Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
613
BLOG

Śmiertelnie znużona Kinga Dunin

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Polityka Obserwuj notkę 0

 

Kinga Dunin jest śmiertelnie znużona. Cóż tak nuży ją śmiertelnie, że jeszcze zdąży przed śmiercią ze znużenia napisać felieton (jeśli ta nazwa pasuje do tekstu tak lekkiego, że aż staje się przyciężki intelektualnie i niegodny miana felietonu)? Otóż, jak sama wyznaje, „zajmowanie się aborcją wywołuje we mnie uczucie śmiertelnego znużenia”. Które to uczucie, żeby mogło być zwalczone, potrzebuje zmierzenia się z nim. Tak więc w myśl najlepszych porad ascetycznych mierzy się raz jeszcze, choć ją to śmiertelnie nuży, z tym, co ją nuży. Dlaczego jednak Kinga Dunin jest śmiertelnie znużona sprawą aborcji? – koniecznie trzeba zapytać i posłuchać odpowiedzi Umierającej-z-nudów:
Nawet lewica już o zmianie ustawy nie wspomina, związki partnerskie na sztandarach są jednak bezpieczniejsze. Polki pogodziły się chyba z sytuacją, a jeśli nawet nie, to nie są gotowe, aby masowo zaprotestować, hipokryzja okazała się wygodniejsza. Osobiście nie jestem już tym zainteresowana, a zdaniem chłopców-rozpłodowców z „Uważam Rze” nigdy nie byłam, bo feministki są zbyt ohydne, aby ktoś miał ochotę uszczęśliwić je ciążą.
Zachodzę w głowę i wychodzę z niej, ale ciągle nie rozumiem. Czy dlatego Kinga Dunin jest znużona, że nawet lewica wydaje się być tak znużona walką, że woli bezpieczniejsze potyczki? Czy może wygodna hipokryzja Polek (co trzeba mieć w głowie, żeby tak zinterpretować fakt niemasowego poparcia dla aborcji?) to powoduje? A może wiek autorki, o który nie wypada kobiet pytać, ale którego nie sposób nie podsłuchać w Internecie, wiek który skrył się pod tym zrezygnowanym wyznaniem: „osobiście nie jestem już tym zainteresowana”? Ale przecież wypadałoby powalczyć w imię przyszłych pokoleń, które – o zgrozo – ponoć rzadziej niż ich mamy uciekają się do aborcji?
Bo – powiedzmy to w końcu – felieton osobiście niezainteresowanej aborcją opiera się na badaniach CBOS, według których „nie mniej niż co czwarta, ale nie więcej niż co trzecia dorosła Polka przerwała kiedyś ciążę”, przy czym „w rocznikach młodszych ciążę, jak dotąd, przerwało tylko 10–15 procent kobiet”. No cóż, być może to „tylko” wynika z tego, że potomstwo aborcyjnie nastawionych po prostu nie chce zafundować swoim dzieciom tej zagłady, której same cudem uniknęło. Osobiście czy nieosobiście nie wierzę wcale, że wyniki te odzwierciedlają rzeczywistość, i wcale nie głównie dlatego, że badaniami opinii publicznej jestem śmiertelnie znużony (szczególnie jeśli obejmują one 3576 kobiet, a dotyczą spraw nieobojętnych wszystkim, jak widać nawet najbardziej znużonym).
„Ale to, co na pewno zmieniło się z powodu ofensywy zwolenników zakazu, to światopogląd i język” – tako rzecze wyrazicielka pokojowo nastawionych środowisk aborcyjnych, przymusowo ulegając – takie są prawa wojny – narzuconemu językowi, mowie nienawiści (oczywiście ubranemu w kulturalny transfelieton, spod którego tylko czasem wychyną „chłopcy-rozpłodowcy” czy „Terliki”). „Od przedszkola wbija się ludziom do głowy, że aborcja to zabijanie dzieci, co prawda nienarodzonych, ale jednak dzieci. I postawy społeczne do tego się dostosowują, a im młodsze roczniki, tym bardziej konserwatywne”. Wbija się więc od przedszkola dzieciom – gdzie, w którym przedszkolu? – że aborcja to zabijanie; bo jeśli to prawda, że się „wbija”, to może ktoś wcześniej „wybił” z tych głów – kto, zgadnij Koteczku? – tę oczywistą prawdę, że „aborcja” to tylko eufemizm zastępujący właściwszą tej czynności nazwę?
Pani Kingo, proszę opanować na chwilę śmiertelne znużenie i odpowiedzieć, czym jest „aborcja”, jeśli nie zabijaniem, co prawda nienarodzonego, ale jednak poczętego i rozwijającego się dziecka? Albo inaczej: kim jest to, co zwolennicy prawa do życia nazywają „dzieckiem”? Proszę uruchomioną pod koniec Pani tekstu wyobraźnię utrzymać jeszcze chwilę w stanie gotowości i wyobrazić sobie, że ludzie kulturalni i wykształceni, do których Pani nie musi aspirować, skoro już się w tym gronie Pani znajduje, nie posługują się w swoim myśleniu kategoriami dziecięcymi – nawet jeśli samo myślenie dotyczy dziecka. Bo choćby wyglądem z trudem przypominało elegancką Panią Kingę, i nie formułowało myśli w lekkie, acz przyciężki intelektualnie, felietony, kimże jest? Proszę sprawdzić, jeśli Pani nie wierzy: z dwóch dużych Terlików powstają małe, ale zawsze Terliki – ten sam gatunek. Nie zmieniają się w Terliki dopiero w fazie porodu, są nimi już wcześniej.
Co trzecia kobieta – znużona Dunin uruchamia pod koniec swojego tekstu wyobraźnię – wśród nas jest morderczynią, zabiła własne dziecko, a reszta to jej cisi wspólnicy, ci, którzy wiedzą, ale milczą, albo wręcz tacy, którzy ją do tego nakłaniali, kto wie, czy nie zmuszali. Zobaczmy to w autobusie, na ulicy, w kościele. W gronie znajomych, w pracy. Tak chyba widzą świat Terliki, a to z kolei musi mieć wpływ na ich równowagę psychiczną, na stosunek do innych, na sposób budowania własnej tożsamości. Takie życie w świecie, gdzie wszyscy są zamieszani w zbrodnię. Nie wiem, jak można to wytrzymać, i naprawdę współczuję.
No pewnie, lepiej uciec w śmiertelne znużenie. Bo gdyby jednak po uruchomieniu wyobraźni pozwolić jej jeszcze troszkę pofruwać, a przy tym kontrolować jej loty, tak żeby nie straszyła światem Terlików (który powstał w głowie Dunin na pewno, a w głowach Terlików tylko hipotetycznie), można by poszukać w historii ludzkości takich okresów, w których rzeczywiście „nie mniej niż co czwarty”, a być może nawet więcej niż co trzeci nie zauważał problemu, który potomni określili jako triumf nieludzkiego zła. W jakimś sensie ma Pani rację rozpoczynając od tytułu, który miał być prowokacją („wszyscy jesteśmy zamieszani w dzieciobójstwo”), i w pewnym sensie niechcący wypowiada Pani prawdę, kiedy kończy ironicznie: „Co tam traumy historyczne, to jest dopiero »wyparte« z naszej kultury”. Bo przecież świat zabijania dzieci (aborcja) i lęku przed nimi (antykoncepcja) nie jest wymysłem chorej wyobraźni. W statystykach demograficznych nie popełniono chyba błędów. Zejdźmy na ziemię, pani Kingo Dunin. Nie idźmy w wyparte.
Sławomir Zatwardnicki

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka