Zastrzegając, że w sytuacji płynnej i labilnej wszelkie prognozy mogą mieć tyle wspólnego z rzeczywistością, co artykuły Jacka Żakowskiego, ośmielam się stwierdzic, ze wybory odbędą się (jeżeli się odbędą) 30 września. Z punktu widzenia PiS, a to ta partia jest tutaj decydentem, jest to termin optymalny z kilku powodów:
-nie da czasu komunistom na przegrupowanie sił i uspokojenie szeregów. Długa kampania, zakończona wyborami na wiosnę, przy wydatnym wsparciu wiadomych mediów, może skończyć się zwycięstwem sił antypisowskich. Rząd bez większości w Sejmie nie będzie w stanie zrobić czegoś "z wykopem" pod publiczkę, dla potrzeb kampanii - będzie to dryfowanie a la Belka, oczywiście przy zupełnie innej melodii płynącej z publikatorów. Nalezy wczytywać się w świadomych politycznie czytelników Trybuny Ludu, którzy wyrażają swoje negatywne opinie zarówno co do przepychanek (w domyśle: Borówek, bo to one się pchają) wokół list wyborczych, jak i co do obecnosci koalicji elementów reakcyjnych w rodzaju Lityńskiego. Nawet p. Prezio nie ma tam immunitetu
-pozwoli ewentualnemu rządowi Platformy Obywatelskiej dłużej się kompromitować. PiS w opozycji wystarczy tylko, że "filipinki" wygłaszane obecnie przez Tuska, Komorowskiego, Schetynę i innych pomniejszych platformersów zestawi z ich uczynkami już po objęciu rządów. To może zapewnić PiS-owi nie tylko reelekcję Lecha Kaczyńskiego, ale i wygraną w wyborach 2011 roku. Jeżeli ktoś sądzi, że Platforma Obywatelska będzie rządzić tak, jak mówi, że będzie rządzić, nie mieszka zapewne w Warszawie, bo tutaj mamy jak na dłoni praktykę rządów "pani Hani" zderzoną a bajdołami opowiadanymi przez nią przed wyborami.
-być może wreszcie uda się usunąć z parlamentu osoby w rodzaju p. Łyżwińskiego, p. Hojarskiej itp - tak jak poprzednio "polegli" p. Pęczak, p. Długosz, p. Rutkowski.
-przy dobrych układach oddalić się może wizja opanowania kraju przez zagrożenie może obecnie niedoceniane - ale gdzieś tam się tlące: "lewicę" spod znaku Zapatero - rządy ludzi, przy których błagalibyśmy Oleksego i Millera, żeby zechcieli wrócić do polityki. Czym więcej durnowatych kłótni o pederastię Gombrowicza, tym więcej normalnych ludzi jednak mogłoby się odwracać od centroprawicy i uciekac w absencę wyborczą, a aktywizowaliby się różni "miłośnicy białego miasteczka" i różne inne tego pokroju osobowości polityczne. Rządy PO w tym kierunku działałyby nieporównywalnie słabiej, niż rząd z Giertychem jako ministrem od szkół.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)