Wódz naczelny przemówił. Wódz naczelny przemówił z zatroskaną miną. Wódz naczelny przemawia wspaniale. Wódz naczelny hipnotyzuje swoich słuchaczy. Wódz naczelny liczył na odniesienie wspaniałego sukcesu. Wódz naczelny odnióśł wspaniały sukces. Wódz naczelny został ponownie wybrany wodzem naczelnym. Wodzowi naczelnemu nie zaufało jedynie 11 głosujących. Wódz naczelny podejrzewa, że w skład tej 11 wchodzili pani Cugier-Kotka z rodziną - wszyscy poprzebierani za członków partii wodza naczelnego. Wódz naczelny nie mógł się nacieszyć, że nie tylko poraził swych zwolenników maestrią myśli, siłą przekazu, zdolnościami oratorskimi i gestykulacyjnymi, ale również nietuzinkowym poczuciem humoru. Wódz naczelny od dawna zazdrościł marszałkowi-prezydentowi poczucia humoru. Wódz naczelny od jakiegoś czasu nie robi nic innego, tylko ściga się z marszałkiem-prezydentem o laur najbardziej dowcipnego polityka. Wódz naczelny tym razem wygrał, ponieważ po każdej niemal wypowiadanej przez niego frazie zgromadzeni słuchacze wybuchali śmiechem. Wódz naczelny cieszył się, gdy wybuchy śmiechu wszczynał marszałek-prezydent, nie tylko sławny z poczucia humoru, ale również umiejący docenić poczucie humoru u równych sobie. Wódz naczelny ucieszył się bardziej, oprócz marszałka-prezydenta śmiali się bowiem panowie Schetyna i Sikorski. Wódz naczelny ucieszył się jeszcze bardziej, gdy dostrzegał, że zachowywano odpowiednią hierarchię śmiechu - zaczynał marszałek-prezydent, w chwilę po nim śmiał się pan Schetyna, jego sąsiad, a po panu Schetynie śmiał się, w dodatku śmiał się po oksfordzku, czyli jakby godniej i z większym zrozumieniem sensu dowcipu, pan Sikorski. Wódz naczelny, uskrzydlony sukcesem, zamierza zwrócić się z pytaniem do Stanisława Tyma, czy nie powinien zacząć kariery estradowej, obojętne - solowej lub grupowej (kabaret pod nazwą POkładamy się ze śmiechu), a pan Tym, po konsultacjach z bardziej odeń wyrafinowanym panem Fedorowiczem, udzieli rekomendacji w "Ośle, czyli baranie".
Z kolei marszałek-prezydent zadowolony z przemówienia wodza naczelnego, które uzmysłowiło mu, że musi wygrać wybory, po przeczytaniu dziennej porcji Wikipedii, utrudzony udał się na spoczynek. Jutro też jest dzień, jutro znów będzie trzeba błyszczeć dowcipem.
Tymczasem Kaczyński przybity informacją o dziadkach z Wehrmachtu i Armii Rosyjskiej zastanawia się, czy nie zrezygnować z wyścigu o prezydenturę. Zwłaszcza że wódz naczelny, idąc za ciosem dowcipu, niebawem może wspomnieć o babciach służących w Vietcongu i armii Mao. Podziwiamy wodza naczelnego za jego odwagę cywilną. Media, zwłaszcza "nasze" media, są tak bardzo wyczulone na wszelkie agresywne zachowania polityków, że każdy na jego miejscu byłby ostrożniejszy. A on nie. On może pójść z mediami, zwłaszcza z "naszymi' mediami", na wojnę. Wódz naczelny musi być odważny.
Wódz naczelny po raz kolejny powiadomił też naród, czyli elektorat, że nie zamierza wykluczać z partii "człowieka bez właściwości", bo gdyby chciał wykluczać za wypowiadane głupstwa, musiałby zostać w partii sam. Był to zapewne jedynie skrót myślowy, każdy bowiem wie, że w partii pozostaliby marszałek-prezydent, poseł Nowak, poseł ... Pozostaliby wszyscy, wszak to partia ludzi inteligentnych. Czy przypadkiem wódz naczelny nie sugeruje, że "człowiek bez właściwości" jest po prostu idiotą? Czyżby to była nagroda za wierną służbę? Ależ to byłby dowcip! Dowcip bijący wszystkie dotychczasowe dowcipy wodza naczelnego i marszałka-prezydenta razem wzięte.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)