0 obserwujących
10 notek
4203 odsłony
306 odsłon

Crossem przez ekstraklasę: 21 kolejka

Wykop Skomentuj3

Czterdzieści osiem długich dni oczekiwania i zaczęło się nawet całkiem obiecująco w piątek w Legnicy. Jagiellonia pokazała dobrą, pełną kontroli piłkę, nawet przez moment nie pozostawiając złudzeń która z drużyn na boisku jest lepsza. A że Miedź zagrała w stylu do jakiego w tym sezonie przyzwyczaiła już kibiców, starając się dłuższymi momentami rozgrywać technicznie piłkę, a mimo to frajersko tracąc bramki, dało się to nawet całkiem znośnie oglądać.

Najlepsze widowisko w tej kolejce oglądaliśmy w Poznaniu. Pełne dynamicznej gry spotkanie, zakończone może szczęśliwym, ale na pewno zasłużonym zwycięstwem Zagłębia. Bartłomiej Pawłowski zrobił kolejny duży krok do przodu, kolejny krok ku temu by zostać chociaż 1/4 tego piłkarza jakiego wszyscy sobie po nim obiecywali w 2013 r. po jego transferze do Malagi. Imponowało rozegranie Zagłębia, oraz pewność i spokój mimo straty pierwszej bramki przez Lubinian ich holenderskiego trenera Bena Van Deala. Facet w pierwszym meczu dał nadzieje, że jako jeden z nielicznych naprawdę wie co robi i w którym kierunku chce zmierzać. Lecha, jak to niektórzy już uczynili, jednak całkiem nie należy skreślać. Gdzieś tam widać rys oparcia gry na dynamice, walce i zaangażowaniu. Jednakże znacznie bardziej widać, że dynamika drużyny jest zajechana, z czym Nawałka przed sezonem się specjalnie nie krył, mówiąc otwarcie że w przerwie zimowej największy nacisk położył na motorykę, co może odbić się na formie w pierwszych spotkaniach. Inną sprawą jest niezmienna postawa Vujadinovicia i Janickiego, którzy już jesienią obrali mocny kurs na bycie gwiazdami co najwyżej w III polskiej lidze, dajmy na to w takiej Polonii Środa Wielkopolska obok Lusia Henriqueza i Jakuba Wilka.

Sobotnie i niedzielne mecze to już gratka dla miłośników piłki topornej, fanów futbolu spod znaku filozofii reprezentowanej przez Kazimierza Węgrzyna. Dynamiki bardzo mało, za to walki, brutalności, chamstwa i chaosu, aż nadto. Z meczu Cracovia - Piast do zapamiętania jedynie debiut Rumuna Sergiu Hanci; z meczu Lechia - Pogoń dawno nie widziane w polskiej lidze piękne 50 metrowe, a jakże, crossowe podania Kamila Drygasa; z meczu Śląsk - Zagłębie Sosnowiec, fiasko nowych gruzińskich skrzydłowych w Zagłębiu i że u Piecha wszystko pozostało po staremu. Mecz Arki z Koroną dało się oglądać, jak chyba wszystkie w tym sezonie mecze Arki, tylko ze względu na kilka rajdów Zarandii. No i ze względu na kapitalną akcję Siemaszki. Mimo mikrego wzrostu przyjął długą lagę tyłem do bramki z obrońcą na plecach, rozegrał, wyszedł na pozycję i strzelił. To też jeden z niewielu który wie co robi w tej lidze i do tego jeszcze nierzadko mu to wychodzi. Aż trudno uwierzyć, że tak późno pojawił się na poziomie ekstraklasy, bo zdaje się że miał potencjał nie mniejszy od takiego Tomasza Frankowskiego. Z drugiej strony, jak też musiał się prowadzić i prezentować na treningach, że pomimo wielu przebłysków i zmian trenerów i tak znaczącą większość ilość meczy od kiedy pojawił się w ekstraklasie zaczynał z poziomu ławki rezerwowych?

Legia z Wisłą Płock w swoim stylu wygrała bez stylu. Tym razem na szczęście bez kontrowersji.

No i na koniec deser. Wielka bohaterka zimy, autorka niezliczonych memów - Wisła Kraków. Dużo można by było pisać o tej komiksowej historii: Sharksi z maczetami i reklamówkami pieniędzy, Piggy Sarapata, Książe z Kambodży, Hulk Hogan, ten Łysy z Lombardu, w końcu wybawiciele: Koralik, Harry Potter oraz Święty Kuba. Jak sami siebie ochoczo nazywają: najwięksi polscy influencerzy(jaki to swoją drogą swoisty słodki przejaw samodegeneracji) branzlując się nieustannie nad wiekopomnym bohaterstwem, heroizmem Kuby Błaszczykowskiego zdecydowanie bardziej już obrzydzili jego osobę kibicom niż wybudowali mu pomnik. I w meczu Górnik - Wisła miał nastąpić kolejny rozdział bajki o cudownie odradzającej się Wiśle dzięki Świętemu Kubie, Harremu Potterowi, warszawskiemu Koralikowi i oddolnemu pospolitemu ruszeniu prawdziwych kibiców - nie bandytów. Bajki nie było, było za to brutalne zderzenie się z rzeczywistością.Bo rzeczywistość okazała się taka, że dotychczas bodaj najbardziej surowy piłkarz Górnika niejaki Michał Koj w bezpośrednim starciu dla Błaszczykowskiego okazał Panem Piłkarzem, gibkim niczym puma, niszczącym go szybkością, dryblingiem, dynamiką i zwrotnością. Kuba po części sam robi sobie krzywdę bo nie wie kiedy zejść w cień, ale jeszcze większą krzywdę robią mu ci tzw. influencerzy pompując wobec niego nadzieje kibiców. Prawda o Wiśle jest taka, że zostały tam same niedobitki których nikt nie chciał i emeryci co znaczyli coś w piłce kilka lat temu. O wiele bliższy prawdy o dzisiejszej Wiśle jest Kamil Kosowski twierdząc, że on też mógłby do tej drużyny dołączyć. Ale redaktor Stanowski i podległy mu portal dzięki swej przyjaźni z Panem Koralikiem już zupełnie oderwali się od rzeczywistości. Kompromitują się wierząc w kity w oszołoma Harry Poterra, który wyszedł ze swej chatki z algorytmów i wydaje mu się ze znalazł magiczną receptę na wszystko, a w rzeczywistości ma jedynie gatkę taniego akwizytora od dywanów w wersji 2.0. Ciekawe ile z pierwszych 1906 osób które kupiły okolicznościową koszulkę, która miała być z założenia limitowana w tej liczbie, czuje się oszukanych przez niego gdy okazało się, że po wyczerpaniu limitu, jednak limit w liczbie 1906 został zniesiony? Kompromitują się wierząc w kity cwaniaka koralika, któremu marzy się zgodnie z jego wybujałym ego prezes PZPN,i myśli że dzięki działaniom Harrego Pottera w Wiśle wylansuje się na altruistycznego zbawcę polskiego futbolu. Niestety się myli dokładnie tak samo jak wtedy, kiedy powierzył po sobie tylko znanych koneksjach stanowisko kierownika drużyny jakiejś niemającej pojęcia o piłce, nierozgarniętej pańci wypchanej z korpo, która załatwiła mu ligę mistrzów z Celticiem. I kompromitują się dając rękojmie wiarygodności dzisiejszemu prezesowi Wisły, który, jak sam beztrosko przyznał, w poprzednim zarządzie podczas transakcji z księciem Kambodży odpowiadał za weryfikację księcia i zweryfikował jego biznes pozytywnie!, czyli drodzy internauci, posługuje się wyszukiwarką google w stopniu znacznie gorszym niż zdecydowana większość z was.

 Wbrew opowiadanym bajkom, póki co wszystko jest na najlepszej drodze żeby w 37 kolejce odbył się wielkie koralikowe derby: Zagłębie Sosnowiec - Wisła Kraków o 16 miejsce w lidze.

Górnik jako jedyny zespół pokazał że jego zimowe wzmocnienia są prawdziwymi wzmocnieniami, a może tylko że ci co grali jesienią byli przeraźliwie słabi. Na tle beznadziejnej Wisły o samej grze zespołu trudno cokolwiek powiedzieć. Były też momenty znane z jesieni, długa bezsensowna laga i strata. Żurkowski, klasa, przerasta ligę. Ale zaczyna mieć inklinację do gwiazdorzenia i grania pod siebie. Lecz gdyby udała mu się ta ruleta w polu karnym, to byłoby to, po co kibice przychodzą na stadion i co pamiętają latami. 

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport