404 obserwujących
2903 notki
12169k odsłon
3486 odsłon

Trzy śmierci i sposób na życie

Wykop Skomentuj51

 Tekst poniższy napisał Toyaha i mój znajomy Don Paddington, który jest księdzem. Ma parafię w Poznaniu. Ponieważ nie często zdarza się, być tak głęboko skomplementowanym, pozwalam sobie ten tekst tutaj umieścić. On jest, ostrzegam, bardzo długi, ale też bardzo ciekawy.

Coryllus

 

 

Coryllus, w jednym ze swoich niedawnych tekstów napisał, że koncepcje polityczne reprezentowane przez Dmowskiego i Piłsudskiego,w dalszym ciągu sprawują rząd dusz po tzw. prawej stronie sceny politycznej. Słowem: choć wojna między trumnami tych dwóch Panów ciągle trwa, to dla tzw. „naszych” poza tymi trumnami nie ma nic. Ja się na tym w ogóle nie znam i stąd wolę teksty choćby o Róży siedzącej na grzędzie, niż teksty traktujące o tak poważnych sprawach jak polityczne programy, ale rozumiem: dopiero co mieliśmy Święto Niepodległości, porozmawiajmy więc o dobru wspólnym.

 

Zanim jednak do tej rozmowy dojdzie, chciałbym tytułem wstępu opowiedzieć o czymś, co na pierwszy rzut oka z polityką nie ma zbyt wiele wspólnego – to jest, a propos trumien – otrzech osiemnastowiecznych zgonach, o tym co je łączy i co z tego dla nas ewentualnie wynika.

 

Pierwsza śmierćdotyczy osoby Stefana Garczyńskiego, wojewody poznańskiego,

jednego z pierwszych dygnitarzy ówczesnej Rzeczypospolitej, autora dzieła pt.:Anatomia Rzeczypospolitey Polskiej, w którym to dziele postulował przeprowadzenie potrzebnych w kraju reform, zwłaszcza reform gospodarczych.

 

Leon Wegner, historyk – hobbysta żyjący 100 lat później, zgon Garczyńskiego tak opisał:

 

Dnia 21go września [1755 roku], w sobotę wieczorem, [wojewoda] powrócił [z podróży] przy zupełnem zdrowiu do Zbąszynia i przepędził tamże niedzielę w gronie synów swych i córki (). W następny poniedziałek z rana, napiwszy się kawy, którą mu zgotował i podał Jan Szorsz, służebny jego, zasiadł do pisania listów do Drezna, gdzie podówczas przebywał dwór królewski. Zaledwie jednakże kilka wierszy napisać zdołał, napadła go nagła słabość, połączona z gwałtownym bólem wewnętrznym, który go zmusił do położenia się. Kiedy w ciągu dnia coraz więcej wzmagała się jego słabość, połączona z nieustannemi womitami, których domowe środki uśmierzyć nie mogły, posłano po lekarzy do Cylichowy i do Wschowy. Lekarze, którzy przybyli we wtorek z rana, używali wszelkich środków na złagodzenie palącej go wewnętrznie boleści, lecz wszystkie usiłowania ich okazały się bezskutecznemi. W nocy z wtorku na środę dnia 24 września zakończył wojewoda żywot swój w gwałtownych boleściach.

 

Śmierć nagła wojewody powszechne w całej Wielkopolsce sprawiła wrażenie. Na żądanie rodziny jego odbyto sekcyą zmarłego, która wykazała, że wnętrzności jego były popalone i zczerniałe jak węgle. Kura, której odrobinę tychże podano, padła natychmiast nieżywą. Były przeto najsilniejsze poszlaki, że wojewoda umarł od zadanej mu trucizny”.

 

Podejrzenie zabójstwa padło na wspomnianego wyżej Jana Szorsza,pokojowca wojewody.Sługa ten był Niemcem wyznania ewangelickiego,któryjak to Wegner zwięźle ujął – „posiadając w wysokim stopniu zaufanie wojewody, był w ogólnej nienawiści tak u pozostałej służby, jak i u mieszczan zbąszyńskich, którym częste wyrządzał krzywdy, i którzy dla chciwego i twardego usposobienia jego, powszechną okazywali mu niechęć i odrazę”.

 

Aresztowano więc Szorsza, a „przy rewizyii w domu jego odbytej, znaleziono znaczną ilość arszeniku, niektóre klejnoty do rodziny Garczyńskich należące, szaty zmarłego wojewody i sporą sumkę pieniędzy”.Śledztwo nie doprowadziło do wykrycia ewentualnych mocodawców pokojowca, który do końca – tzn. do swej śmierci w więzieniu – szedł w zaparte i mimo zastosowanych wobec niego tortur, do zarzucanego mu czynu się nie przyznał.

