku kości (to trochę mało, nie przemawiałoby do wszystkich), staroświecką w sposób wręcz wstydliwy, bojącą się i nie znoszącą świata i obcych, nieporadną, niszczycielską i przede wszystkim nienawistno agresywną. Pięć pierwszych cech działało jedynie na środowiska czytające odpowiednią prasę, i to czytającą ją od niemal dwudziestu lat, oglądające odpowiednie programy telewizyjne, słowem na środowiska łatwo poddające się manipulacji. Zwłaszcza że tej manipulacji często dokonywano profesjonalnymi metodami. Te środowiska nigdy tak naprawdę nie umiały myśleć w pełni samodzielnie, a wraz z upływającym czasem, przy różnej skali euforii po upadku komunizmu, wystrychnięte zostały na dudka przez bystrzejszych od siebie. I to wcale nie przez bystrzejszych, którzy tę swoją bystrość ukrywali, ale przez tych, którzy się nią afiszowali. Niepewność różnego rodzaju, może przede wszystkim niepewność intelektualna powodowała, że te środowiska same zaaprobowały rolę odgrywaną przez bystrzejszych. Nie trzeba też zapominać o rzeczy podstawowej. Tych bystrych postrzegano nie tylko jako doskonale wykształconych, mądrych, zasłużonych, po części kombatantów, ale także jako ludzi znających świat i znanych w świecie. To imponowało, a z czasem przyjmowane było jako coś naturalnego. Bystrzejsi mogli się zmieniać persponalnie, mogli schodzić z głównej sceny życia polityczno-intelektualnego, ale ich rola tak doskonale ugruntowała się w powszechnej opinii środowisk mniej pewnych siebie, że stała się dogmatem. Dogmatem przyjętym na wiarę, jak to dzieje się z dogmatami, i zachowywanym z równą gorliwością, jaką dawni chrześcijanie zachowywali dogmaty Kościoła. Tamci wierzyli w Boga wiarą pozbawioną wątpliwości, ci, taką samą, uwierzyli w opinie głoszone przez bystrzejszych. Uwierzyli do tego stopnia, że gdyby któryś z tych bystrzejszych, gdyby nawet wszyscy bystrzejsi ogłosili manifest, w którym odkryliby swoje prawdziwe intencje, uznano by to za żart albo przeniewierstwo. Za żart albo przeniewierstwo, ale nie za poświadczenie prawdy. Działają tu proste mechanizmy zaczadzenia i samoobrony.

Ostatnia z wymienionych wyżej cech zaczęła oddziaływać na zdecydowanie większą ilość Polaków. Jej korzenie nie są trudne do zrozumienia. Na początku transformacji ci sami bystrzejsi ogłosili dogmat o nieagresywności w polityce. Oficjalnie mówiono o zapobieżeniu kłótliwości, w praktyce chodziło o wyeliminowanie partii inaczej myślących, które oskarżano o swarliwość wychodzącą poza dopuszczalne granice. Wystarczy sobie przypomnieć, jak chwytliwymi hasłami-wytrychami stały się dwa słowa: olszewiki i oszołomy. W momencie, gdy pojawiła się realna groźba spetryfikowania wpływów PiS-u, którego program był przez bystrzejszych nie do zaakceptowania pod żadnym pozorem, zaczęto skomasowaną akcję pokazywania tej partii jako zbiorowiska ludzi durnych i śmiesznych, a gdy to nie wystarczało  - jako hordy dzikich zwierząt, których dalsze pozostawanie przy władzy może grozić... Także pamiętamy. Zamiast mleczarzy o 5.00 będą przychodzić funkcjonariusze. Środowisk łatwo poddających się manipulacji nie trzeba było do tego przekonywać, one o tym już wiedziały, trzeba było przekonać ludzi zwykłych. Ludzi, którzy polityką się nie interesują, a może szczególnie takich, których przynajmniej część działań i osiągnięć PiS-u zaczęła przekonywać. Tak się zaczęło i tak się skończyło. Mimo wszystkich błędów, potknięć czy niezręczności PiS-u (gwoli uczciwości dodajmy, że wcale nie było tego mało) zaważyła rozsiewana atmosfera strachu. A potem niepostrzeżenie, przyznajmy jednocześnie, że zgrabnie, strachowi i obronie przed nim zaczęła towarzyszyć metoda agresji. Ta, którą imputowano PiS-owi. Nawet, jeśli PiS bywał agresywny (a przecież nieraz bywał, choć lepiej byłoby powiedzieć, bywał bardziej nieporadny niż agresywny, szczególnie wówczas, gdy wypróbowani i nieocenieni dziennikarze prowokowali do określonych zachowań), była to w porównaniu z PO agresywność piaskownicy.

