m.zemla m.zemla
420
BLOG

Intryga pałacowa - Cz.I

m.zemla m.zemla Rozmaitości Obserwuj notkę 4

Żeby nie było wątpliwości - poniższy tekst to politicion fiction. Miłego czytania ;)

Późny wiosenny wieczór, 10 kwietnia, Belweder. W siedzibie prezydenta nie widac żywego ducha. Wszystkie światła pogaszone poza jednym w gabinecie głowy państwa. W powietrzu unosi się gęsty, nerwowy nastrój.

Donald Tusk, do tej pory człowiek sukcesu, mistrz robienia dobrej miny do złej gry musiał uznac dzisiejsze demonstracje za swoją porażkę. Widział tych ludzi. Znali już prawdę i wiedział że jest ich zdecydowanie więcej niż podawały najżyczliwsze sondaże Homo Homini. Opróżniony do połowy Jack Daniels stojący na biurku z mahonia zdawał się tylko to potwierdzac. Przez dobrą minutę milczał, spacerując wzdłuż gabinetu nie mogąc zdobyc się na spokojny ton.

Z pomocą przyszedł mu prezydent.

- Słuchaj, Donald. To że ich tyle dzisiaj było nic jeszcze nie znaczy. Niech sobie raz w roku przyjadą pisiory do Warszawy to ostudzi ich trochę i później znowu będzie jak dawniej. Zresztą - rzuci się rano Palikota, tfu, Niesiołowskiego i po sprawie.

- To za mało ! Zdecydowanie za mało ! Dzwoniłem do Tarasa ale gnojek żąda od nas jedynki w najbliższych wyborach za swoje poparcie... - ostatnie zdanie premier rzucił z rezygnacją - Proponowałem mu pracę w mediach i własny talk show ale zna swoją wartośc... Jak tak dalej pójdzie stracimy władzę...

- Kto straci ten straci. Ja tam mam zapewnione jeszcze cztery lata rządów, gorzej z tobą, Donek. Ale przy całym twoim uroku pewnie znajdzie się dla ciebie ciepła posadka jako np. mój rzecznik a Sławka odeśle się gdzieś wyżej, zasłuzył chyba chłopak na awans ? - Bronek cedził kolejne słowa z nieukrywaną satysfakcją. Pamiętał dobrze słowa premiera na temat roli prezydenta - No, nie chmurz się tak bo odbiorą ci tytuł Słońca Peru. Mów, co mam zrobic.

Donald Tusk zacisnął zęby. Wiedział, że krnąbrny prezydent często przez swoje improwizacje zabiera czas śmiania się z pis'u w "Szkiełku". Teraz nie mogło byc mowy o żadnej samowolce, cała wizyta w Moskwie musiała wypasc jak najlepiej.

- Pojedziesz do Moskwy. Spotkasz się ze swoim rosyjskim odpowiednikiem. Poprosisz o materiały dotyczące śledztwa smoleńskiego i resztę akt katyńskich. Równocześnie wspomnisz o bajkowej współpracy pomiędzy naszymi rządami i że dziękujesz za życzliwe przyjęcie.

- No nie wiem, muszę się poradzic Nałęcza. On ruskich z nas zna chyba najlepiej. - mruknął Bronek - Wspominał że jakaś awantura z płytą tam była. "Narobili nam niezłego bigosu z tą tablicą" zdaje się wspominał...

- Nałęcza się w tej kwestii nie słuchaj. A co do anegdotek, jedno słowo powiesz że Smoleńsk był kiedyś polskim miastem to samemu cie do Moskwy wyślę. Bez  możliwości powrotu - ton z jakim Donald wypowiadał słowa wskazywał że jest śmiertelnie poważny - A co do tablicy, to złóżcie kwiaty pod brzozą i nie będzie problemu.

- Masz w ogóle jakieś dobre wieści ? Straszenie pis'em się wyczerpuje, ta afera ze Ślązakami tylko na chwilę ich zatrzyma - patrząc na zmęczonego premiera uzupełnił kieliski - Proszę.

Tusk zmierzył kieliszek wzrokiem. Łatwiej mu było przełknąc jego zawartośc niż ewentualną porażkę. Spec od PR'u mówił mu, że łaska ludu to rzecz ulotna ale nie wierzył mu. Miał media, większośc w sejmie i senacie i skłóconą opozycję. Wyrwało mu się nawet, że nie ma z kim przegrac w jednym z wywiadów. Był już serdecznie zmęczony wojną polsko - polską jednak wiedział że bez niej PO będzie równie wyraźne jak pismo lekarskie. Zwłaszcza, że tuszowanie kolejnych afer robiło się coraz trudniejsze.

- Tak. Meller, nasz syn marnotrawny powrócił i z nową energią wali w PiS. Po za tym zatrudniłem kolejnych propagandzistów na salon24. Trzeba po prostu czekac...


CDN.

m.zemla
O mnie m.zemla

Ciekawy świata, optymistycznie patrzący do przodu z kręgosłupem moralnym i dumny z bycia patriotą.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości