Moje cztery grosze w sprawie w obecnym sezonie ogórkowym równie gorącą jak kryzys i Buzek. Moim zdaniem byłoby wskazane, gdyby publikatory zajmuące się wszechstronnie "konfliktem dwóch Madonn", nie popisywały się przy tej okazji żenującą ignorancją. Oczywiście nie dotyczy ona spraw artystki Madonny - tu precyzyjnie podawane są szczegóły dotyczące dyskografii, biografii, choreografii... Natomiast z drugiej strony mamy pomieszanie z poplątaniem: raz "Wniebowstąpienie", raz "Wniebowzięcie" - jeden diabeł, co za różnica. W końcu "nikt i tak nie będzie wiedział" - jakieś tam święto, pielgrzymki i tyle.
Nie przeczę, że dla części ludności tubylczej uważającej p. Madonnę za wielką artystkę, ba, "królową" wręcz i gotowej wydać ciężkie pieniądze za przyjemność obcowania z jej twórczością na żywo, faktycznie jest to "jeden diabeł" i różnica żadna. Jednak jeśli się jest dziennikarzem, powinno się bezwzględnie wiedzieć o czym się pisze. Zwłaszcza jeżeli jest to do sprawdzenia w pięć sekund. Ot prosty przykład - dla mnie równie niefachowy i rażący byłby artykuł opisujący nadchodzące wydarzenie, w którym dziennikarz pomyliłby "Like a Prayer" z "Like a Virgin" (to są tytuły piosenek wykonywanych przez artystkę).
Jeżeli, drodzy pracownicy publikatorów, myli wam się Wniebowzięcie z Wniebowstapieniem - napiszcie po prostu o "Matce Boskiej Zielnej" - komu jest wszystko jedno - temu jest wszystko jedno, a reszta zrozumie, o co chodzi
To były trzy grosze, a teraz grosz czwarty. Można wierzyć - i ja na przykład chciałbym wierzyć - że termin koncertu wyznaczono przypadkowo. Jest to o tyle prawdopodobne, że jest on przecież częścią większej trasy - i możliwe, że wyboru nie było wielkiego. Mogło tak być. Jednak wtedy chyba czegoś by zabrakło - krwi, zapachu świeżego mięsa. Nie byłoby tych prześmiewczych artykułów, tego całego rechotu: "patrzcie: nawiedzeńcy, porąbańcy, jakie idiotyzmy, jakie bzdury". WIęc trzeba byłoby tego pana radnego być moze wymyślić. Ale nie trzeba było - bo się pojawił. WIęc jak juz poczuli zapach świeżego mięsa - to się rzucili.
I w zasadzie wynika z tych relacji, że można być albo wielbicielem "skandalizującej pionsenkarki" i jej "talentu", albo moherowym psycholem odmawiającym jakieś koronki pod warszawskim ratuszem. A dla osób, które ta "artystka" ani ziębi, ani grzeje, a zwyczajnie "nie kręci" (bo żaden to talent artystyczny: wokalistka mierna, tancerka jakich wiele a jako kompozytorka - mocno wtórna, chociaż budząca ciągłe zachwyty), natomast drażni jako promotorka bluźnierstwa, rozwiązłości i symbol degrengolady środowiska artystycznego, ale z drugiej strony nie uważają inicjatywy spod ratusza za szczególnie roztropną (z przyczyn chociażby takich, że dostasrczono tu właśnie "świeżego mięsa" róznym "onetom", "wyborczym" i innym) - miejsca tu nie ma. A jest inaczej.
I wcale nie trzeba odmawiać jednej i drugiej grupie prawa do realizowania swoich pasji. Bo można zrozumieć, że występ tego typu osoby w takim dniu jest przez część osób odczytywany jako prowokacja i rani ich uczucia. A nawet należy - nie można kazać wszystkim wokól - jak robił to choćby Wojciech Mazowiecki - potępiać tych ludzi i twierdzić, że wygadują idiotyzmy. Tolerancja powinna w końcu obejmować nie tylko zwolenników "związków partnerskich" wszystkich trojga płci, ale także "moherowych psycholi". Można jednak też zrozumieć tę częsc społeczeństwa, dla której "Wniebowzięcie" i "Wniebowstąpienie" to jedno i to samo, a że tego dnia jest jakieś święto dowiedzą się odbijając się od zamkniętych drzwi centrum handlowego. I można też zrozumiec, że jakaś część z tej części uzna twórczość piosenkarki Madonny za wartą wydania kilkuset zotych na bilet i przyjazd do Warszawy.
I można najzwyczajniej ucznynić to, co najpewniej ja uczynię: puścić tę imprezę mimo uszu, nie wydawać pieniędzy na kupowanie płyt tej artystki, nie udawać w towarzystwie, że podziwia się jej "talent". I już sobie odkładać pieniądze np. na wrześniowe Jethro Tull, a w sobotni wieczór 15 sierpnia, już po mszy, załączyć na przykład "Selling England by the Pound". Kto Madonny nie ceni, powinien wiedzieć cóz to :)
I chciałbym wierzyć, jeszcze raz to napiszę, że data koncertu wynikała jedynie z grafika organizatorów i gdyby nie chyba zbytnia gorliwość paru osób, dyskusja toczyłaby się najpewniej nie wokół kretyńskiego wątku "wojny dwóch Madonn" a raczej dotyczyłaby wartości "artystycznych" samej imprezy.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)