Im jednak dłużej, dosadniej, konsekwentniej PiS atakowano, tym bardziej wzrastały notowania PO. Ulegający wpływom byli w siódmym niebie, i tym razem nie domyślając się nawet, jak bardzo robieni są w durnia, a zwykli ludzie do tego, może i bez szczególnego upodobania, po prostu przywykli. Polityka jest grą nieczystą, kłócą się wszyscy, wszyscy są sobie równi, ale z tym PiS-em coś musi być jednak nie tak, skoro bez przerwy się o nim mówi źle. A o PO, choć jest agresywne w sposób niestosowny, tego samego się nie mówi. A jeśli się nie mówi, to coś w tym musi być. Twierdziłem tak po ostatnich wyborach parlamentarnych i ani trochę nie zmieniłem zdania: wbrew wszelkim komentarzom (mam na myśli komentarze ludzi, których warto słuchać) PiS przegrał wybory dzięki mediom, czyli dzięki propagandzie. Nie czas zresztą, by to w tym miejscu rozwijać.

Katastrofa smoleńska podziałała jak opamiętanie, a może, czego wykluczyć nie sposób (wbrew sondażom poparcia dla prezydenta i partii) ta tendencja istniała już jakiś czas przed katastrofą, tylko nie miała okazji zaistnienia w odbiorze publicznym. Agresję zaczęto sytuować po właściwej stronie i zaczęto ją piętnować jako coś niezwykle niszczącego. PO znalazło się w niezręcznej sytuacji, musiało przyhamować. Stąd umilknięcie najbardziej zajadłych, stąd składane deklaracje o nowym pojmowaniu polityki. Trwało to jednak tylko chwilę. W komentarzach pojawia się opinia, że deptanie Kaczyńskiego po piętach marszałkowi-prezydentowi zmusiło PO do wskrzeszenia dawnych obyczajów i że będzie ono te obyczaje jeszcze bardziej barbaryzować, bo jakiś tam przygotowany dla tej partii sondaż udowadnia, że przynosi to wymierne korzyści. Nie mam wątpliwości, że agresji będzie jeszcze więcej, ale ona nie zaczęła się wczoraj. Zaczęła się zanim ów domniemany sondaż mógł zostać przeprowadzony. PO wierzy, a może to bystrzejsi wierzą i radzą, że jest to najlepsza metoda, ponieważ dotychczas się sprawdzała. I dlatego wciąż oglądamy różne persony, których nazwisk nie ma powodu wymieniać, które prześcigają się w zwykłym - nazywajmy rzeczy po imieniu - chamstwie.

PO popełnia grzech pychy. Popełnia znacznie więcej grzechów, ale grzech pychy popełnia ze szczególnym zapamiętaniem. Do kogo się bowiem zwraca? Przecież nie do bystrzejszych i bystrzejszopodobnych. Dla nich nie musiałoby kiwać palcem w bucie. Oni i tak zagłosują na marszałka-prezydenta. Gdyby im zaproponowano rzecznika Grasia czy minister Kopacz, na nich oddaliby swoje głosy, głosząc dokadnie takie same peany, jakich wysłuchuje, zapewne ku swemu zdumieniu, marszałek-prezydent. Nie zwraca się też do łatwowiernych, bo ci bez PO zostaliby osieroceni. Zwraca się do zwykłych ludzi. Do zwykłych ludzi, którym nieco ponad dwa miesięcy temu wmawiało, że musi się zmienić dyskurs polityczny. I to jest wysoce dla tych ludzi obraźliwe, ponieważ oznacza traktowanie ich jak stada baranów. Pamiętajmy jednak, że z powodu traktowania ludzi jak stada baranów zgasła gwiazda Unii Wolności.   

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości