Wodę należy oszczędzać. To fakt. Dlatego też w Królewskim Stołecznym Mieście Krakowie zorganizowano konkurs, który by miał ciemny lud przekonać do oszczędzania wody właśnie. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że, jak donosi gazeta.pl, jakiegoś artystę poniosła fantazja i wymyślił niezbyt, trzeba przyznać, mądre hasło: „Puszcza się bez przerwy a ty ją ciągle lejesz”. Co gorsza, fantazja nie opuściła też jurorów konkursu, którzy głupkowaty tekst nagrodzili. W sumie nie mój cyrk, nie moje małpy – chciałoby się rzec. Po tym jak mi pani Hania Gronkiewicz-Waltz podniosła ceny wody w zeszłym roku, żadni artyści nie muszą trudzić się nad tworzeniem plakatów, żebym był przekonany do koniecznośc zakręcania kurka.
Ale przy okazji okazało się, że triumf rzeczonego hasełka uruchomił aktywistki feministyczne, zwane przez Gazetę Wyborczą „kobietami”. („Praca zbulwersowała kobiety...”). Dzięki temu dostaliśmy nieoczekiwany wykład językoznawstwa – postępowego, feministycznego oczywiście. Pomijając cały „antyseksistowsko-antydyskryminacyjny” bełkot wypełniajacy artykuł, warto zwrócić uwagę na następującą wypowiedź osoby Beaty Kozak, redaktorki naczelnej feministycznego pisma „Zadra”:
-Tekst opiera się na dwuznaczności słów "puszczać się" i "lać coś/kogoś". "Puszczanie" to w tym przypadku zarówno puszczanie wody, jak i wulgarne określenie aktywności seksualnej kobiety, natomiast "lanie" to zarówno lanie wody, jak i używanie przemocy fizycznej(podkr. DCF)
Burżuazyjna, wsteczna, zaściankowa semantyka nakazywała od zawsze uznać określenie „puszczać się” raczej za łagodne określenie (za przeproszeniem) kurestwa niż za wulgarne określenie „aktywności seksualnej kobiety”. Ale widocznie w środowiskach „Zadry” są to pojęcia bliskoznaczne. W zasadzie nie powinno to dziwić, skoro w słowniku postępowym zabijanie dzieci nazywane jest „prawem kobiet do decydowania o swoim macierzyństwie”, podczas gdy w słowniku ciemnogrodzkim „prawo kobiet do decydowania o swoim macierzyństwie” realizowane jest raczej na etapie podejmowania przez nie decyzji o współżyciu – a nie już po zapłodnieniu. Tym bardziej nie powinno dziwić, jeżeli będziemy pamiętali, że walka o „zdrowie kobiet”, to w słowniku tych osób najzwyklejsza walka o radosną aborcję na każde życzenie.
Dlaczego więc miałoby dziwić, że między „puszczaniem się” a „aktywnością seksualną” redaktorka pisma „Zadra” widzi jedynie w negatywnym nacechowaniu wyrażenia? Ale warto, jako ciekawostkę, odnotować. Może to na przykład uchronić przed towarzyską gafą.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)