404 obserwujących
2903 notki
12169k odsłon
3733 odsłony

O środowiskach raz jeszcze. I o Mrówce

Wykop Skomentuj75

 Ponieważ mam absolutnie odwrotne niż Toyah i całkowicie ponure przeczucia jeśli idzie o wszystkie docierające do nas rewelacje na temat Smoleńska, postanowiłem się nimi nie zajmować w ogóle. Napiszę dziś o czymś innym, o próbach porozumienia ponad podziałami raz jeszcze i o pułapkach, które czekają na człowieka wykształconego na sposób humanistyczny.

Pojawił się w blogosferze, a konkretnie w salonie24 niejaki Kazimierz Mrówka. Od razu było wiadomo, że pan ów jest niedoświadczony i po prostu bezgraniczne naiwny. Przedstawił się z imienia i nazwiska z miejsca właściwie powiedział kim jest, a jest wykładowcą na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie, cokolwiek by to nie znaczyło, no i najważniejsze – Mrówka rozpoczął od pouczania innych blogerów. W tym mnie. Ja go za to zwyczajnie wyrzuciłem z bloga, bo prowadzę tu poważny interes i nie mam czasu na zabawy z małolatami, w dodatku aspirującymi. Mrówka zaliczył wtedy pierwszy sukces, bo napisał tekst ze słowem „coryllus” w tytule i zebrał 300 komentarzy. Potem było już tylko gorzej. Zajmował się bowiem nasz bohater tłumaczeniem jakiejś przemądrej francuskiej księgi pod tytułem „Podróż dookoła mojego pokoju”. Robił to w sposób charakterystyczny dla ludzi pysznych i niedoświadczonych życiowo – bez szacunku dla czytelnika, co zostało przez tegoż czytelnika z miejsca wykryte i pies z kulawą nogą na blog Mrówki Kazimierza nie zaglądał. Ja tam zajrzałem raz czy dwa, bo mi się go zrobiło żal. Tym bardziej, że występował Kazimierz w kostiumie szczerego, a do tego wykształconego i znającego języki patrioty. Co zapewne ludzie doradzający mu blogowanie przedstawiali jako atuty i rzecz potrzebną ku zbudowaniu ideowemu tej zdziczałej i nie szanującej autorytetów prawicy. W mojej ocenie jest to oczywiście prosta droga do klęski i zapomnienia. Nie byłoby jeszcze tak źle, bo Mrówka mógłby kręcić sobie te kółka dookoła pokoju, aż w końcu jakaś dziewczyna by się nim zainteresowała, ale on podjął się jeszcze akcji misyjnej. Do swojego zaś i tak nieciekawego emploi dodał „świetne kontakty ze studentkami i studentami, z którymi chodzi na piwo”. Równie dobrze mógłby sobie strzelić w łeb. Albo włożyć głowę do kominka, w którym pali książkami Tokarczukowej. O tym też zresztą napisał tekst. Tak wyposażony poszedł Mrówka nawracać pantryjotę i jego kolegów satanistów. Z tego co wiem robił to na blogu istoty podpisującej się nickiem Tessa, która swój nick ilustruje profilem jakiejś damy w balowej sukni. Wniosek stąd prosty, że ma krótkie nogi i jest przysadzista. Inaczej przecież nie zamieściłaby tego profilu. O tym co pantryjota i jego przyjaciele zrobili Mrówce możecie sobie przeczytać tutaj.

http://allahuakbar.salon24.pl/459104,spisek-prochowy-i-dezintegracja-kazimierza-mrowki

Nie ma się tutaj co rozpisywać o tych ludziach, których należałoby po prostu zdemaskować i pokazać w sieci ich zdjęcia, a także opisać ich dotychczasowe dokonania, bo co do tego, że jakieś i to poważne mają, nie może być wątpliwości. Bez tego nie zdobyliby się na tak czarne chamstwo. Niektóre z tych osób są zasłużone dla kultury, a może nawet dla sztuki. Tak sądzę.

Istotne jest to po co Mrówka tam polazł. Otóż zrobił to ponieważ on czuł i pewnie czuje nadal wspólnotę duchową z tymi ludźmi. Tak to się chyba nazywa, ten ściek – wspólnota duchowa? Czy może się mylę? Mrówka poszedł tam bo serio potraktował to ich gadanie i wierzył, że sprawy tak powierzchowne jak sympatie polityczne są niczym wobec wspólnych, głębokich, humanistycznych zainteresowań. Wyczuł poza tym, że tamci mają jakieś legitymacje w kieszeni, być może podobne do tej którą on również posiada, że także chodzą na piwo ze studentkami i studentami. Miał powody, żeby czuć do nich zaufanie, bo oni podobnie jak on nienawidzą takich jak ja. I zawiódł się srodze Mrówka Kazimierz co było do okazania wyżej. Zawiódł się, bo nie ma żadnej duchowej wspólnoty, a środowiska powstają nie dlatego bynajmniej, że ludzie lgną do siebie przyciągani magnetyzmem umysłu i serca, ale dlatego, że ktoś wyznacza im zadania do wykonania. Im więcej buziaczków przesyła pantryjota dla innych satanistów tym głębiej jestem o tym przekonany. Skaza ta jest widoczna od początku, odkąd zaczęto tworzyć pierwsze wspólnoty ludzi wolnomyślnych i swobodnych obyczajowo. I ja tutaj jeszcze raz wrócić muszę do swojej książki „Baśń jak niedźwiedź. Tom II”, gdzie opisałem dwóch agentów, jednego sułtańskiego i weneckiego używającego pseudonimu Kallimach, a drugiego cesarskiego nazwiskiem Konrad Celtis. Ludzie ci zjawili się pewnego dnia w Krakowie i zaczęli deprawować studentów tamtejszej akademii. Czynili to za pomocą pieniędzy, seksu i czarów. Cała zaś akcja zyskała spory rozgłos i nazwano ją humanizmem. Oni także mieli świetny kontakt ze studentami i studentkami, także chodzili z nimi na piwo.

Wykop Skomentuj75
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale