Mój ulubiony organ dał mi robotę w sobotni poranek
Nie do wiary. Nawet po blisko dwuletnim "krótkim kursie historii PiS" serwowanym przez Gazetę Wyborczą i organa pokrewne jest to nie do uwierzenia. Cytuję co smakowitsze wyjątki:
"Łódzcy inteligenci do rządu: Nie walczcie z nami" - to zajawka na stronie głównej organu internetowego Agory
"Wykształciuchy wszystkich zawodów łączą się" -to tytuł
"Pierwszy raz solidarnie apelują do rządu, by przestał wreszcie z nimi walczyć" - to lead
"W Łodzi samorządy różnych zawodów: lekarze, adwokaci, radcy prawni, komornicy, a nawet architekci, aptekarze i inżynierowie budownictwa napisali apel do rządu. Proszą, by władza przestała wtrącać się w ich sprawy." - to pierwszy akapit.
"Na słowach się nie skończy" = to pani Czesława Kołuda, radca prawny, która zapowiada, że teraz radcy będą wspierać zwalnianych z pracy lekarzy (o ile mnie pamięć nie myli, to lekarze sami się zaczęli zwalniać z pracy, ale może ja nie jestem wykształciuchem i dlatego nic z tego nie rozumiem)
Natępnie lamenta lecą, że zamiast "samorządnej Rzeczypospolitej" buduje się "rządową Rzeczposplitą" - czyli państwo inteligencja jakieś anarchosyndykalistyczne ciągoty przejawiają. No cóż, takie ich prawo: nawet burżuj może być anarchosyndykalistą w czasach postmodernizmu. Albo - "nie ma wroga na lewicy"
Oczywiście i biednemu Gomułce nie przepuścili. "Łódzcy inteligenci" jakoś go sobie szczególnie upodobali. (że przypomnieć pewnego senatora od stawonogów) No bo co robi rząd?
"A rząd zamiast naprawiać służbę zdrowia, budować mieszkania i autostrady, walczyć z biedą, "lansuje populistyczne, antyinteligenckie hasła z najgorszych czasów PRL-u". Wiadmo, że antyinteligenckie hasła lansował Gomułka i że były to "najgorsze czasy PRL". No bo rózni "inteligenci" przed 56 nie mieli jeszcze tak źle - a potem się zbiesili i byli gnębieni. A z kolei inni inteligenci bardzo ładnie sobie radzili za Gierka, który zresztą budował autostrady. Generał też inteligencję lubił. Urban, Dorbraczyński, Giertych, Skubiszewski... Tak, na pewno szło im o Gomułkę.
Na co to jest bicie i czyje? Wyjaśnia to pomysłodawca, pan Pelc. "To nasze bicie na alarm"
Autorzy tekstu, rozumiejący dlaczego w takie rzeczy bawią się adwokaci, radcy, komornicy itp. (no, prawie rozumiejący: "o konfliktach rządu z prawnikami czy lekarzami słychać codziennie") dziwią się jednak, na cholerę w tym wszystkim architekci. Ale nie ma w tym nic dziwnego - architekt-wykształciuch wyjaśnia: "Ich samorząd jest niezadowolony z tego, że władze chcą budować tanio, czyli brzydko i niebezpiecznie. Jedynym kryterium w przetargach jest cena. A z opinią ich środowiska nikt się nie liczy." - i wszystko jasne. Dotąd polscy architekci budowali istne cuda, perełki podziwane przez cały świat. Styl gargamelowsko-carringtonowski. Rózne Carrefoury, różne hale katowickie - bardzo bezpieczne, bardzo nietanie. Pyszne. Az tu przyszedł rząd kaczystowski i każe budować tanio. I tego architekci zniesć nie mogą - ze szczególnym uwzględnieniem owego "tanio", jak sadzę.
Autorzy porozsyłali płody swojej inteligencji do innych (uwaga!) samorządów - i liczą, że "protest stanie się ogólnopolski".
A na koniec pozwoliłem sobie zostawić najmocniejsze fragmenty tekstu:
"Teraz powstał wspólny front" - bo dotychczas wykształciuchy najwyraźniej były klasą w sobia a nie klasą dla siebie i co najwyżej nieudolnie protestowały we własnych partykularnych interesach.
Co robi niezawodny w takich przypadkach profesor Zoll? Tak, drodzy Czytelnicy, "podziela uwagi łódzkich inteligentów" - no to już jest szansa, że się ogień rewolucji rozleje i na Kraków. Jakby jeszcze "inteligencja" porwała za soba masy robotnicze tych miast... A bezczelna władza, zdaniem prof. Zolla "odchodzi od zasady, że wszędzie tam, gdzie ludzie mogą poradzić sobie sami, powinni mieć do tego prawo."
Władzo niedobra a wraża! Czemu nie chcesz zostawić prawa "radzenia sobie samemu" dzieciom radców prawnych, wnukom adwokatów, synom ordynatorów? Czemu chcesz, żeby podzielili się tortem z innymi? Taka jesteś niesamorzadna, PiS-owska paskudo?
Na koniec profesor Zoll stwierdza: "Fakt, że apel wystosowały różne środowiska, świadczy zaś o coraz większym zrozumieniu zagrożenia Polski demokratycznej opartej na społeczeństwie obywatelskim, a nie władzy centralnej, która wszystko kontroluje." A więc mamy tu interesującą definicję społeczeństwa obywatelskiego: jest to takie społeczeństwo, w którym samorządy zawodowe bronią swoich przywilejów w interesie swoich grup zawodowych. A jeżeli komuś się nie podoba, że elitarne zawody otwarte są dla znajomych i krewnych królika bardziej niż dla równie uzdolnionych ale niekrewnych i nieznajomych - to "jesteś za władzą centralną, która wszystko kontroluje". Niewyspany był ten profesor jak mu ten manifest przez telefon czytali? Może miał inną rozmowę w drugim telefonie albo prowadził samochód właśnie? A może to dziennikarze twórczo przedstawili mu list w obronie zagrożonych interesów pewnych ściśle określonych korporacji, znanych do tej pory ze swej nadmiernej ekskluzywności oraz niechęci do przedkładania interesu społecznego nad interes swej grupy jako piekną inicjatywę przywiązanej do wolności i samorządności inteligencji, która pod kaczym butem az piszczy, co chwila przywalana jakimiś domiarami, gnębiona kontrolami i czym tam jeszcze.
Ale prawdziwa "bomba" umieszczona jest gdzieś w połowie tego tekstu: Otóż, jak się okazuje, "łódzka inteligencja" to krew krwi i kośćc z kości. Oni dobrze wiedzą, kim są i co znaczą. "Naród, który traci elity, traci tożsamość" - piszą.
Ufff, narodzie polski, jeśli wierzyć łodzkim inteligentom, wielka szansa przed tobą!
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4330043.html



Komentarze
Pokaż komentarze (7)