 

Przy opisiedrugiego zgonu, zetkniemy się ze znaną nam już postacią Józefa Zaremby,

onegdaj sławnego konfederaty barskiego, a w chwili śmierci – królewskiego ulubieńca, posła na sejm i generała. O jego w Roku Pańskim 1774 odejściu do wieczności, Jędrzej Kitowicz napisał tak:

 

MiałJózef Zarembawielkie upodobanie za lada imaginacją słabości, używać kąpieli. Jednego razu wybierając się do Warszawy wezwany od króla, kazał sobie w miasteczku swoim Rozprzy nagotować zwyczajną kąpiel mokrą. Brat jego rodzony Franciszek, łowczy sieradzki, znajdujący się przy nim, ganiać jął wannę mokrą, zachwalał suchą i napomknął, iż u stolarza tamtejszego widział wannę nową osobliwą. Zaremba () kazał wannę owe natychmiast do siebie przynieść.() Przyszedł za nią i stolarz, który opowiedział i pokazał, jak ma być używana. Zaremba, chciwy tej nowomodnej wanny, wszedł do niej najprzód w sukniach, a potem widząc, że jest w miarę jego, rozebrał się co prędzej i usiadł nagi. Wieko zamykało się z wierszchu, przy samej szyi, tak iż tylko głowa wychodziła nad wannę, a cały człowiek zamknięty, naparzany spirytusami, pocił się w wannie. Obłożono go około szyi ręcznikami, aby para nie wychodziła; puszczano po trosze rurką przyprawioną do tejże wanny gorzałkę okowitkę na cegłę rozpaloną w naczyniu glinianym na dnie wanny podłożoną, która gorzałka, smażąc się na cegle, ciepłą parą obejmowała siedzącego. Delektował się zrazu Zaremba tym wyciągającym z ciała humory wynalazkiem. Lecz gdy chłopiec Zajączkowski, świecący kamerdynerowi lejącemu przez lij do rury gorzałkę, przytchnął świecę do flaszy półgarcowej, a kamerdyner, sparzony zapaloną od świecy gorzałką, upuścił flaszę w lij, która się stłukła, i gorzałka paląca się, raptem buchnąwszy w wannę, sparzyła Zarembę – krzyknął z całego gardła i chciał wyskoczyć z wanny; lecz wieko tak się zassało, że tłukąc się co siły po wannie i wrzeszcząc, nie mógł go otworzyć. Dodał większej operacji ogniowi brat Zaremby Franciszek, gdy ręcznik okręcony około szyi oderwał. Albowiem płomień tym otworem wybuchnął i okrył całą twarz Zaremby, a zapaliwszy na głowie włosy, zwyczajnie tłuste od pomady, wzbił się w górę aż do połapu niskiego, którym widokiem przestraszeni wszyscy, którzy tam byli, pouciekali na dwór, Zarembę nieszczęśliwego, w owych płomieniach piekącego się, odbiegłszy. Tak tedy kilkanaście minut gorzał, aż przecie Lutosławski, gość wtenczas u Zaremby, wpadł do izby z siekierą, to zrąbał wannę i Zarembę z ognia uwolnił, lecz tak dobrze opieczonego, że kawały ciała przypsnęły do wanny. Obłożono go czym prędzej śmietaną i drożdżami, poobwijano w prześcieradła i ręczniki. Tak obwinięty począł się przechadzać po izbie, jęcząc z wielkiego bólu i utyskując na swoje nieszczęście. Kazał wołać księdza. Lecz brat Franciszek () począł mu perswadować, aby sobie aprehensji nie dodawał[aby się nie niepokoił]; że tyle jest praktyk ludzi wydobytych z pożaru na pół upieczonych – wygojonych; dopieroż on, mając tylko skórę z wierszchu przypaloną, miałby na to umrzeć. Radził mu, aby się napił wódki i położył w łóżku. Zaremba, że lubił wódkę, usłuchał brata. Lecz skoro wypił kieliszek, natychmiast począł się mieć gorzej; bo naturalnie uważając, ogniowi powierzchownemu przydał podniety z wewnątrz. Położonemu w łóżku posłali po księdza, który już z nim nie mógł nic robić, zastawszy go bez zmysłów; więc tylko mu dał absolucją kondycjonalną. A ranem poklęknąwszy z wszystkimi, mówił litanią za konających, podczas której Zaremba skonał”.

Wykop Skomentuj51
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale